BACKROOMS. BEZ WYJŚCIA. Groza pustej przestrzeni

Backrooms (2026 / 110 minut)
reżyseria: Kane Parsons
scenariusz: Will Soodik na podst. serii Kane'a Parsonsa

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Panuje ostatnio przekonanie, że horror przeżywa renesans i to nie tylko w sensie ilościowym, ale przede wszystkim jakościowym. Nie mogę się z tym zgodzić. Filmowy horror istnieje od stu lat i w każdej dekadzie dostarczał dzieł wybitnych, oryginalnych i głęboko niepokojących. Nawet jeśli nie zawsze gatunek zdobywał prestiżowe nagrody i uznanie krytyków, to kształtował język kina i wyznaczał nowe kierunki w kinematografii. To, co dziś bywa określane mianem „nowej jakości”, jest raczej zmianą sposobu mówienia o gatunku niż faktycznym przełomem. Na współczesną dyskusję o horrorze szczególnie ważny wpływ ma Internet – to w dużej mierze dzięki niemu hitem stał się skromny (nakręcony za 750 tys. dolarów) film Curry’ego Barkera Obsesja. Podobną ścieżką podąża Kane Parsons ze swoim dziełem Backrooms. Bez wyjścia.

Budżet filmu Parsonsa wyniósł 10 milionów dolarów, czyli dziesięciokrotnie więcej od Obsesji, co pozwoliło na większy rozmach inscenizacyjny – rozbudowaną scenografię, dopracowane efekty wizualne oraz obsadzenie aktorów z bogatszym dorobkiem i doświadczeniem, co miało pomóc uzyskać emocjonalną intensywność. Paradoksalnie jednak to właśnie skromniejsze środki Obsesji pozwalały na większą koncentrację na aktorskiej ekspresji (mowa tu o kapitalnej kreacji Inde Navarrette), podczas gdy tutaj rozmach inscenizacyjny trochę osłabił popisy aktorstwa. Aby jednak oddać sprawiedliwość, należy wspomnieć, że Chiwetel Ejiofor i Renate Reinsve otrzymali bardzo dobrze napisane, wielowymiarowe role i jest kilka scen, które dowodzą, że to aktorzy z wyższej półki.

Clark – niegdyś architekt z ambicjami – jest obecnie życiowym rozbitkiem dryfującym między podupadającym biznesem, alkoholizmem i rozpadającym się małżeństwem. Próbuje zrozumieć przyczyny upadku, analizując swoje problemy podczas regularnych spotkań z terapeutką Mary. Te spotkania stopniowo odsłaniają głębsze warstwy jego psychiki, ale o wiele skuteczniejszą terapię przynosi mu konfrontacja z backrooms, kompleksem pomieszczeń znajdującym się na zapleczu sklepu meblowego. Tajemnicza strefa wymyka się prostym interpretacjom i zdaje się oddziaływać na niego w sposób, którego nie potrafi w pełni wyjaśnić.

Backrooms. Bez wyjścia rozpoczyna się jak klasyczne found footage, ale szybko porzuca tę konwencję i po jakimś czasie do niej powraca. Ten brak konsekwencji jest dla mnie akurat dobrym posunięciem, bo styl found footage w horrorze stał się już dość oklepany, więc dobrze, że tym razem posłużył tylko jako jeden z chwytów wizualnych. Praca operatora konsekwentnie podporządkowana jest jednak budowaniu poczucia dezorientacji. Podobny cel przyświecał montażyście, który zrezygnował z klasycznej przejrzystości narracyjnej na rzecz celowo rozchwianego rytmu – przechodząc od długich, hipnotycznych ujęć do nerwowych momentów grozy, potęgujących poczucie zagubienia.

Największe wrażenie robi jednak sama przestrzeń backrooms. Scenografia to majstersztyk – pozornie monotonna, a jednocześnie mocno niepokojąca dzięki swojej powtarzalności i wszechogarniającej pustce. Puste biura, długie korytarze, jaskrawe światła, sterylne wykładziny i wyblakłe tapety kreują świat, który wydaje się istnieć poza czasem i logiką. W tej przestrzeni każdy element jest jednocześnie znajomy i obcy – zaczerpnięty z rzeczywistości, ale pozbawiony jakiegokolwiek kontekstu, który nadawałby mu sens. Ta niejednoznaczność stopniowo odbiera widzowi poczucie orientacji i komfortu, co z kolei prowadzi do napięcia, niepokoju i strachu – kluczowych elementów gatunku horroru.

Celowo nie wspomniałem o źródle tego całego zamieszania, czyli idei backrooms wymyślonej w 2019 i kontynuowanej w serialu internetowym z 2022 – po prostu ominął mnie ten fenomen, usłyszałem o nim dopiero przy okazji omawianej produkcji. Nieznajomość tematu nie przeszkadza jednak w odbiorze filmu – to bardzo udana produkcja zarówno jako reprezentant swojego gatunku, jak i w ogóle pod względem roboty filmowej. Chociaż Obsesja Curry’ego Barkera lepiej sprawdza się jako horror – jest intensywniejszy, bardziej zwarty i mocniej angażujący – Backrooms 20-letniego (!) Kane’a Parsonsa imponuje jako labirynt znaczeń. Jest wielowarstwowy, oparty na niedopowiedzeniach i otwierający się na różne poziomy interpretacji. Mimo dużego hype’u i związanych z nim wysokich oczekiwań film okazał się zaskakująco solidny, sprawnie przekładając internetowy fenomen na język kina.

0 komentarze:

Prześlij komentarz