Audrey Hepburn - zdolna i urocza

Urodzona w Belgii, Audrey Hepburn (1929-93) to bardzo utalentowana aktorka, gwiazda lat 50. i 60., pełna wdzięku, charyzmatyczna, urocza, piękna - to wszystko sprawia, że przykuwa uwagę do ekranu. Oprócz urody posiadała także nieprzeciętny talent, warsztat aktorski i umiejętności pozwalające jej wcielać się w różnorodne postaci. Świetnie radziła sobie w rolach komediowych, romantycznych, dramatycznych, doskonale wyglądała zarówno w kostiumie z epoki, jak kreacjach współczesnych. Jednak nawet najlepsza aktorka nie uratuje filmu, kiedy reszta ekipy nie robi nic, by wynieść film ponad przeciętność. Przykłady: Zabawna buzia (Funny Face, 1957) Stanleya Donena i Kiedy Paryż wrze (Paris - When It Sizzles, 1964) Richarda Quine'a - oba rozgrywające się w Paryżu, podpisane przez dobrych reżyserów, którzy postanowili sprawdzić, czy udział charyzmatycznej gwiazdy wystarczy, by odnieść sukces. Może i kina udało się wypełnić po brzegi, ale po latach widać, że wartość tych dzieł wyraźnie zmalała.

Oto siedem filmów z udziałem Audrey - siedem ról tej aktorki, które najbardziej utkwiły mi w pamięci. Kolejność chronologiczna.

Rzymskie wakacje (Roman Holiday, 1953), reż. William Wyler
Pełna sentymentalizmu komedia romantyczna, którego gwiazdą miał być Gregory Peck, ale po obejrzeniu filmu najbardziej pamięta się Audrey Hepburn. Gra ona księżniczkę, która chce zwiedzić Rzym jako zwykła przeciętna dziewczyna, więc wymyka się z domu (z pałacu), by poznać „prawdziwe życie” i znajduje miłość. Jej nieprzeciętna uroda, wdzięk i urok osobisty powodują, że interesuje się nią pewien mężczyzna. Jest on dziennikarzem, który jak pozna prawdziwą tożsamość dziewczyny będzie chciał to wykorzystać, by osiągnąć sukces zawodowy. Kiedy poznaje ją bliżej i zakochuje się kariera nie jest już dla niego taka ważna, choć zdaje sobie sprawę, że z tego związku nie wyniknie raczej nic dobrego. Film kręcono w całości w Rzymie, a po obejrzeniu filmu chce się tam pojechać i zobaczyć to piękne miasto na żywo, choć pewnie zmieniło się ono w ciągu ponad 50-ciu lat od premiery filmu. Odbiór filmu się jednak nie zmienił, nadal dobrze się patrzy na Audrey Hepburn, pięknej zarówno w kolorze jak czerni i bieli (Rzymskie wakacje to film czarno-biały), trochę razi nadmierny sentymentalizm, szczególnie w końcówce. Film wzrusza i bawi tak samo jak 50 lat temu.
* Ciekawostka: Jako scenarzysta wymieniony jest w czołówce niejaki Ian McLellan Hunter. W rzeczywistości scenariusz napisał Dalton Trumbo, który znajdował się na czarnej liście (oskarżany o komunizm) i w związku z tym musiał podpisać się pseudonimem, podobnie jak w The Brave One (1956, jako Robert Rich). Za oba filmy Trumbo został uhonorowany Oscarami.

Sabrina (1954), reż. Billy Wilder
Audrey Hepburn w poprzednim filmie zwiedzała Rzym, tym razem odwiedza Paryż, gdzie uczy się gotować. Po powrocie do domu przechodzi przemianę - z nieśmiałej córki szofera przemienia się w pewną siebie damę, z kopciuszka przemienia się w księżniczkę. Jak widać po opisie jest to bajka, a dzięki sympatycznej Audrey i błyskotliwym dialogom jest to bajka pełna uroku i humoru. Obserwujemy romantyczne spotkania na balu, na korcie tenisowym, na łódce oraz zakończenie, które nie jest wcale tak oczywiste, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka. Krytycy zarzucali reżyserowi, że zamiast Humphreya Bogarta powinien obsadzić Cary'ego Granta, ale ja się z tym nie zgadzam. Cenię Granta za jego poczucie humoru, ale moim zdaniem Bogart wypadł świetnie w roli gburowatego i cynicznego biznesmena dbającego o interesy firmy. Skoro mowa o obsadzie to należy także pochwalić Williama Holdena w roli zarozumiałego amanta. Wszystkich aktorów przyćmiła jednak Audrey Hepburn, ale tak miało być, skoro zagrała postać tytułową. To ona jest w centrum uwagi i to ona jest powodem konfliktu pomiędzy braćmi, konfliktu w bogatej rodzinie, która nie chce zaakceptować Sabriny ze względu na jej pozycję społeczną. Ten film to wzorowa komedia romantyczna i niech nikogo nie odstraszą czarno-białe zdjęcia.

