Viva Zapata!

(1952 / 108 minut)
reżyseria: Elia Kazan
scenariusz: John Steinbeck

Po 30 latach dyktatorskich rządów Porfirio Diaza nadszedł kolejny trudny okres w dziejach Meksyku. Chłopskie oddziały partyzanckie Pancho Villi (na północy) i Emiliano Zapaty (na południu) walczyły z bronią w ręku, by przywrócić stabilizację w kraju, ograniczyć wpływy armii i odciąć się od zagranicznego kapitału. Rewolucja doprowadziła do kilku detronizacji. Po obaleniu Diaza prezydentem został Francisco Madero, ale na krótko - zginął w zamachu przeprowadzonym przez generała Huertę. Aby zapanował pokój, demokracja i agraryzm musieli zginąć także Zapata i Villa. O rewolucji meksykańskiej powstało wiele filmów (np. spaghetti western Kula dla generała). Do najwybitniejszych zaliczany jest genialnie obsadzony i wyreżyserowany dramat historyczny Viva Zapata!, w którym rolę meksykańskiego przywódcy zagrał Marlon Brando.

Elia Kazan nie był specjalistą od epickich widowisk, ale burzliwe dzieje Meksyku w drugiej dekadzie XX wieku okazały się dla niego świetnym materiałem na film. Ukazał w nim zróżnicowane postawy ludzkie: wynędzniałych i lamentujących chłopów, żądnych władzy generałów i nieustraszonych awanturników. Emiliano Zapata nie jest tu pomnikową postacią, ale normalnym człowiekiem, którego niedoszły teść tak charakteryzuje: „Jesteś farmerem bez ziemi, dżentelmenem bez pieniędzy, człowiekiem majętnym bez majątku, a także bojownikiem, hulaką, wichrzycielem”, po czym dodaje „Nie mam nic przeciwko tobie i niektóre twoje cechy można uznać za pożądane, ale moja córka nie będzie mieszkać na gołej ziemi klepiąc tortille jak zwykły Indianin”. Zapata jest człowiekiem charakternym i odważnym. Wrogowie nazywają go „tygrysem”, a tygrysa trzeba zabić gdyż jest niebezpiecznym drapieżnikiem.

To była dopiero trzecia rola filmowa Marlona Brando, który już wówczas (także dzięki rolom teatralnym) uważany był za geniusza. Wykreowane przez niego postacie elektryzowały publiczność, zaś aktorzy z jego pokolenia chcieli go naśladować. Brando uczył się swojego rzemiosła pod okiem Stelli Adler, która wpoiła mu metodę Stanisławskiego, rosyjskiego teoretyka teatru. Zgodnie z Metodą aktor nie powinien grać ani udawać kogokolwiek, lecz przeżywać rolę, spróbować zrozumieć motywacje postaci, przy czym nie powinien rezygnować z improwizacji. Brando używał więc częściej wyobraźni i intuicji zamiast uczyć się całego tekstu na pamięć. Obsadzenie go w roli Emiliano Zapaty uczyniło z tej postaci atrakcyjnego, sympatycznego awanturnika. Słynny rewolucjonista zapewne nie był takim w rzeczywistości.

Scenariusz Johna Steinbecka, laureata Nagrody Nobla w 1962, pominął negatywne aspekty osobowości meksykańskiego rebelianta. Gdy liberałowie chcą dać Zapacie piękną ziemię ten oburzony odrzuca ofertę mówiąc, że przecież nie walczył dla siebie. Niechętnie przyjmuje także propozycję objęcia posady prezydenta (w rzeczywistości Zapata nie został prezydentem, więc to największa bzdura w tym filmie). Zupełnie inny jest jego brat Eufemio, który wykazuje dyktatorskie aspiracje. Odbiera ziemie farmerom, bo uważa że coś mu się należy, walczył przede wszystkim dla siebie. Zgodnie ze scenariuszem miał on pozostawać w cieniu charyzmatycznego brata, ale odtwórca tej roli, Anthony Quinn, potrafił ukraść show nawet najzdolniejszym aktorom. Za rolę Eufemia zdobył pierwszego Oscara (drugiego otrzymał za rolę Paula Gaughina w Pasji życia). Marlon Brando na pierwszego Oscara musiał jeszcze poczekać, ale rola gniewnego Meksykanina też została właściwie doceniona (BAFTA i nagroda w Cannes).

Tytułowy bohater filmu to człowiek walczący z despotyzmem. Jego polityka i cele wydają się słuszne, przyzwoite i sprawiedliwe, a mimo to skazany jest na porażkę. Viva Zapata! tylko częściowo jest historycznym spektaklem. W dużym stopniu jest to krytyczny w wymowie obraz, na którym odmalowano współczesność wraz z jej problemami. Ówczesne społeczeństwo amerykańskie borykało się z prześladowaniami ze strony władz, dysharmonią w najbliższym otoczeniu, ciągłą obawą przed zbrojnym konfliktem. Siłą wielu starych amerykańskich filmów jest to, że pod staroświeckim kostiumem sprytnie maskują kwestie dotyczące współczesności, a za parawanem atrakcyjnego widowiska ukrywają ambitne treści.

