W 80 DNI DOOKOŁA ŚWIATA. 65 lat od wielkiej ekranowej przygody Phileasa Fogga


tytuł oryginalny: Around the World in Eighty Days
data premiery: 17 października 1956
czas trwania: ok. 180 minut
reżyseria: Michael Anderson
scenariusz: James Poe, John Farrow i S.J. Perelman na podst. powieści Julesa Verne'a

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

17 października 1956 roku publiczność zgromadzona w nowojorskim teatrze Rivoli wyruszyła w ekscytującą trzygodzinną podróż wraz z angielskim dżentelmenem Phileasem Foggiem. Film grany był przy pełnej widowni przez kolejne 15 miesięcy i stał się drugim po Dziesięciorgu przykazaniach Cecila B. DeMille’a największym hitem roku. Źle jednak przetrwał próbę czasu i współcześnie jest oceniany jako płytki film rozrywkowy oraz jeden z najgorszych laureatów Oscara w głównej kategorii. Ale nie można zaprzeczyć, że to również film prawdziwego pasjonata, który zainwestował w projekt 6 milionów dolarów, popadając przez to w długi. Raczej nie chodziło mu o wykupienie wszystkich Oscarów, lecz o stworzenie wysmakowanej plastycznie filmowej przygody, która oczaruje widzów na całym świecie.

OLBRZYM. 65 lat od premiery teksańskiej epopei

tytuł oryginalny: Giant
data premiery: 10 października 1956
czas trwania: 200 minut
reżyseria: George Stevens
scenariusz: Fred Guiol, Ivan Moffat na podst. powieści Edny Ferber

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

65 lat temu w Nowym Jorku odbyła się premiera filmu, którego tytuł jest właściwie symbolem hollywoodzkiego przemysłu. W latach 50., gdy masową wyobraźnią zawładnęła telewizja, dostarczyciele kinowej rozrywki obmyślili strategię polegającą na tworzeniu filmowych olbrzymów. To, co było przeznaczone na wielki ekran, musiało być naprawdę wielkie. Budżety, czasy trwania, liczba aktorów i statystów przekraczały więc normy. Wiązało się z tym ogromne ryzyko finansowe, ale przy dobrej kampanii promocyjnej i przychylnych opiniach krytyków (które wiązały się z zatrudnieniem sztabu profesjonalistów) odzew opinii publicznej był na tyle donośny, że przyczyniał się do zadowalających wyników kasowych. Tak więc opłacało się inwestować.

MARATOŃCZYK. 45 lat od premiery

tytuł oryginalny: Marathon Man 
data premiery: 8 października 1976
czas trwania: 125 minut
reżyseria: John Schlesinger
scenariusz: William Goldman na podst. własnej powieści

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Artykuły na temat zbiegłego do Ameryki Południowej niemieckiego zbrodniarza wojennego, Josefa Mengelego, zainspirowały Williama Goldmana do napisania Maratończyka (1974). Z tych samych fragmentów historii najnowszej powstały w latach 70. takie publikacje jak Akta Odessy (1972) Fredericka Forsytha i Chłopcy z Brazylii (1976) Iry Levina. Każda z nich jeszcze w tej samej dekadzie doczekała się ekranizacji. W przypadku Maratończyka sam pisarz dokonał adaptacji, zmieniając przy okazji zakończenie, jakby nie był zadowolony z finału swojej powieści.

Za kamerą stanął John Schlesinger, a przed nią – Dustin Hoffman. Obaj mieli już wcześniej udaną współpracę przy kontrowersyjnym Nocnym kowboju (1969). Zapowiadał się kolejny niesztampowy popis reżyserskiej i aktorskiej perfekcji. I takim okazał się w istocie, aczkolwiek tylko jeden Złoty Glob i jedna nominacja do Oscara dla Laurence’a Oliviera stanowią wynik zaniżony w stosunku do tego, jak ten film jest odbierany po latach. Minęło prawie pół wieku, a thriller Schlesingera to wciąż kawał mocnego, angażującego emocjonalnie widowiska. W zgrabnej komercyjnej formie łączy wiele tematów – historia II wojny światowej, relacje niemiecko-żydowskie, demony makkartyzmu, polityczne zawirowania z przeszłości mające wpływ na psychikę, długoletnia bezkarność zbrodniarzy, diamentowa gorączka czyniąca z człowieka bestię, mroczna strona medycyny, uprawianie sportu jako forma ucieczki od problemów…

ZMĘCZONA ŚMIERĆ. 100 lat od premiery ekspresjonistycznej baśni

tytuł oryginalny: Der müde Tod
data premiery: 6 października 1921
czas trwania: 97 minut
reżyseria: Fritz Lang
scenariusz: Fritz Lang, Thea von Harbou

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Jednym z najciekawszych zjawisk w dziejach kina jest niemiecki ekspresjonizm. Omawiając historię kinematografii, nie sposób zapomnieć o ogromnym wpływie, jaki ten nurt wywarł na reżyserów i w ogóle na wszystkie aspekty techniczne związanie z kinem. Powszechnie znane i doceniane amerykańskie czy europejskie filmy dużo zawdzięczają niemieckim ekspresjonistom. A jednak masowa publiczność może znać wielkie osiągnięcia nurtu jedynie ze słyszenia i z książek filmoznawczych. Nie należą już do chętnie oglądanych. Bo arcydzieła gatunku powstawały w epoce kina niemego, a produkcje z tamtego okresu interesują już tylko garstkę pasjonatów. Z okazji okrągłej setnej rocznicy premiery jednego z klasyków ekspresjonizmu postanowiłem złożyć hołd dawnym czasom kina, gdy eksperymentowano z formą wizualną i techniką opowiadania historii. Współcześnie te produkcje mogą się wydawać naiwne i nieprzekonujące, ale wciąż imponują jako niewyczerpane źródło inspiracji.

