Kamorysta

Il Camorrista (1986 / 171 minut)
reżyseria: Giuseppe Tornatore
scenariusz: Massimo De Rita, Giuseppe Tornatore na podst. powieści Giuseppe Marrazza

„Kamoryści kierują się mózgiem, a nie sercem” - mówi Profesor z Vesuviano i na jego przykładzie debiutujący reżyser pokazuje, że nawet osoby kierujące się rozumem mogą popaść w obłęd, jeśli wyłączą całkowicie swoje uczucia. Kamorysta to kino mafijne, a Tornatore jak na Sycylijczyka przystało musiał wiedzieć sporo na temat działających na południu Włoch organizacji mafijnych. Po sukcesie miniserialu Ośmiornica ten temat był szeroko dyskutowany, więc i Tornatore, pracujący wówczas dla włoskiej telewizji RAI, zamierzał podjąć tę problematykę i zrealizować pięciogodzinną produkcję telewizyjną. Dysponował obszernym materiałem, aczkolwiek ostatecznie scenariusz skrócono do rozmiarów niespełna trzygodzinnego dzieła, więc i tak jest to dość długa, ale soczysta i niezapomniana uczta kinomana.

Reżyser jest z pochodzenia Sycylijczykiem, ale w swoim pierwszym filmie fabularnym opowiada o mafii neapolitańskiej, zwanej reformowaną camorrą. Zreformowano ją w więzieniu i dokonał tego skazany na 30 lat morderca zwany Profesorem z Vesuviano. Ten wyjątkowo przenikliwy i inteligentny człowiek pokazał, że ma wielkie jaja i podporządkował sobie nie tylko gangsterów, ale też władze: naczelnika, strażników, nawet sędziego. Ludzie zaczęli tańczyć tak jak im zagrał i dzięki temu mógł opuścić więzienie już po 10 latach, by objąć pełną kontrolę nad swoim imperium. Oferował ochronę w zamian za odpowiednie kwoty pieniężne. Uważał, że to sprawiedliwsze niż płacenie podatków rządowi, który nie zapewnia żadnej protekcji obywatelom (chyba że przestępcom, którzy dają sowite łapówki). Oferował też pracę tym, co jej potrzebowali, w czym również okazał się lepszy od rządu. Bo władza nie przeciwdziała bezrobociu.

Na wychowanie każdego człowieka ma wpływ nie tylko szkoła i rodzina, ale także otoczenie. Il Professore wychował się w Kampanii rządzonej przez bezwzględnego mafioza i był świadkiem licznych gangsterskich porachunków. Wyrósł w przekonaniu, że są dwa rodzaje ludzi. Pierwszy to osoby silne i agresywne, które rządzą i budzą respekt. Drugi to słabeusze, którzy trzęsą się ze strachu. Postanowił więc zrobić wszystko, by należeć do tej pierwszej kategorii. Stworzył armię zaufanych żołnierzy, posłańców śmierci, z którymi mógł podbić Neapol. Bardzo dobre są w filmie niektóre kwestie, celnie charakteryzujące fabułę i bohaterów, więc zamiast omawiać treść filmu można przytoczyć kilka cytatów: „Zdobywajcie przyjaciół w czasie pokoju, mogą się przydać na wojnie”, „Jeśli zdradzisz - ten chleb zamieni się w ołów, a wino w truciznę”, „Gdybym był księdzem zostałbym papieżem” albo np. cytat przywołany na początku recenzji.


Prowadząc narrację w sugestywny sposób autorzy ukazują przyczyny i skutki wojny pomiędzy nową camorrą a starymi rodzinami, które nie chcą utracić hegemonii. Celem tej rewolucji jest nie tylko władza w Neapolu, ale i zyski z nielegalnych transakcji: handlu narkotykami, przemytu papierosów, sutenerstwa, hazardu, wymuszania haraczy. Profesor to bez wątpienia zły i porywczy człowiek - potrafi zabić niewinną osobę gołymi rękami, ale gdy zostaje bossem nie zamierza brudzić sobie rąk. Z początku wydaje się mózgowcem o szerokich horyzontach, ale jego ideały i cele z czasem stają się egoistyczne. Przestaje mu zależeć na rodzinie i przyjaciołach. Świat, który stworzył staje się dla niego nieprzyjazny, a on sam z obdarzonego rozumem i charyzmą zwierzchnika przeistacza się w zgorzkniałego i cynicznego psychola. To chyba nie będzie wielki spoiler, jeśli napiszę że główny bohater zajdzie wysoko po to, aby przełknąć gorzką pigułkę i stoczyć się po równi pochyłej. Bo każdy słynny gangster zaliczył upadek ze szczytu. Tak kończą bossowie, którym marzy się nieograniczona władza.