Wojna i pokój (War and Peace, 1956), reż. King Vidor
Ekranizacja klasycznej literatury rosyjskiej Lwa Tołstoja w hollywoodzkim wykonaniu, zrealizowana we włoskim studiu Cinecittà. Przepiękna wizualnie (scenografia, kostiumy, zdjęcia) i aktorsko (Audrey Hepburn i Henry Fonda) opowieść o miłości w trudnych dla Rosji czasach wojen z Napoleonem - w czasach, kiedy dla mężczyzny najważniejsze było wojsko, a dopiero na dalszym miejscu założenie rodziny. Kostiumowy melodramat, który pamięta się przede wszystkim ze względu na znakomitą Audrey Hepburn w roli Nataszy. Jej spojrzenia, gesty, uśmiechy - po prostu trudno oderwać wzrok od ekranu. Film na pewno wiele by stracił, gdyby w tej roli wystąpiła inna aktorka - zarówno Ludmiła Sawieliewa z wersji 1967, jak i Clémence Poésy z wersji 2007 nie dorównały genialnej kreacji Hepburn. Zaletą filmu Vidora jest przemyślany scenariusz, inteligentnie korzystający z książkowych wątków. Adaptacji czterotomowej powieści dokonało aż ośmiu scenarzystów, poradzili sobie wcale nie gorzej niż twórcy siedmiogodzinnych wersji z 1967 i 2007. Film Vidora zawiera wiele scen ważnych dla rozwoju fabuły. Bitwa pod Austerlitz (niestety bardzo krótka), pojedynek Biezuchowa z Dołochowem i jego kłótnia z  żoną, tołstojowskie teksty o małżeństwie, miłości i wojnie, sekwencja balu, zaloty Kuragina i rozczarowanie Nataszy, konna galopada przed polowaniem w rytm muzyki Nino Roty (niestety w przeciwieństwie do wersji radzieckiej nie pokazano polowania na wilka), bitwa pod Borodino (lepiej sfilmowana niż ta pod Austerlitz), wjazd Napoleona do Moskwy i odwrót, egzekucja podpalaczy, szarża Kozaków, bitwa nad Berezyną oraz szczęśliwy powrót do domu i spotkanie z bliskimi. Jest to bardzo udana ekranizacja, w której bardzo dobrze pokazano klimat Rosji z czasów wojen napoleońskich. Moim zdaniem robiąc adaptację książki nie należy trzymać się wiernie literackiego pierwowzoru, książka powinna być jedynie inspiracją dla stworzenia własnej wizji i przełożenia na język filmowy powieści tak, by była ona przystępna dla widzów, nawet jeśli wymaga to wielu skrótów. Jak mawiał Hitchcock: „Długość filmu powinna mieć bezpośredni związek z wytrzymałością ludzkiego pęcherza”. W związku z tym wersja siedmiogodzinna jest zdecydowanie za długa, nawet jak jest podzielona na części.

Nie do przebaczenia (The Unforgiven, 1960), reż. John Huston
Antyrasistowski dramat w westernowym kostiumie z niezłą akcją pod koniec. Historia rozgrywa się w połowie XIX wieku na Zachodzie, w czasach nasilającej się coraz bardziej nienawiści rasowej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Audrey Hepburn w roli Indianki, do której ludzie czują odrazę i niechęć ze względu na jej przynależność rasową. Kobieta znajdzie obrońców, aczkolwiek jej położenie między młotem a kowadłem jest nie do pozazdroszczenia. Kto tak naprawdę jest pozytywnym bohaterem opowieści? Czy są to Indianie przedstawieni jako bezimienni najeźdźcy, których motywy postępowania są jasne - walka o swoją własność? A może biali osadnicy z Burtem Lancasterem na czele, którymi kieruje bezzasadna nienawiść? Scenariusz filmu Hustona nie jest do końca przemyślany, ale film warto obejrzeć, bo podejmuje ważne tematy społeczne. To także niepowtarzalna okazja, by zobaczyć Audrey Hepburn w roli Indianki.

