Cena władzy

Il Prezzo del Potere / The Price of Power
(1969 / 108 minut)
reżyseria: Tonino Valerii 
scenariusz: Massimo Patrizi 

 Tekst opublikowany w serwisie kinomisja.pl 
w cyklu Spag-West Mania

W ciągu ostatnich pięciu lat Tonino Valerii i Giuliano Gemma opuścili ten ziemski padół, ale to co po sobie zostawili szybko nie przepadnie. W szczególności miłośnicy spaghetti westernów będą nieraz wracać do ich dwóch wspólnych prac Day of Anger (1967) i The Price of Power (1969). Ten pierwszy to jeden z najlepszych w swoim gatunku, pamiętany m.in. dzięki ścieżce dźwiękowej Riza Ortolaniego, po którą sięgnął Quentin Tarantino podczas realizacji pierwszej części Kill Bill (2003). Natomiast drugi z wymienionych tytułów Cena władzy to western polityczny i to taki, który po upływie wielu lat nic nie traci na aktualności. Świat dzieli się tu bowiem na dwie frakcje: zwolenników reform i tych, dla których wygodniejszy jest stary porządek. A gdzieś pośrodku znajduje się główny bohater, który pragnie tylko jednego sprawiedliwości.

Zasada domina. 40 lat od premiery

tytuł oryginalny: The Domino Principle
premiera: 23 marca 1977
czas trwania: 100 minut
reżyseria: Stanley Kramer 
scenariusz: Adam Kennedy na podst. własnej powieści

Stanley Kramer to jeden z tych amerykańskich filmowców, którzy za cel wyznaczyli sobie edukowanie widzów. W swoich filmach starał się zwracać uwagę na ludzkie wady, które czynią ten świat absurdalnym i niebezpiecznym. Nietolerancja, faszyzm, hipokryzja, oportunizm, chciwość, ignorancja, wyścig zbrojeń - to wszystko piętnował Kramer jako producent i reżyser. A w Ostatnim brzegu (1959) pokazał świat na chwilę przed ostateczną zagładą, spowodowaną rzecz jasna przez człowieka, a nie naturę. Tematy, które podejmował w swoich dziełach, ze względu na ich wagę przyciągały zawsze wybitnych aktorów. W latach 70. jego sława przygasła, osłabł również entuzjazm krytyków. Jednak filmy, które wtedy nakręcił (Taka była Oklahoma i Zasada domina) wciąż trzymają przyzwoity poziom.

Siedmiu samurajów

Shichinin no Samurai (1954 / 200 minut)
reżyseria: Akira Kurosawa
scenariusz: Akira Kurosawa & Shinobu Hashimoto & Hideo Oguni

Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Nie jest łatwo pisać o filmie, o którym napisano niezliczoną ilość artykułów. Szczególnie, gdy opinia nie różni się od opinii większości. Każde zdanie może brzmieć jak truizm. Postaram się nie nadużywać słowa arcydzieło, gdyż ono tak naprawdę nic już nie znaczy. A w przypadku Siedmiu samurajów Akiry Kurosawy to określenie jest niewystarczającym argumentem, zbyt banalnym jak na tego typu kino. Bo mimo iż w warstwie fabularnej głównym czynnikiem jest prostota, to arsenał użytych środków jest skomplikowany. Zróżnicowane zachowania bohaterów, dynamiczna praca kamer, rytmiczny montaż czy harmonijny strumień dźwiękowy - to wszystko wpływa na emocje widza i sprawia, że film niezmiennie od lat wzbudza zachwyt u odbiorców w każdym wieku i pod każdą szerokością geograficzną.

Złamana przysięga

Po Jie / Broken Oath (1977 / 98 minut)
scenariusz i reżyseria: Chang-Hwa Jeong
choreografia walk: Hsu Hsia, Yuen Woo Ping

 Tekst opublikowany także w serwisie kinomisja.pl

Kino sztuk walki to podgatunek kina akcji, który bardzo długo się kształtował. Momentem zwrotnym był międzynarodowy sukces Wejścia smoka (1973) Roberta Clouse'a, które powstało aż czterdzieści pięć lat po tym, gdy standardy gatunku zostały ustalone przez twórców filmu Spalenie klasztoru Czerwonego Lotosu (1928). Między jednym a drugim filmem historia chińskich martiali tworzyła się dwutorowo - na jednym torze bliższe fantastyce wuxia, na drugim bardziej przyziemne kino kung-fu. Inną kwestią ważną w rozwoju gatunku jest umieszczanie w centrum akcji postaci kobiecych. Pierwszym, który na tym zyskał był King Hu, opowiadający w swoim filmie Napij się ze mną (1966) historię wojowniczki o imieniu Złota Jaskółka. Ale już wcześniej powstawały filmy o niezłomnych kobietach (np. Hua Mulan z 1939). We wspomnianym Wejściu smoka również mamy waleczną pannę. Choć to tylko epizod warto go pamiętać, gdyż wystąpiła w nim - w roli siostry Bruce'a Lee - Angela Mao.

Kwiat lotosu dla kobiety. Salut dla wojowniczki!


Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl
 __________________________________________________
Wszystko, co potrzeba do dobrego filmu, to broń i dziewczyna.
Jean-Luc Godard
__________________________________________________

Kino akcji od wielu lat jest domeną mężczyzn. Tym bardziej wartościowe są te nieliczne filmy, w których to kobiety przejmują inicjatywę. Gdyby połączyć silne postacie kobiece z amerykańskiego i europejskiego kina można by stworzyć zróżnicowane zestawienie. Ja chciałbym jednak zwrócić uwagę na pięć chińskich aktorek, które mimo drobnej budowy ciała potrafiły zabłysnąć w tym męskim świecie. I radziły sobie świetnie nie tylko z bronią w ręku, ale też sprawnie używając pięści i nóg. Pominąłem filmy w stylu Napij się ze mną (1966), Dotyk zen (1969) i Przyczajony tygrys, ukryty smok (2000), bo chociaż ważne role pełnią w nich kobiety, to jednak bliżej tym filmom do produkcji fantasy, niż tradycyjnych opowieści sensacyjnych. Pominąć też należało takie przypadki jak Wing Chun (1994) z Michelle Yeoh, w którym elementy biografii sławnej wojowniczki posłużyły do nakręcenia durnowatej komedii pomyłek.

Podwójny seans z Samem Fullerem

Wpis został zainspirowany wyzwaniem, jakie przed czytelnikami i blogerami postawił Patryk z bloga Po napisach (tutaj szczegóły na ten temat).

Samuel Fuller (1912-97) - amerykański reżyser, scenarzysta, producent i aktor. Hollywoodzki maverick, realizujący filmy (najczęściej według własnych scenariuszy), które bardzo różniły się od standardowej produkcji amerykańskich wytwórni. Do kina gatunkowego przemycał ambitne treści, by opowiedzieć o problemach współczesności (absorbował go szczególnie temat rasowych uprzedzeń i wojny wywołującej zamęt w ludzkiej psychice). Już jego debiut reżyserski wzbudzał kontrowersje - I Shot Jesse James (1949). Film o człowieku, który szczycił się tym, że zabił swojego kompana. Tytułowa ofiara była wprawdzie przestępcą, ale kino idealizowało takich outsiderów (wzorcowy przykład to Jesse James <1939> Henry'ego Kinga). Choć ten debiut pozostawia wiele do życzenia w kwestii realizacji i aktorstwa, to Sam Fuller osiągnął swój cel, bo już na starcie pokazał, że nie interesują go hollywoodzkie mity. Zainteresowań nie zmienił mimo nacisków ze strony jednostek oburzonych jego obrazoburczym nastawieniem. Pozostawał twórcą bezkompromisowym i konsekwentnym w piętnowaniu ludzkich przywar, prowokując widza do refleksji i burzliwych dyskusji. Udowodnił, że kino gatunkowe (westerny, kryminały, thrillery) nie musi służyć bezmyślnej rozrywce, a dramaty wojenne nie muszą służyć propagandzie.

Winners & Sinners. Oscarowe fakty i przemyślenia.


Co tak naprawdę znaczy Nagroda Akademii? Nie wydaje mi się,
by znaczyła cokolwiek (Sally Field, Oscar za „Normę Rae”)


Dwudziestego szóstego marca po raz osiemdziesiąty dziewiąty zostaną wręczone Nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej, zwane Oscarami. Nie wszyscy przepadają za tą coroczną paradą gwiazd, ale większość osób z branży filmowej pragnie dostać tę nagrodę jako potwierdzenie dobrze wykonanej pracy. Zdobycie statuetki, a czasem także nominacji, powoduje że nagle sypią się liczne propozycje, zaś nazwiska laureatów na plakatach i ulotkach reklamowych zwiększają szanse filmu w box-office'owych rankingach. W tym roku szansę na drugą statuetkę mają Natalie Portman, Nicole Kidman i Jeff Bridges, zaś pierwszego Oscara w karierze mogą zdobyć Emma Stone, Ryan Gosling albo Viggo Mortensen. Zaskakujące, że dopiero pierwszą nominację otrzymała Isabelle Huppert, wybitna aktorka francuska (dwukrotnie najlepsza w Cannes i Wenecji), która w marcu skończy 64 lata. Ale to świadczy o tym, jak pilnie członkowie Akademii śledzą kino francuskie. Z pewnością jednak z dużą uwagą i brakiem jakiegokolwiek krytycyzmu oglądają popisy Meryl Streep, która zdobyła już dwadzieścia nominacji i ma szansę na czwartą statuetkę. Wśród nominowanych zabrakło jednak kompozytora Johna Williamsa i operatora Rogera Deakinsa, którzy chyba już sami nie wiedzą, ile razy ich nominowano.

Danuta Szaflarska (1915-2017)

Jeszcze niedawno - szóstego lutego - obchodziła swoje sto drugie urodziny. Dwa tygodnie później odeszła już na zawsze. Najstarsza i najdłużej aktywna polska aktorka udała się na zasłużony odpoczynek. Przypomnijmy sobie jej interesujący dorobek twórczy, jej pełne niespodzianek życie, dzięki któremu będzie się o niej pamiętać jeszcze bardzo długo.

Przyszła na świat w lutym 1915 roku. W 1939 ukończyła warszawską szkołę teatralną pod okiem słynnego aktora i profesora Aleksandra Zelwerowicza. Wybuch wojny nie zniweczył jej marzeń o aktorstwie, w latach czterdziestych występowała w teatrach Wilna, Krakowa, Łodzi i Warszawy. Przełomowym momentem w karierze była wyróżniona nagrodą aktorską rola w farsie pt. Roxy, po której trafiła na plan filmowy. Jednak scenicznych występów nie porzuciła. Nawet gdy zbliżała się do setnych urodzin występowała na deskach warszawskich teatrów. W maju 2012 w Telewizji Polskiej pokazywany był na żywo spektakl Daily Soup na podstawie dramatu sióstr Gabrieli i Moniki Muskały. Miałem okazję go oglądać i byłem pod ogromnym wrażeniem aktorskich kreacji.