W latach 80. Ben Gazzara wystąpił w wielu filmach włoskich, ale wcześniej - i to już od Anatomii morderstwa z 1959 - pojawiał się w amerykańskich produkcjach, przeważnie niezależnych, reżyserowanych przez ambitnych twórców. Nie unikał jednak współpracy z początkującymi filmowcami, takimi jak Steve Carver i Giuseppe Tornatore. Obaj obsadzili go w rolach słynnych gangsterów. U Carvera wcielił się w samego Ala Capone'a, u Tornatorego zagrał postać inspirowaną życiem Raffaela Cutolo, lidera organizacji Nuova Camorra. Aktor wypadł znakomicie w roli charyzmatycznego przywódcy żyjącego utopijnymi pragnieniami o supremacji. Szyderczy uśmiech i profesorska powierzchowność kryją szorstkie i harde usposobienie. To właściwie jego film, bo on tu stworzył prawdziwą kreację. Reszta aktorów jest co najwyżej poprawna, np. Laura del Sol, ceniona hiszpańska tancerka (pamiętny debiut u Carlosa Saury w roli tytułowej Carmen). Wyrazisty jest Nicola Di Pinto jako Alfredo, lojalny adiutant i osobliwy absztyfikant, który do swojej ukochanej mówi „Wyjdź za mnie albo cię zastrzelę!”.


Stałym współpracownikiem Tornatorego jest kompozytor Ennio Morricone, ale ich współpraca rozpoczęła się w 1988, od Cinema Paradiso. Muzykę do Kamorysty skomponował Nicola Piovani, bez dwóch zdań świetny artysta, aczkolwiek można było trochę urozmaicić ścieżkę dźwiękową. Jak na tak długi film to jest ona zbyt uboga i monotonna, ale zawiera przepiękne melancholijne utwory (Camorrista i Rosaria), które genialnie komentują wydarzenia, wiele mówiąc o rozpaczliwych, trudnych czasach i duszach ludzkich przepełnionych smutkiem i nostalgią. Film zawiera odpowiednią dawkę dosadnej przemocy. Facet uznany za zdrajcę zostaje niehonorowo zadźgany pod prysznicem, a niewygodny świadek zostaje zastrzelony na oczach własnego dziecka. Doskonale, w krótkich sekwencjach, pokazano wojnę gangów na ulicach i krwawe zamieszki w zakładzie karnym po trzęsieniu ziemi, jakie nawiedziło południowe Włochy w 1980. Przejmujący, daleki od subtelności dramat gangsterski zrealizowany przez filmowca, który do dziś utrzymuje się w czołówce włoskich reżyserów.

5 komentarze:

  1. ,,....Nicola Piovani, bez dwóch zdań świetny artysta...''

    Bez jednego ! To jest liryk , taki Franz Schubert muzyki filmowej. Z tego co znam, to oprócz ,, Le Orme'' wstąpił jeszcze raz do ,,żółtej rzeki'' . I tu dopiero pokazał, co to znaczy urozmaicony soundtrack . I jak działa mechanizm strachu na zasadzie wyprowadzania demonów z romantycznej melodii. Ale nie powiem, w jakim filmie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spieszę z odpowiedzią- to zapewne niedawno zobaczone przeze mnie arcydzieło kina Perfume of a lady in Black czyli Alicja w krainie giallo.

      Usuń
    2. ... smyczki w scenie, jak Mimsy Farmer wychodzi na korytarz , nikogo tam nie ma i ,, znikąd'' pojawia się Dziewczynka w Bieli ... dżwiękowy odpowiednik rozszczepionego kopyta.

      Usuń
  2. Dziełko Tornatore, przynajmniej częściowo, musiało stanowić rodzaj inspiracji dla twórców serialu "Gomorrah", szczególnie sceny więzienne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka miesięcy temu obejrzałem pilotowy odcinek "Gomorry", po czym szybko zapomniałem o tym serialu. Koniecznie muszę kiedyś do niego wrócić.

      Usuń