Stara strzelba

Le Vieux Fusil (1975 / 103 minuty)
reżyseria: Robert Enrico
scenariusz: Pascal Jardin, Robert Enrico, Claude Veillot

Stara strzelba wpisuje się w nurt filmów o narodzinach agresji. Takie obrazy z lat 70., jak Nędzne psy i Życzenie śmierci, pokazywały spokojnego, nie wadzącego nikomu człowieka (matematyka, architekta), który pod wpływem dramatycznych sytuacji sięga po broń i rozprawia się krwawo z ludźmi zatruwającymi jego rzeczywistość. W Starej strzelbie głównym bohaterem jest chirurg z Prowansji, Julien Dandieu, który stara się solidnie wykonywać swoje obowiązki w szpitalu w Montauban. W czasie II wojny światowej miasto znajduje się pod hitlerowską okupacją. Dandieu próbuje nie mieszać się do polityki i stara się cieszyć tym co ma - kochającą rodziną i pracą, która zapewnia mu środki do życia. Masakra francuskiej wioski w 1944 roku stanie się bezpośrednią przyczyną jego szaleńczej agresji i furii.

Właściwa część akcji rozgrywa się w zamku, będącym własnością Juliena Dandieu. Pech chciał, że Niemcy upodobali sobie tę kryjówkę po uprzednim wymordowaniu okolicznych mieszkańców. Uzbrojeni w karabiny i miotacze ognia zbrodniarze zgotowali ludziom prawdziwe piekło. Nie mniej przerażające jest także to, co zrobili później. Urządzili popijawę, nie wykazując wyrzutów sumienia, czując się zupełnie bezkarnie. Gdy po kolei giną, zarówno u widza jak i czołowej postaci dramatu pojawia się uczucie ulgi i spełnienia. Nie ma tu moralnych dylematów, nie ma sensu zastanawiać się, czy krucjata wymierzona przeciwko esesmanom jest słuszna. Ci ludzie zasłużyli na taki nędzny los, jaki zgotowali swoim ofiarom. Polowanie, jakie ze swoją strzelbą urządził zrozpaczony wdowiec, powinno spotkać się z aprobatą i zrozumieniem. Oglądając film można zadać sobie pytanie: Co zrobilibyśmy na jego miejscu? Czy coś hamowałoby nas przed dokonaniem zemsty? Odpowiedź wydaje się prosta: dziś szukalibyśmy sprawiedliwości w sądzie, ale w czasie wojny prawo działało inaczej i mordercy czuli się bardziej bezkarni.

Syn włoskich imigrantów, Robert Enrico, stworzył mieszankę historii miłosnej, dramatu psychologicznego i wojennego oraz brutalnego kina zemsty. Film zdobył powszechne uznanie, został nagrodzony trzema Cezarami: za najlepszy film, muzykę i rolę Philippa Noireta. Mimo tych wyróżnień popadł w zapomnienie i gdyby spytać kogoś o film z Noiretem lub Romy Schneider to nie należy się spodziewać, że wyszczególni tę właśnie produkcję. Enrico sugestywnie przedstawił dramat jednostki, która nie ma nic do stracenia, bo straszliwe licho pod postacią oficerów SS odebrało mu najbliższą rodzinę. Jedynym sensem życia pozostaje wtedy wymierzenie sprawiedliwości bezdusznym katom. Nie trzeba wiele czasu, by niepozorny i niegroźny z wyglądu lekarz przemienił się w bezlitosnego oprawcę. Znając tajne przejścia i komnaty w zamku ma przewagę nad wrogiem, potrafi też kontrolować swój gniew. Nie zmienia się w szaleńca, ale raczej w kogoś w rodzaju punishera. Trudno go za to potępiać - w końcu w czasie wojny nie on jeden zabijał Niemców, którzy stali na drodze ku sprawiedliwości.


