Trzy billboardy za Ebbing, Missouri





Three Billboards Outside Ebbing, Missouri (2017 / 115 minut)
scenariusz i reżyseria: Martin McDonagh

Już przed obejrzeniem filmu można zauważyć jedną z jego zalet. Chodzi o polski tytuł. Zaskakująco dosłowny. Znając rodzimych dystrybutorów, można było się spodziewać czegoś w stylu Sama przeciw wszystkim. Chociaż nie, taki tytuł już był niedawno – kryje się pod nim Miss Sloane (2016) z Jessicą Chastain. Gdy mowa o polskich tytułach, od razu przychodzi na myśl debiutanckie dzieło reżysera omawianego obrazu, czyli In Bruges (2008), które w naszym kraju znane jest jako Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj. Wiem, że wielu się ze mną nie zgodzi, ale uważam, że dystrybutor słusznie postąpił zamieniając Brugię na dosłowne tłumaczenie hasła z plakatu Shoot first, sightsee later. Bo to wyróżniło produkcję z tłumu – nie ma nic bardziej banalnego niż tytuły składające się z samych miejscowości (chyba, że są fikcyjne).

HAGAZUSSA. Horror w austriackich Alpach

(2017 / 102 minuty)
scenariusz i reżyseria: Lukas Feigelfeld

Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Centrum Kultury w Lublinie wspólnie z organizatorami Splat!FilmFest prezentują w lutym trzy seanse niemieckojęzycznego horroru Hagazussa. To nie lada atrakcja, bo film nie ma dystrybutora i prawdopodobnie nie zostanie wyemitowany w polskich kinach. Premierowy pokaz odbył się w Lublinie 2 lutego, a po seansie 7 lutego widzów czeka prelekcja pt. „Jak zostałam czarownicą. O wiedzy, magii i uprzedzeniach”. A gdyby ktoś nie miał pomysłu, co obejrzeć w Walentynki – zamiast błahej komedii romantycznej – może wybrać się do Lublina na ostatni pokaz niemieckiego horroru. Czy naprawdę warto? Wiele osób, które uczestniczyły w premierowym seansie odpowiedziałoby, że nie warto. Nie takiego filmu bowiem oczekiwano. Nawet jeśli spodziewano się arthouse’owego horroru w stylu The Witch (2015) to film zaskakuje sposobem opowiadania i punktem, do którego ostatecznie zmierza.

Wikingowie. Rozdział 5A: Bitwa o Kattegat

Vikings (2017-18 / 10 epizodów)
scenariusz: Michael Hirst

Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Serial prawdopodobnie stracił na popularności odkąd odeszła postać Ragnara Lodbroka, genialnie wykreowana przez aktora Travisa Fimmela i scenarzystę Michaela Hirsta. Ale Hirst pozostał na tym okręcie i wierzę, że nie doprowadzi do jego zatonięcia. Jest on autorem wszystkich odcinków bez wyjątku. Dlatego opowieść zachowuje spójność i skoro realizowana jest dalej to znaczy, że oglądalność utrzymuje się na przyzwoitym poziomie. Sukces frekwencyjny widoczny jest w sferze wizualnej, po której widać niemały budżet. Zwiększa się ilość okrętów, statystów i lokacji (w nowym sezonie mamy nawet sceny na pustyni – prawdziwej, a nie wygenerowanej cyfrowo).

FEMME FATALE. 10 dwulicowych kobiet z klasycznego kina amerykańskiego



Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Po serii amerykańskich dramatów gangsterskich z lat trzydziestych – takich jak Człowiek z blizną (1932) i Burzliwe lata dwudzieste (1939) – hollywoodzcy filmowcy zaczęli coraz dobitniej podkreślać, że zdolność do czynienia zła jest nie tylko domeną mężczyzn. Filmy, które po latach zaczęto określać przymiotnikiem noir (czarny), odcisnęły wyraźne piętno na całej kinematografii, a jednym z ich wyróżników była obecność dwulicowej kobiety, zwanej femme fatale. Oczywiście nie była ona regułą, bo gdyby w każdym filmie nurtu występowała zła kobieta to byłyby one nudne i przewidywalne. Zwykle czołową postacią był mężczyzna – detektyw, gangster lub typowy everyman – który żyjąc w pełnym przemocy świecie często zapominał, że zagrożenie może przyjść z nieoczekiwanej strony. Szukając „judasza” wśród gangsterów, skorumpowanych policjantów lub jakichś outsiderów nie spodziewał się, że piękna dama może być jadowitą żmiją.

PODSUMOWANIE, czyli spojrzenie miłośnika starego kina na ROK 2017


W ubiegłym roku obejrzałem dużo starych filmów, nie znajdując w repertuarze kinowym zbyt wielu ciekawych dla mnie pozycji. Mimo wszystko postanowiłem podsumować miniony rok, biorąc pod uwagę nie tylko to, co można było oglądać w polskich kinach od stycznia do grudnia 2017 roku, ale też dzieła, które nie miały dystrybucji w naszym kraju. Albo takie, które można było obejrzeć na festiwalach. Nie sugerowałem się żadnymi nagrodami, więc niektóre moje wybory mogą być dyskusyjne. Ale cóż – niniejszy artykuł jest z pewnością przemyślany. Jeśli coś pominąłem to dlatego, że albo się nie znam, albo czegoś nie widziałem, albo po prostu mój subiektywny osąd odrzucił tę pozycję, nie zauważając w niej niczego wyjątkowego. 

