Pages

BRUDNY HARRY. 50 lat od premiery


tytuł oryginalny: Dirty Harry
data 
premiery: 23 grudnia 1971 
czas trwania: 102 minuty 

reżyseria: 
Don Siegel 
scenariusz: 
Harry Julian Fink, Rita M. Fink, Dean Riesner

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

W grudniu 1969 roku para licealistów wybrała się na samochodową randkę, ale romantyczny wieczór zakończył się tragedią. Zostali zabici przez tajemniczego mordercę posługującego się pseudonimem Zodiak. To był początek serii zabójstw – pięć osób udało się z całą pewnością dopasować do jednego człowieka, ale on sam w listach do prasy i policji przyznawał się do znacznie większej liczby morderstw. Sprawa do dziś owiana jest tajemnicą, morderca pozostał nieuchwytny tak jak niegdyś Kuba Rozpruwacz. Jednym z pierwszych filmów wykorzystujących medialny szum wokół postaci Zodiaka jest Brudny Harry w reżyserii Dona Siegela, który wszedł na ekrany kin dokładnie pół wieku temu – 23 grudnia 1971 roku.

Nie mamy tu jednak do czynienia z drobiazgową rekonstrukcją śledztwa jak w przypadku Zodiaka (2007) Davida Finchera, lecz z filmem sensacyjnym luźno inspirowanym artykułami prasowymi. Celem twórców było przede wszystkim złożenie hołdu policjantom, zarówno tym, którzy zginęli na służbie, jak i tym którzy czynnie działają, przyczyniając się do zmniejszenia przestępczości na ulicach miast. To bardzo niewdzięczny zawód, wymagający użerania się z szefami-karierowiczami, zdesperowanymi rodzinami ofiar, pozbawionymi empatii dziennikarzami i nieprzychylną opinią publiczną. Praca gliniarza z wydziału zabójstw jest szczególnie parszywa i niemal każdy podejmujący się tego fachu jest takim „brudnym Harrym”.

Przełom lat 60. i 70. był wyjątkowo niespokojny – amerykańska interwencja w Wietnamie i związane z nią manifestacje wytworzyły złą energię. Powstała atmosfera strachu, nieufności i pogardy, także wobec policji. Fala zbrodni, która zalewa świat w tak niespokojnych czasach, nie oszczędza nikogo – nawet jeśli ktoś bezpośrednio nie doświadcza przemocy, to jakiś ślad w psychice zostaje. Choć nie jest to powiedziane wprost, filmowy odpowiednik Zodiaka, Skorpion (bardzo przekonująco zagrany przez debiutującego w kinie aktora teatralnego Andy’ego Robinsona), może być postacią bardziej złożoną niż tylko szalonym psychopatą. Może być straumatyzowanym żołnierzem, któremu wydano zbyt dużo rozkazów dotyczących zabijania, aż w końcu to polubił. Z pewnością też nie bez znaczenia jest fakt, że posługuje się bronią używaną przez Państwa Osi w trakcie drugiej wojny światowej – japońskim karabinem snajperskim Arisaka i niemieckim pistoletem Walther P38.

Odgrywany przez Clinta Eastwooda bohater to już dziś kultowa postać, a jego teksty – pochodzące nie tylko z filmu Siegela, ale także z sequeli – są wielokrotnie cytowane i parafrazowane (np. „Go ahead. Make my day” z części czwartej). Legendarna jest już także broń, której używał – rewolwer Smith & Wesson Model 29 z komorą Magnum .44, „najpotężniejsza broń krótka, która odstrzeliłaby ci łeb do czysta”, jak sam mawia jej właściciel. Inspektor Callahan narodził się w głowie kobiety, Rity M. Fink, która swój pomysł dopracowała z pomocą męża, Harry’ego Juliana Finka, głównego scenarzysty Majora Dundee (1965, reż. Sam Peckinpah). Źródłem inspiracji był dla nich David Toschi (1931–2018) z Departamentu Policji San Francisco, główny śledczy w sprawie Zodiaka. Chociaż już wielokrotnie wcześniej kino portretowało charyzmatycznych, niekonwencjonalnych policjantów – wspomnę chociażby Agentów policji śledczej (‘G’ Men, 1935) Williama Keighleya, Banniona (The Big Heat, 1953) Fritza Langa czy Bullitta (1968) Petera Yatesa – to jednak dopiero w latach 70. pojawił się prawdziwy badass wszech czasów.

Film Dona Siegela nie skupia się na zagadce kryminalnej i kamera nie ukrywa twarzy zabójcy. Tu ważniejszy jest pościg policjanta za mordercą, a przy okazji – co nie spodobało się krytykom – próbuje się usprawiedliwić brutalność policji. Działania psychopaty zostają skonfrontowane z nieskutecznością systemu. Harry działa więc wbrew systemowi – gdy ma stuprocentową pewność, że typ jest złoczyńcą, to nie recytuje mu regułki o przysługujących mu prawach ani nie pisze wniosku do sądu o nakaz, tylko ściga delikwenta, by zademonstrować mu siłę Magnum .44. Brudny Harry to współczesny western i Clint Eastwood nie odchodzi zbyt daleko od stworzonej w poprzedniej dekadzie figury bohatera Dzikiego Zachodu. Ludzie i konflikty pozostały te same, zmieniła się sceneria – zamiast bezkresnych, pustych przestrzeni dla konnych przejażdżek jest nowoczesne miasto przystosowane do jazdy samochodami.