Bardzo przewrotnym zabiegiem scenarzystów jest uczynienie mściciela z lekarza-chirurga, a więc osoby, która powinna przede wszystkim ratować życie. Tę postać zagrał Philippe Noiret. Gdy pojawia się w chirurgicznym fartuchu można stwierdzić, że to typowy lekarz. Dobrze wygląda ze skalpelem, ale ze strzelbą trudno go sobie wyobrazić. W okularach sprawia wrażenie osoby nieporadnej i strachliwej, ale skoro jest chirurgiem to musi być człowiekiem o sprawnych dłoniach - precyzyjnym i odpowiedzialnym. A także odpornym na stres i okrucieństwa, nie mdlejącym na widok krwi. Gdy jednak widzi skutki masakry coś w nim pęka. Śmierć bliskich sprawia, że zaczyna żyć wspomnieniami. Ze swoją piękną żoną stanowili udane, szczęśliwe małżeństwo. Zdawał sobie sprawę, że szczęście nie może trwać wiecznie, miał nieprzyjemne przeczucie, że może stać się coś złego. Jego rozgoryczenie to częściowo efekt poczucia winy, gdyż to on nalegał aby żona i córka wyjechały poza miasto.

Stara strzelba to nie tylko dramat sensacyjno-wojenny, ale też opowiedziana w sposób liryczno-sentymentalny historia miłosna. On jest bogatym, niezbyt przystojnym, szanowanym medykiem. Ona jest niewykształconą, lecz bardzo atrakcyjną imigrantką (tak przypuszczam, skoro nie wiedziała, gdzie leży Prowansja). Wydają się zupełnie niedopasowaną parą, a jednak nie dochodzi między nimi do kłótni. Aby zintensyfikować rozpacz i smutek głównego bohatera reżyser przedstawił życie małżeńskie jako idyllę pełną słodkich uśmiechów i radosnych chwil. Już pierwszy kadr pokazuje trzyosobową rodzinkę na przejażdżce rowerowej. Są szczęśliwi jak skowronki, widać że lubię spędzać ze sobą czas. Aby film wzbudził emocje musi wydarzyć się coś, co zepsuje tę sielankę. Mimo iż tragedia jest nieunikniona zaskakuje sposobem jej przedstawienia - Dandieu widzi skutki masakry i zmuszony jest wyobrazić sobie jak do niej doszło. Przy okazji reżyser znakomicie zaakcentował antywojenną wymowę, ukazując w dosadny sposób barbarzyństwo okupantów, dla których życie ludzkie nie miało najmniejszego znaczenia.


Philippe Noiret to aktor wzbudzający zaufanie. Gdy na jego twarzy maluje się smutek nie jest on udawany - te emocje, które nim targają udzielają się widzom. Aktor nie musiał głośno wyrażać swojej frustracji i gniewu - jego udręka jest nad wyraz czytelna i przejrzysta. W zrozumieniu co czuje bohater pomagają: minimalistyczna muzyka François de Roubaix, chłodne zdjęcia Étienna Beckera oraz wymowne flashbacki, którymi przerywana jest samotna akcja odwetowa doktorka ze strzelbą. Natomiast Romy Schneider, a raczej jej nieprzeciętna uroda, jest tutaj pewnym symbolem. Oznacza prawdziwy skarb, który należy chronić, bo utrata go powoduje niewyobrażalną pustkę, nieopisany smutek i przeszywający ból. Stara strzelba to ekscytujący, naładowany emocjami dramat sensacyjny o polowaniu na grubego zwierza. Nie brakuje udanych efektów specjalnych i scen kaskaderskich. Inteligentne, angażujące emocjonalnie kino akcji, w którym obok pełnych napięcia wydarzeń znajdujemy pozbawiony moralizowania dramat o sile miłości, okrucieństwie wojny i słuszności zemsty.