WIELKI SEN. 75 lat od premiery

tytuł oryginalny: The Big Sleep
data premiery: 23 sierpnia 1946
czas trwania: 114 minut
reżyseria: Howard Hawks 
scenariusz: William Faulkner, Leigh Brackett, Jules Furthman na podst. powieści Raymonda Chandlera

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

23 sierpnia 1946 roku w Nowym Jorku odbyła się oficjalna premiera filmu Howarda Hawksa na motywach debiutanckiej powieści Raymonda Chandlera Głęboki sen (The Big Sleep, 1939; wyd. pol. 1975). Nie była to jednak pierwsza filmowa wersja tej historii – obraz był ukończony już w styczniu 1945 i pokazany amerykańskim żołnierzom stacjonującym za granicą. Nie miał wtedy jeszcze szerokiej dystrybucji, ale już docierały do twórców pierwsze głosy krytyczne, głównie dotyczące słabego występu Lauren Bacall. Agent aktorki, Charles K. Feldman, namówił szefa studia, Jacka L. Warnera, na dokrętki i reedycję filmu pod kątem wzmocnienia postaci granej przez Bacall. Aktorka w międzyczasie zaliczyła dotkliwą porażkę w postaci filmu Confidential Agent (1945) i obawiano się, że kolejna fala krytyki może być, szczególnie dla niej, bardzo bolesna. Celem edycji II poprawionej i uzupełnionej było powtórzenie sukcesu poprzedniego dzieła Hawksa Mieć i nie mieć (1944). Siłą tamtego obrazu była relacja między parą głównych bohaterów, dialogi iskrzące dowcipem, uszczypliwymi uwagami, pikanterią zręcznie omijającą wymogi Kodeksu Haysa.

RIKI-OH: THE STORY OF RICKY (1991). Krwawa uczta za murami więzienia

Lik Wong (1991 / 91 minut)
reżyseria: Ngai Choi Lam
scenariusz: Ngai Choi Lam na podst. mangi
Riki-Oh autorstwa Masahiko Takajo i Tetsui Saruwatariego

Tekst opublikowany także w serwisie Kinomisja Pulp Zine

Kino akcji z Hongkongu jednoznacznie kojarzy się z takimi zawodnikami, jak Bruce Lee, Jackie Chan i reżyser John Woo. Miłośnicy ich dzieł mogą przeżyć ogromne zaskoczenie oglądając Historię Ricky’ego, ale mimo punktów wspólnych z klasyką kina kung-fu ten film reprezentuje inny trend, w naszym kraju jeszcze słabo znany. Wszystko staje się jasne, gdy płynąc wraz z nurtem Żółtej Rzeki natrafimy na jej krwawy dopływ, do którego mają dostęp tylko osoby pełnoletnie. Mowa o nurcie Hong Kong Category III, pod którym kryje się niepoprawne i amoralne kino eksploatacji niedozwolone dla osób poniżej 18. roku życia. Ten system kategoryzowania filmów wprowadzono w Hongkongu w 1988, a Historia Ricky’ego (1991) była ponoć pierwszym obrazem, który otrzymał kategorię III nie z powodu treści erotycznych, lecz tylko i wyłącznie za ekstremalną przemoc.

Perły włoskiego kina dostępne na platformie NETFLIX. Część 2


Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Do potężnej bazy serwisu firmowanego literą N wprowadzono kolejną grupę włoskich staroci, więc jest materiał na kontynuację artykułu zamieszczonego pod tym linkiem. W Netflixowej bazie są produkcje zróżnicowane – od czystej rozrywki po kino autorskie. To i tak kropla w morzu (oceanie!) bardzo bogatej włoskiej kinematografii, którą współtworzyli (i nadal współtworzą) ludzie o odmiennej wrażliwości – sprawni rzemieślnicy i innowacyjni artyści. To, co zasługuje na wyróżnienie, to obecność na platformie streamingowej dzieł niedostępnych w innych miejscach polskiego Internetu. Nie bez znaczenia jest też fakt, że prezentowane filmy są w bardzo dobrej jakości obrazu i dźwięku. Dzięki tej inwestycji współcześni widzowie mogą poznać takich zapomnianych twórców jak Matarazzo, Campanile, Fizzarotti itp.

Perły włoskiego kina dostępne na platformie NETFLIX



Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Kiedy w 2009 roku zacząłem pisać o filmach, moim celem nie było (i nadal nie jest) polecanie nowości, ale wyszukiwanie mniej popularnych, nieodkrytych przed szeroką publicznością starych tytułów. Szczególnie zainteresowało mnie kino włoskie, bo w swoim najlepszym okresie (lata 60.–70.) miało dużo do zaoferowania, jeśli chodzi o gatunkowe zróżnicowanie. Było więc z czego wybierać. W ostatnich miesiącach na największej platformie streamingowej zaczęło się pojawiać sporo „włoszczyzny”, więc nie mogłem obok tego przejść obojętnie. Tym bardziej że pojawiły się tam również filmy, których nie znałem, a nawet gatunki, z którymi nie miałem wcześniej do czynienia (musicarello). Przyznaję, że nie wszystko z tej włoskiej kolekcji przypadło mi do gustu. Nie polubiłem duetu Franco Franchi i Ciccio Ingrassia, także Bombolo (z cyklu Nico Giraldi), a nawet mega popularny Totò nie byli mnie w stanie rozbawić ani w jakikolwiek sposób ułatwić seansu, wobec czego wielu ich filmów nie obejrzałem do końca.