Nieoznakowanym radiowozem tytułowego bohatera jest Ford Galaxie 500 z roku 1968. Film w końcu wywarł wpływ nie tylko na kino i przemysł zbrojeniowy, lecz także motoryzację. Sukces obrazu sprawił, że wzrosła sprzedaż rzeczy związanych z postacią Callahana. O samochodzie Brudnego Harry’ego niewiele się jednak mówi zapewne dlatego, iż zabrakło w filmie sceny pościgu samochodowego, który dobitnie pokazałby możliwości użytego auta i jego kierowcy. Taka scena wymagała jednak zbyt wielkich nakładów finansowych i dłuższego okresu zdjęciowego, poza tym obawiano się (całkiem słusznie), że może ona nie wytrzymać porównania z pamiętną sekwencją pościgu z Bullitta (1968), który również rozgrywał się na ulicach San Francisco. Istniało także uzasadnione przypuszczenie, że taka scena mogłaby przyćmić całą resztę filmu. Rezygnacja z niej wyszła więc filmowi na dobre.

Jednym z największych atutów produkcji jest klimat. Akcja filmowana obiektywem Bruce’a Surteesa (syna wybitnego operatora Roberta Surteesa) utrzymana jest w tonacji fatalistycznej. Gdy helikopter krąży nad miastem i przy okazji operator panoramuje dachy budynków, to celem jest zwrócenie uwagi na to, jak zdradzieckie są wysokie domy. Idąc ulicą, pływając w basenie czy siedząc na ławce w parku, możesz dostać kulkę i nawet nie będziesz wiedział, co się stało. Życie ma barwę midnight blue, koloru auta tytułowego bohatera. Jest posępnie jak w księżycową noc, bo każdy dzień odbiera nadzieję na lepsze jutro. Służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo mają często związane ręce, ograniczone szeregiem przepisów nie mogą działać pod wpływem przeczucia. Łażący po ulicach przestępcy czują się przez to bezkarni. W odpowiedni nastrój wprowadza muzyka Lalo Schifrina – w szczególności motyw muzyczny Skorpiona (link) zwraca uwagę ze względu na użycie kobiecej wokalizy jako próby zilustrowania umysłu psychopaty.

Brudny Harry (wyprodukowany w należącej do Eastwooda firmie Malpaso) nie był najpopularniejszym filmem policyjnym roku 1971. Większy zysk przyniósł Francuski łącznik Williama Friedkina, którego popularność przełożyła się na entuzjastyczne oceny krytyków i sukces oscarowy. Jednak dla rozwoju amerykańskiego kina gatunkowego dzieło Dona Siegela ma większe znaczenie. To już coś więcej niż klasyka, to prawdziwa legenda, która nawet pół wieku po premierze trzyma się mocno. Ponieważ sequele nie mają do stałego tytułu dodanej cyferki, lecz osobną nazwę, warto z dziennikarskiego obowiązku dodać, że w latach 70. Harry Callahan powrócił jeszcze w dwóch filmach: Siła magnum (1973) i Egzekutorze/Strażniku prawa (1976). Gdy Eastwood ogłosił zakończenie serii na trylogii, Warner postanowiło kontynuować temat na rynku księgarskim. W efekcie powstało 12 powieści o Brudnym Harrym, wydanych w latach 1981–83. Zostały podpisane pseudonimem Dane Hartman, pod którym ukrywało się kilku autorów. Jednak gdy na początku lat 80. Eastwood zaliczył parę wpadek, postanowił odwiedzić dwóch starych znajomych, Smitha i Wessona, by znów wkroczyć do akcji jako policjant z San Francisco. W wyniku tego powstały Nagłe zderzenie (1983) i Pula śmierci (1988). Szczególnie przedostatnia odsłona cyklu, reżyserowana przez odtwórcę głównej roli, jest interesująca jako połączenie kameralnego thrillera policyjnego z fabułą typową dla nurtu rape and revenge.

Żaden z sequeli nie zbliżył się do poziomu oryginału, ale są one na swój sposób ciekawe i zupełnie różne, bo każdy został zrealizowany przez innego reżysera. Co warte również podkreślenia to to, że Brudny Harry jest czwartym z pięciu wspólnych filmów Dona Siegela i Clinta Eastwooda. Raczej nie najlepszy, bo potem była jeszcze doskonała Ucieczka z Alcatraz (1979). Pierwowzór opowieści o Callahanie to szorstki i cyniczny obraz San Francisco przełomu lat 60. i 70., pokazujący niemoc wymiaru sprawiedliwości i pokonującego tę niemoc samotnego strażnika prawa. Dobrze prezentuje się także wątek meksykańskiego partnera (Reni Santoni), który swoje wyobrażenia o pracy w wydziale zabójstw konfrontuje z brutalną rzeczywistością, czy np. motyw nielegalnego gromadzenia dowodów, przez co nawet najwięksi psychole mogą uniknąć kary. Dzisiaj to już gatunkowe klisze, ale są to również fragmenty rzeczywistości, tutaj trochę tylko podkoloryzowane dla lepszego efektu. Brudny Harry to także show jednego aktora – Clinta Eastwooda – który wykreował ikoniczną postać, wykonując przy tym m.in. sceny kaskaderskie (takie jak skok z wiaduktu na dach jadącego szkolnego autobusu). Film miał duży wpływ na Johna Wayne’a, który gwiazdę szeryfa zamienił na odznakę policyjną w filmach Detektyw McQ (1974) i Brannigan (1975). W dużej mierze przyczynił się także do rozwoju europejskich thrillerów policyjnych – francuskich polarów (pierwszy znaczący powstał w 1972 roku: Glina J.P. Melville’a) i włoskich poliziotteschi (odnoszących sukcesy po premierze filmu Policja dziękuje z 1972 roku).

korekta: Kamila Regel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz