Samuel Fuller. Zabójcza terapia


Dnia 12 sierpnia przypada rocznica urodzin Samuela Fullera, amerykańskiego filmowca tworzącego gdzieś na zapleczu Hollywood. Dysponując niewielkim budżetem pokazywał mało atrakcyjną stronę swojego kraju. Ameryka w jego filmach przypomina szpital pełen ludzi ułomnych o zróżnicowanym stopniu kalectwa. Z reporterską odwagą przedstawiał tematy kontrowersyjne, stawiając w centrum opowieści konkretnego człowieka, a nie wielkie wydarzenia historyczne, czy efektowną scenerię.

W sto piątą rocznicę urodzin Fullera następuje finał akcji, której pomysłodawcą jest Patryk Karwowski, autor bloga Po napisach. Chociaż deklarowałem chęć wzięcia udziału, do ostatniej chwili nie byłem pewien, czy uda mi się porządnie zreasumować twórczość tego hollywoodzkiego mavericka. Wcześniej podjąłem się zrecenzowania tylko dwóch filmów tegoż twórcy (vide Podwójny seans z Samem Fullerem), a jeden tytuł włączyłem do wpisu Niedocenione '57. Niniejsze zestawienie to zbiór dziesięciu minirecenzji, w którym zawarłem opinie na temat wszystkich obejrzanych przeze mnie filmów Fullera. Moja przygoda z twórczością tego artysty nie dobiegła więc końca, ale myślę, że to jednak bardzo reprezentatywny zestaw utworów, świadczący o biegłości i inteligencji reżysera oraz jego wszechstronności w doborze tematów i gatunków.

Baza ludzi umarłych

(1958 / 104 minuty)
reżyseria: Czesław Petelski
scenariusz: Marek Hłasko

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl
w cyklu Czarno na białym

Kino jest dla wielu widzów ucieczką od rzeczywistości, ale gdyby nie rzeczywistość, historia przemysłu filmowego potoczyłaby się inaczej. Tragiczne skutki dwóch wojen światowych wiele zmieniły, skłaniały do refleksji, stały się (nomen omen) bazą, z której czerpano pomysły. W coraz większych ilościach zaczęły powstawać wnikliwe dramaty społeczne. Obrazy zniszczonych miast oraz klimat nieufności i paranoi zostały przekształcone w elegijne filmowe scenariusze oraz ponure filmy, w których monochromatyczne, pełne surowości zdjęcia odzwierciedlały żywot współczesnego człowieka bez szans na lepsze jutro.

Po międzynarodowym sukcesie włoskiego neorealizmu rodziły się w latach pięćdziesiątych ruchy nowofalowe. Jednym z pierwszych była Polska Szkoła Filmowa, rozsławiona canneńskim triumfem Kanału (1957) Andrzeja Wajdy. Podobne nurty tworzyły się również w Wielkiej Brytanii, Francji, Czechach, na Węgrzech, w Niemczech i innych państwach, także spoza Europy (np. USA). W kinie, podobnie jak w polityce, musi istnieć opozycja. W wielu krajach filmowe ruchy artystyczne sygnalizują bunt przeciwko tak zwanym „produkcyjniakom”, czyli filmom konserwatywnym, powszechnie akceptowalnym, a więc komercyjnym. Polska Szkoła Filmowa powstała jednak w opozycji do stalinowskiego socrealizmu i na tle innych nurtów (także wcześniejszego neorealizmu włoskiego) wyróżnia się znacząco.

Robert Mitchum. Kariera myśliwego


Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl
na 100. rocznicę urodzin R. Mitchuma

W czerwcu 2003 roku na antenie CBS Arnold Schwarzenegger ogłosił listę stu filmowych bohaterów i łajdaków przygotowaną przez Amerykański Instytut Filmowy. Znajdowało się na niej pięćdziesięciu szlachetnych bohaterów i pięćdziesięciu łajdaków. Wśród wyróżnionych czarnych charakterów dwóch odtwarzał Robert Mitchum: Maxa Cady'ego w Przylądku strachu (1962) i wielebnego Harry'ego Powella w Nocy myśliwego (1955). Dwie postacie, które unieśmiertelniły aktora, człowieka niezwykle charyzmatycznego, potrafiącego bez wielkiego wysiłku ukazać charakterologiczne sprzeczności. Na pozór leniwy, zobojętniały, małomówny, w istocie osobowość skomplikowana, dająca do myślenia. W rzeczywistości szczęśliwy mąż i ojciec (z żoną Dorothy przetrwał 57 lat, aż do swojej śmierci). Nie unikał jednak buntu przeciwko ustalonym regułom, czego przykładem jest odsiadka w więzieniu za posiadanie marihuany. Ten skandal nie tylko nie zepsuł mu kariery, ale nawet ją umocnił – do aresztowania i skazania doszło w 1948, a więc w pierwszej fazie jego kariery. Pobyt w zakładzie karnym sprawił, że w oczach widzów wypadał przekonująco w rolach bohaterów niepokojących, moralnie dwuznacznych.