W trakcie rewolucji zmieniają się ideały, a postawy ludzkie nabierają ciemniejszych barw. To, o co się walczy przestaje być priorytetem, władza deprawuje, łamane są obietnice i prawa człowieka. Znamienna jest podwójna scena, w której delegacja Indian skarży się u prezydenta. Najpierw prezydent Diaz zakreśla nazwisko Zapaty jako osoby szkodliwej, wrogo nastawionej do rządu. Potem, gdy Zapata pełni funkcję prezydenta traktuje w ten sam sposób buntowniczego chłopa Hernandeza (tę epizodyczną postać zagrał debiutujący Henry Silva). Zabawne, że wcześniej nie mógłby zanotować jego nazwiska, gdyż nie umiał jeszcze czytać ani pisać. Uznał jednak, że zanim obejmie urząd głowy państwa powinien nauczyć się alfabetu. W nauce pomogła mu zakochana w nim dziewczyna, w którą wcieliła się Jean Peters. Moim zdaniem aktorka niezbyt dobrze pasowała do roli pobożnej, uczuciowej Josefy. Znacznie bardziej przekonuje w rolach silnych, niezależnych kobiet (takich jak Anna z Indii).

Rewolucyjny film Kazana to jedna z tych starych hollywoodzkich produkcji, które oprócz aspektów widowiskowych, typowych dla kina komercyjnego, posiadają również walory artystyczne. Scenografia, kostiumy i zdjęcia stanowią tylko tło opowieści (inaczej niż w antycznych przedstawieniach, takich jak Quo vadis z 1951). Tutaj ważniejsze są związki międzyludzkie i portrety osób z różnych warstw społecznych. Emiliano Zapata, postać uważana za mityczną, dzięki świetnej kreacji Marlona Brando i realistycznym opisom Johna Steinbecka, stała się postacią żywą i wiarygodną. Rewolucyjne hasła zostały podane bez patosu, wątek miłosny jest znośny, a historyczne bzdury nie rażą w oczy, gdyż dobrze służą opowieści, która więcej mówi o zmianach zachodzących w społeczeństwie niż o rewolucji meksykańskiej. Pierwszorzędna inscenizacja, wytrawne aktorstwo, porywająca opowieść i wysoki poziom artystyczny znamionują coś więcej niż klasyczne kino hollywoodzkie.

10 komentarze:

  1. Jakie bzdury historyczne, na przykład? Filmu nie widziałem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykład jeden podałem, Zapata nie był prezydentem Meksyku, w filmie pełni tę funkcję. Poza tym, jego działalność partyzancka pokazana jest skrótowo, bez ciemniejszych fragmentów, takich jak grabieże, egzekucje, podpalenia. Trochę zrobiono to po hollywoodzku, czyli uwypuklono jaśniejsze strony charakteru, by umożliwić identyfikację widza z bohaterem, dodano także wątek miłosny. Ale mimo tych uproszczeń (słowo 'bzdura' nie jest tu chyba odpowiednie) udało się stworzyć znakomity film.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Trochę zrobiono to po hollywoodzku... "

    To samo można powiedzieć o np. Bravehearcie i pewnie każdym fabularnym filmie historycznym czy biograficznym. I to nie tylko hollywoodzkim.

    OdpowiedzUsuń
  4. Racja, dlatego to mi zupełnie nie przeszkadzało i w recenzji skupiłem się na zaletach.

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie właśnie trochę to irytuje. Bo fabularne filmy historyczno/biograficzne są najczęściej ulubieńcami krytyków i zdobywają prestiżowe nagrody, a każdy jakby ignoruje to jak często sztucznie i na siłę filmowcy starają się włożyć prawdziwą historię w ramy filmowego scenariusza: dać jej początek, koniec, przesłanie itd. Reakcje publiczności na takie filmy też mnie czasem denerwują. To prawdziwa historia więc z zasady jest lepsza od tej wymyślonej - mówią. Chociaż tak naprawdę to te same patenty co w zwykłej fikcji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet w filmach dokumentalnych manipuluje się faktami, by osiągnąć odpowiedni efekt (np. propagandowy), więc raczej z filmów nie należy się uczyć historii. Od tego są odpowiednie książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. W książkach też się manipuluje faktami. I to nie gorzej niż w filmach. Najlepiej tworzyć historię samemu ;-) . A z filmów o rewolucji w Meksyku najlepszy pozostaje "Garść dynamitu" Sergia L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samemu , to dopiero się manipuluje ;)

      Usuń
  8. Hehe, to może wikipedia jest najlepszym źródłem historycznym ;)
    "Garść dynamitu" - do przypomnienia, jak widziałem ten film w dzieciństwie to mi się nie podobał.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie chodzi mi o to, że te filmy manipulują faktami czy przekłamują historię tylko, że cieszą się większą estymą niż filmy kompletnie fikcyjne. Filmy, które dostają Oskary itp. to najczęściej biografie albo historyczne. I to często wygląda tak, że wystarczy wykorzystać prawdziwą historię czy postać żeby uzyskać odpowiednią renomę i uznanie, a to co się robi z tymi postaciami i historią jest drugorzędne.

    OdpowiedzUsuń