7 komentarze:

  1. Real bomb ! Niesamowite kino, w swoim czasie we Francji totalny hit kasowy
    LES SPOILEROIS :.
    Scena, kiedy SS mani piją wino z zapasów Noireta , odpalają projektor 8 mm i bawią się przy jego wspomnieniowych ,,home movies' z nad morza ( z rodzinką w komplecie ) , a on widzi to wszystko przez lustro weneckie ( tuż po tym, jak znalazł pod murem to , co z jego żony zostało ) - osiąga rzadko w kinie spotykaną intensywnośc realnego ,dotyku Zła'.
    Z herr Hauptstumfuhrerem spotkają się po przeciwnych stronach lustra jeszcze raz i to będzie prawdziwe katharsis dla Noireta, jak i dla widza.
    Moim zdaniem obecnośc Romy Schneider zaszkodziła temu filmowi. Ona była za dużą gwiazdą, żeby ją po 20 minutach zwęglic fugasem i au revoir ! - musieli naładowac retrospekcji, żeby sobie pograła. I to , zwłaszcza w drugiej połowie filmu chwilami rozbija jego płynnośc, za dużo tego jest.
    Ale i tak dzieło miażdży.
    Enrico zrobił jeszcze taki niesamowicie klimatyczny i zagadkowy film ,, Tajemnica '' , też z połowy 70-tych, z Noiretem, Marlene Jobert i J.L.Trintignantem , który słabo pamiętam, poza tym, że miał idealną atmosferę niedopowiedzenia, wytrzymaną od początku do końca ( samotna para na odludziu przeżywa najście tajemniczego włóczęgi, który twierdzi, że uciekł z tajnego instytutu służb specjalnych , gdzie prowadzone są socjotechniczne eksperymenty na ludziach. W tym samym czasie w lokalnym radiu podają komunikat o ucieczce z pierdla bardzo niebezpiecznego mordercy... )

    OdpowiedzUsuń
  2. Zauważyłem ostatnio, że na blogu nie było jeszcze filmu z Romy Schneider, więc postanowiłem naprawić to niedopatrzenie. Tak więc, przyznaję że film obejrzałem ze względu na udział tej aktorki i dlatego nie jestem rozczarowany że mogła sobie więcej pograć. Może polecisz mi jakiś inny francuski film z jej udziałem - najlepiej taki, w którym jej obecność nie szkodzi filmowi ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. - ,,Najważniejsze to Kochac'' ( L'Important cest d'amier )Żuławskiego - jej życiowa rola, niezwykły film, do tego FabioTesti, Klaus Kinski i Jacques Dutronc.
    - ,, Basen'' ( La piscine ) Jacquesa Deraya - Romy młodziutka, w parze z Delonem ( dziki romans też na planie ). Elegancki, zwiewny psycho-thrillerek.
    - ,, Okruchy Życia'' ( Le choses de la vie ) Claude Sauteta
    Z tych, co widziałem, ro jej czołówka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki, na pewno sprawdzę te tytuły. Ja kilka jej filmów (w których grała z Piccolim) widziałem na niemieckiej telewizji, ni w ząb nie rozumiałem.
    A widziałeś "Niewinnych o brudnych rękach" Chabrola? Może też warto obadać, ma intrygujący tytuł ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tego akurat nie, ale Chabrola cenię i w tych latach miał dobrą passę, zapewne warto.Też ciekawi mnie ,,Max i Ferajna'' ( Sautet + Schneider + Piccoli ) o którym coś nie coś dobrego słyszałem
    Sam nabrałem ochoty, żeby sobie ,, La Piscine '' przypomniec.
    Ale dziś przede mną seans-miazga : ,, Ixjana'' braci Skolimowskich . Żarty się skończyły :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Chabrol jest nudny, przynajmniej "Que La Bete Meure", który ostatnio widziałem. Przymierzam się właśnie do "Niewinnych o brudnych rękach" mam nadzieję, że będzie ciekawszy. Widziałem parę minut, bo musiałem dopasować napisy, ale początek o tyle interesujący, że Schneider pokazuje trochę ciała.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Życzenie śmierci" mi się podobało, właśnie za pomysł na mściciela. Było tam jednak trochę braków, czy to w fabule czy od strony technicznej i dlatego lekko się rozczarowałem.

    O "Starej strzelbie" nawet nie słyszałem, sprawdzę. W realiach wojennych taka historia musi być jeszcze ciekawsza.

    OdpowiedzUsuń