Śniadanie u Tiffany'ego (Breakfast at Tiffany's, 1961), reż. Blake Edwards
Aktorska kreacja wspaniałej Audrey Hepburn to najważniejszy atut tej sympatycznej, błyskotliwej komedii obyczajowej. Z filmu pamięta się takie sceny, jak ucieczka z imprezy, kradzież masek ze sklepu, szukanie kota w strumieniach deszczu oraz pamiętne wykonanie przez Audrey piosenki Moon River. Ten film to prawdziwy popis aktorstwa tej utalentowanej aktorki. Film na podstawie książki Trumana Capote'a opowiada historię miłosną dwojga ludzi: początkującego pisarza (Peppard) i jego zwariowanej, ale uroczej sąsiadki (Hepburn), która marzy o bogactwie, czego symbolem jest w filmie sklep jubilerski Tiffany'ego na Manhattanie. Kobieta marzy o rzeczach nieosiągalnych i nie chce przyjąć do wiadomości, że tuż obok czai się prawdziwa miłość. Jakkolwiek głupio to brzmi film jest naprawdę wspaniały, pełen wzruszeń, inteligentnych i zabawnych dialogów. Film urzekający, bezpretensjonalny, lekki, zapadający w pamięć.

Szarada (Charade, 1963), reż. Stanley Donen
Komedia sensacyjno-szpiegowska z interesującą intrygą, zagadkowymi morderstwami i tajemniczymi typami spod ciemnej gwiazdy, których zagrali aktorzy charakterystyczni, wyróżniający się „bandycką facjatą” (James Coburn, George Kennedy i Walter Matthau). Na pierwszym planie zaś występuje Cary Grant, który gra dżentelmena ukrywającego jakąś tajemnicę (nie wiemy od początku kim jest i jakie są jego zamiary), ale widz podejrzewa, że to bohater pozytywny, ze względu na udział Granta (aktor wówczas otrzymał propozycję zagrania Bonda, ale odmówił). Znamy go z wielu świetnych ról komediowych i wiemy, że stać go na więcej niż to, co pokazał w tym filmie. Może po prostu nie chciał przyćmić Audrey Hepburn, dlatego nie szarżował, a jedynie partnerował głównej gwieździe tego filmu. Twórca musicali (w tym słynnej Deszczowej piosenki), Stanley Donen, w latach 60. czyli kiedy musicale już się widzom znudziły (choć nadal dostawały Oscary) zrealizował ten bardzo udany lekki film rozrywkowy, który świetnie się ogląda nawet po latach. Szarada ma również świetny temat muzyczny skomponowany przez Henry'ego Manciniego oraz pomysłową czołówkę zaprojektowaną przez Maurice'a Bindera.

Doczekać zmroku (Wait Until Dark, 1967), reż. Terence Young
Lalka wypełniona narkotykami oraz szukający jej trzej przestępcy trafiają do domu pewnej kobiety. Kiedy przestępcy dowiadują się, że kobieta jest niewidoma odstawiają przedstawienie, mające przekonać ją do oddania lalki. Dochodzi jednak do komplikacji i kobieta wpada w tarapaty, zagrażające jej życiu. Okazuje się, że nawet we własnym domu nie może się czuć bezpiecznie. Terence Young, który był już uznanym twórcą efektownych widowisk sensacyjnych i mógł sobie pozwolić na pracę z dużym budżetem, zdecydował się na realizację kameralnej adaptacji sztuki Fredericka Knotta. Powstał znakomity thriller z mistrzowsko budowanym napięciem, doskonale wykreowaną atmosferą zagrożenia i rewelacyjnym aktorstwem Audrey Hepburn. Zagrała tu chyba najlepszą rolę w swojej karierze - jest niezwykle wiarygodna w roli niewidomej Suzy. Ataki paniki, bezsilność, zaskoczenie, determinacja - Audrey prezentuje aktorstwo inne od tego, jakie pokazuje wiele 'piszczących' aktorek z thrillerów i horrorów. Często się mówi, że filmy z Audrey warto obejrzeć dla niej samej, ale film Doczekać zmroku warto obejrzeć także z wielu innych powodów. Sporo jest scen pełnych napięcia, które dość nieoczekiwanie zmieniają kierunek akcji. Plusy filmu to także świetny scenariusz, sprawna reżyseria i niezła rola Alana Arkina. Alfred Hitchcock pewnie żałował, że w jego ręce nie trafił ten scenariusz, zamiast czego 'musiał' nakręcić przeciętną Rozdartą kurtynę (1966).
* Ciekawostka: Terence Young i Audrey Hepburn spotkali się już w 1944 roku pod Arnhem. On był rannym żołnierzem, ona sanitariuszką, która się nim opiekowała. Na planie filmowym spotkali się jednak dopiero po 20 latach przy filmie Doczekać zmroku (później pracowali jeszcze razem przy Bloodline [1979]).

* Dobrym filmem z udziałem tej aktorki jest Dwoje na drodze. Tutaj recenzja.

1 komentarze:

  1. Strasznie lubie Audrey Hepburn, uwielbiam kobiety o takich kształtach. Bardzo mi się podobał ten film The Unforgiven, bo jest zrobiony w fajnym, klasycznym stylu. Poluje na niego już długie lata, ale nie udało mi się wzbogacić kolekcji o tą pozycję...

    OdpowiedzUsuń