Na zdjęciu głównym umieściłem przekornie kadr z filmu Mother!, bo akurat niniejszy wstęp piszę po ogłoszeniu nominacji do Złotych Malin. Film Darrena Aronofskiego zdobył wyróżnienia za reżyserię oraz aktorstwo Jennifer Lawrence i Javiera Bardema. Oczywiście, że się nie zgadzam z jurorami, którzy postawili ten film obok takich badziewi jak Baywatch. Słoneczny patrol i Ciemniejsza strona Greya. Może reżyseria faktycznie przeszarżowana, ale lepszego aktorstwa nie jestem sobie w stanie wyobrazić. 

FILMY O POCIĄGACH. Stalowy wąż pod specjalnym nadzorem






 Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl 

Od 12 stycznia na ekranach polskich kin można oglądać Pasażera (The Commuter) z Liamem Neesonem, którego akcja rozgrywa się w pędzącym pociągu. Ten film wraz z niedawną ekranizacją Morderstwa w Orient Expressie zachęca do tego, by przyjrzeć się transportowi kolejowemu od strony filmowej. Pociągi były wykorzystywane w kinematografii od początku – od momentu, gdy 122 lata temu żelazny potwór wjechał na stację La Ciotat we Francji, wywołując silne poruszenie na widowni. Wkrótce stał się ważnym bohaterem filmowym, pełniąc zróżnicowane funkcje: pozytywną, pozwalając dotrzeć protagonistom do celu podróży, lub negatywną, stając się śmiertelną pułapką. Ten środek transportu sprawdzał się w westernach, filmach wojennych, sensacyjnych i przygodowych, a także w thrillerach. Poniżej subiektywny wybór dziesięciu filmów, w których miejscem akcji jest droga żelazna, a pociąg jest jednym z głównych bohaterów. Starałem się wyróżnić produkcje, których akcja toczy się w ruchu, a nie stoi w miejscu jak np. w – skądinąd znakomitym – Długim postoju na Park Avenue (1974).

FILMY O ZDERZENIU KULTUR. Jak ogień i woda, jak róża i lilia...





Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl 

W ciągu długiej – sięgającej setki tysięcy lat – historii ludzkości wykształciło się na całym świecie mnóstwo języków, a co za tym idzie tradycji i kultur. Uformowały się dziedziny nauki, takie jak antropologia i etnografia, zajmujące się badaniem i analizą społeczeństwa, biorąc pod uwagę zróżnicowanie rasowe i kulturowe. Zrozumienie historii, obyczajów, tradycji, czyli wartości kształtujących każdego człowieka, jest zawsze cenniejsze niż rzeczy materialne, zdobycze techniki czy mityczne El Dorado. W temacie relacji międzykulturowych tkwi ogromny potencjał, który wielokrotnie wykorzystywali pisarze na całym świecie, a także filmowcy.

Mistrzem epickich dzieł eksploatujących tematykę odmienności kulturowej był brytyjski reżyser David Lean, autor takich obrazów jak Most na rzece Kwai (1957), Lawrence z Arabii (1962) i Podróż do Indii (1984). Swoje kino o podobnej skali epickiej i tematycznej realizował Werner Herzog: Aguirre, gniew boży (1972) i Fitzcarraldo (1982). Interesujące są dzieła o epoce kolonialnej, na przykład Misja (1986) Rolanda Joffé. Oczywiście nie tylko epika historyczna zasługuje na wyróżnienie, bo na przykład Kult (1973) Robina Hardy'ego też pasuje do tematu. Tytuły, które wspomniałem wyżej nie trafiły do niniejszego zestawienia, ponieważ chciałem wydobyć z otchłani zapomnienia pozycje mniej popularne i niedoceniane.

Przesłuchanie w noc sylwestrową

Garde à vue (1981 / 86 minut)
reżyseria: Claude Miller
scenariusz i adaptacja: Claude Miller, Jean Herman; dialogi: Michel Audiard; powieść: John Wainwright (Brainwash)

Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Noc sylwestrową można spędzać na różne sposoby. Na imprezie, w kinie, w domu przed telewizorem, albo na podwórku puszczając fajerwerki. Notariusz Jerome Martinaud spędził prawie dziesięć godzin na komisariacie. Przyszedł dobrowolnie, licząc że będzie to rutynowe przesłuchanie, krótkie i skuteczne, po którym sprawa gwałtu i zabójstwa dwóch dziewczynek stanie się bliższa wyjaśnienia. Ale nieoczekiwanie Martinaud ze świadka zmienia się w podejrzanego. Na początku policjanci odnoszą się z szacunkiem do przesłuchiwanego notariusza, lecz stopniowo zaczynają wyrażać wobec niego pogardę. Jasne jest, że uważają go za winnego ohydnej zbrodni. Postawiony w krzyżowym ogniu pytań facet zaczyna się gubić, na jaw wychodzą jego kłamstwa. Przestaje być wiarygodny jako świadek, za to wpasowuje się idealnie do profilu gwałciciela i zabójcy, a nawet gorzej – pedofila.