Splat!FilmFest 4: DACHRA



(2018 / 113 minut)
scenariusz i reżyseria: Abdelhamid Bouchnak

Co łączy Dachrę z takimi filmami jak Gwiezdne wojny, Żywot Briana, Poszukiwacze zaginionej arki, Piraci (w reż. Romana Polańskiego) i Angielski pacjent? Wszystkie te produkcje realizowane były w Tunezji. Ten gościnny na pozór kraj – wśród piasków pustyni, przydrożnych lasów i korytarzy ośrodków dla obłąkanych – skrywa mroczne sekrety, których rozum nie jest w stanie pojąć. Tunezyjska groza ludowa nie jest czymś, co w kinie występuje często, jeśli w ogóle, ale ponoć nigdy wcześniej nie powstał horror produkcji tunezyjskiej. I oto pojawiła się Dachra zrealizowana przez debiutanta Abdelhamida Bouchnaka.

Splat!FilmFest 4: WILKOŁAK



(2018 / 88 minut)
scenariusz i reżyseria: Adrian Panek

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl 

Film miał premierę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, gdzie zdobył nagrodę za reżyserię (Adrian Panek) i muzykę (Antoni Komasa-Łazarkiewicz). Wkrótce trafi do polskich kin, ale wcześniej można go obejrzeć w ramach Splat!FilmFest (2 grudnia w Lublinie i 8 grudnia w Warszawie). Produkcja była współfinansowana przez Polski Instytut Sztuki Filmowej i to są bardzo dobrze wydane pieniądze. Wilkołak Adriana Panka wbrew tytułowi nie ma nic wspólnego z Wilkołakiem (The Wolf Man, 1941) George’a Waggnera ani innymi potworami wytwórni Universal. To horror typu animal attack w stylu Sfory (The Pack, 1977) Roberta Clouse’a. Opowieść survivalową całkiem sprytnie osadzono w realiach powojennych, a głównymi bohaterami uczyniono dzieci.

Splat!FilmFest 4: THE WIND




(2018 / 86 minut)
reżyseria: Emma Tammi
scenariusz: Teresa Sutherland

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Już początek filmu jasno daje do zrozumienia, z jaką produkcją mamy do czynienia. Z taką, która przede wszystkim opowiada obrazem, a nie dialogiem. Charakterystyczne dla westernów szerokie panoramy ujawniające piękno krajobrazu łączą się z typowymi dla horroru niepokojącymi zbliżeniami i prostymi jump scare’ami. Dominuje niepokojąca cisza, podkreślana złowrogą muzyką. Podstawowe pytanie, jakie recenzent powinien sobie zadać, brzmi: Czy te artystyczne zabiegi czemuś służą, czy kryje się za nimi jakaś ciekawa idea? Odpowiedzieć mogę od razu, że zdecydowanie tak.

ANIOŁOWIE O BRUDNYCH TWARZACH. 80 lat od premiery

tytuł oryginalny: Angels with Dirty Faces
premiera: 26 listopada 1938
czas trwania: 97 minut
reżyseria: Michael Curtiz
scenariusz: Rowland Brown, John Wexley, Warren Duff

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

W samym roku 1938 miało premierę aż pięć filmów, które były podpisane nazwiskiem węgierskiego reżysera Michaela Curtiza. Wśród nich znajdują się Przygody Robin Hooda (współreż. William Keighley), jedna z najlepszych adaptacji słynnej brytyjskiej legendy. Dzisiaj znacznie większe wrażenie mógłby wywołać czarno-biały dramat gangsterski Aniołowie o brudnych twarzach. Mógłby, ale wywołuje tylko w wąskim kręgu odbiorców. Warto tę produkcję przypomnieć i dobrą okazją ku temu jest okrągła rocznica – dokładnie 80 lat temu film trafił na ekrany amerykańskich kin. To zdecydowanie coś więcej niż klasyczna opowieść o karierze i upadku gangstera. To film-kazanie, ale środki użyte do przekazu trudno nazwać tanim dydaktyzmem.

5 filmów japońskich, które WARTO znać!






Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl 

Kiedyś pewien krytyk powiedział, że istnieją trzy rodzaje filmów: filmy dobre, złe i japońskie. Coś w tym jest – kinematografia w Kraju Kwitnącej Wiśni ma pewną konkretną specyfikę, która nie każdemu przypadnie do gustu. Japonia była potęgą, jeśli chodzi o produkcję filmową – powstawało tu więcej filmów niż w jakimkolwiek innym kraju. 15 lutego 1934 roku w „Wiadomościach filmowych. Czasopiśmie ilustrowanym” pojawiła się statystyka przygotowana przez amerykańskie pismo „Film Daily”, z której wynikało, że w roku 1933 w Japonii powstało 750 filmów (na drugim miejscu USA z 510 tytułami). Z czasem produkcja spadła, ale wciąż ten kraj znajduje się w czołówce, walcząc o trzecie miejsce z Chinami (Indie i USA wydają się poza zasięgiem).