Ścigany. On the run...

The Fugitive 
data premiery: 6 sierpnia 1993
czas trwania: 130 minut
reżyseria: Andrew Davis
scenariusz: Jeb Stuart, David Twohy na podst. fabuły Davida Twohy'ego i pomysłów Roya Hugginsa
Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Oto przykład jak powinno wyglądać dobre kino akcji. Bez zbędnego gadania twórcy od razu przechodzą do rzeczy. Zostaje popełnione morderstwo, o które po krótkim przesłuchaniu zostaje oskarżony mąż ofiary, ceniony chirurg, doktor Richard Kimble. Rozprawa sądowa jest już tylko formalnością, wszystkie dowody świadczą przeciwko niemu i lekarz nie jest w stanie się obronić. Tym bardziej, że opowieść o jednorękim mordercy nie wygląda zbyt wiarygodnie. Kimble zostaje skazany na karę śmierci. Podczas transportu do więzienia autobus wiozący więźniów ulega wypadkowi, w ten sposób Richard otrzymuje szansę udowodnienia swojej niewinności. Ucieka i podejmuje prywatne śledztwo, ale agenci federalni są tuż za nim. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Rozpoczyna się właściwa akcja filmu, która trzyma w napięciu do samego końca.

Policjantki z FBI. Zakurzona kaseta VHS

Feds (1988 / 90 minut)
reżyseria: Daniel Goldberg 
scenariusz: Len Blum, Daniel Goldberg

Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Recenzję dedykuję koledze, którego znam od czasów podstawówki, i który namówił mnie do napisania niniejszego tekstu.

W amerykańskim kinie lat osiemdziesiątych dużym wzięciem cieszyły się policyjne duety. Nocny jastrząb (1981), Zabójcza broń (1987), Tango i Cash (1989) to są filmy, w których obserwujemy działania pary policjantów. Ale inny VHS-owy klasyk z tamtych lat - Policjantki z FBI - mimo iż wygląda jak feministyczna wersja gatunku, wywodzi się z innego nurtu. Po gigantycznym sukcesie Akademii policyjnej (1984) powstała seria komedii pokazujących w krzywym zwierciadle pracę funkcjonariuszy bądź szkolenie rekrutów do pracy w dochodzeniówce. Przykłady: Akademia ruchu (1985), Rekruci (1986), Obyczajówka (1986). Scenariusz Lena Bluma i Daniela Goldberga o dwóch adeptkach szkoły policyjnej jest kontynuacją tego typu rozrywki. Reżyserią zajął się Daniel Goldberg i to jedyny film, w którym pełnił tę funkcję. Po latach odniósł wielki sukces jako producent serii Kac Vegas.

Czas wyrównać rachunki! Europejskie filmy o zemście



Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Bóg wykorzystuje jednych ludzi, aby ukarać nikczemność innych, i zanim ich unicestwi, czyni z nich w pewnym stopniu katów.
Plutarch

Zemsta to temat uniwersalny, rozumiany w każdym zakątku świata, znany już od najdawniejszych czasów. Najstarszy znany zbiór praw, tak zwany Kodeks Hammurabiego, pochodzi ze starożytnego Babilonu (z XVIII wieku przed naszą erą) i wykorzystuje prawo odwetu, co stawia znak równości pomiędzy zemstą a wymierzaniem sprawiedliwości. „Jeśli obywatel oko obywatelowi wybił, oko wybiją mu. Jeżeli kość obywatel złamał, kość złamią mu”. Zaprowadzając winnego przed sąd poszkodowany lub krewny ofiary mógł liczyć na uczciwe rozliczenie się z oprawcą. Istniało jednak pewne „ale”. W kodeksie zapisano wszakże: „Jeśli ktoś kogoś oskarżył i rzucił nań podejrzenie o zabójstwo, zaś tego mu nie udowodnił, ten, kto go oskarżył, poniesie karę śmierci”. Dlatego bezpieczniej było wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę.

Głęboki sen o śmierci. Filmy NOIR z lat 40.


 
Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

W moim subiektywnym odczuciu najciekawszym okresem w historii amerykańskiego kina są lata czterdzieste. Głównym powodem takiej opinii jest seria czarnych kryminałów, które łączy bardzo spójna wizja świata obrazująca mroczną prawdę o człowieku. O tym, że jest to wizja bliska rzeczywistości świadczy koszmar drugiej wojny światowej, który otoczył istotę ludzką całunem fatalizmu, atmosferą strachu i paranoi oraz nieprzyjemnym zapachem rozkładu i śmierci. Powszechnie uważa się, iż pierwszy raz pojęcie film noir zostało użyte przez Nino Franka, Włocha piszącego do francuskiej prasy. Zainspirowany cyklem wydawniczym Serie Noir (pod którym we Francji wydawano amerykańskie powieści kryminalne) zauważył w filmach zza oceanu pewną tendencję do kreowania pesymistycznych opowieści łączących tematykę sensacyjną z melodramatem i thrillerem psychologicznym.