CINEMA PARADISO. 30 lat od premiery

tytuł oryginalny: Nuovo Cinema Paradiso
premiera: 17 listopada 1988
czas trwania: 155 minut / 175 minut (wersja reżyserska) / 123 minuty
scenariusz i reżyseria: Giuseppe Tornatore

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Niewiele jest takich filmów jak Cinema Paradiso, będący sentymentalnym, pełnym uroku wspomnieniem najlepszych lat kina, gdy sala projekcyjna była idealną przystanią dla wyczerpanych pracą ludzi i zmęczonych szkołą dzieci. Nie było wtedy telewizji ani wideo, więc w kinie szukano zapomnienia od codziennych trosk, nudy i rutyny. Dla włoskiego reżysera Giuseppe Tornatore jest to bardzo osobisty film, zrealizowany w jego rodzinnych stronach, w Palermo na Sycylii, a postać Salvatore to poniekąd alter ego reżysera. Śmierć starego kinooperatora Alfreda uruchamia lawinę wspomnień, wchodzimy do sali projekcyjnej, która tętni życiem. Poznajemy historię prowincjonalnego kina, będącego rajem dla tutejszych mieszkańców. Mimo groźby pożaru (łatwopalne taśmy) ludzie tłumnie odwiedzają kino nie tylko po to, by obejrzeć film. Czasem tylko po to, by się wyspać, odpocząć albo poplotkować.

SUSPIRIA (2018)

Suspiria (2018 / 152 minuty)
reżyseria: Luca Guadagnino
scenariusz: David Kajganich na podst. pomysłu Daria Argento i Darii Nicolodi

Ostrzegam przed spoilerami!

Czym jest Suspiria Luki Guadagnino? Od premiery filmu narodziło się wiele interpretacji. Niektórzy widzą tu alegorię odnajdywania własnej indywidualności lub feministyczną opowieść o kobiecości wyzwolonej, inni zauważają odniesienia do teorii Jacques'a Lacana i Jeana Baudrillarda bądź też motyw źle zarządzanej, gnijącej w środku zbiorowości. Sam reżyser nazywał film antypatriarchalną opowieścią o macierzyństwie, wskazując przy okazji nawiązania do trzech freudowskich struktur osobowości, co miało niby tłumaczyć obsadzenie Tildy Swinton w trzech rolach. Kiedy coraz więcej myślę o tym filmie zaczynam widzieć coraz mniej sensu. Bo jest tu właściwie to wszystko, o czym na początku wspomniałem, a kiedy reżyser próbuje mówić o wszystkim jego wypowiedź staje się bełkotliwa.

TUTTO è MUSICA! Wybór soundtracków ENNIA MORRICONE



10 listopada tego roku najsłynniejszy włoski kompozytor ukończył 90 lat, ale swoje urodziny (tak jak 60 lat pracy artystycznej) zamierza świętować w trasie koncertowej – wystąpi między innymi w krakowskiej Tauron Arenie 19 stycznia 2019. W oczekiwaniu na ten moment wypijmy za jego zdrowie i posłuchajmy nastrojowych ścieżek dźwiękowych jego autorstwa. Wyboru dokonało osiem osób, w tym siedmioro gości: Diana Dąbrowska (Pani Kadrowa Cinema; Italianess: Italy in Cinema and More), Kasia Kebernik (Film.org.pl), Marta Płaza (Kinomisja) oraz Kuba Haczek (The Blog That Screamed), Jacek Lubiński (Film.org.pl), Simply (The Blog That Screamed) i Konrad Szlendak (Magazyn Magivanga). Nie znajdziecie tu oklepanych motywów, które zazwyczaj pojawiają się w czołówkach takich zestawień. Nie ma tu trylogii dolarowej ani utworów nominowanych do Oscara. Chcielibyśmy zwrócić uwagę na kompozycje mniej doceniane, ale równie wartościowe. Zestawienie zawiera dziesięć tytułów.

Nazwa artykułu została zaczerpnięta z filmu Tutto è musica (Wszystko jest muzyką, 1963), jedynego dzieła w reżyserii popularnego piosenkarza Domenico Modugno. Ścieżkę dźwiękową do tego zapomnianego musicalu opracował (wespół z reżyserem) Ennio Morricone.