Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anthony Quinn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anthony Quinn. Pokaż wszystkie posty

IRENE PAPAS – Symbol śródziemnomorskiego piękna. Wybór filmów z jej udziałem


Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

14 września 2022 odeszła Irene Papas (właśc. Eiríni Lelékou), cierpiąca w ostatnich latach na chorobę Alzheimera. Warto przypomnieć sobie tę wybitną osobowość teatru i kina, rozchwytywaną przez filmowców z różnych stron świata. Została zauważona i doceniona przez zagraniczną prasę już w roku 1952, kiedy to na festiwalu w Cannes obejrzano grecką produkcję Umarłe miasto (1951) w reż. Phrixosa Iliadisa. Echa tego sukcesu dotarły między innymi do Włoch, gdzie sprowadzono Irini, by obsadzić ją w filmach peplum: Teodora, cesarzowa Bizancjum (1954, reż. Riccardo Freda) i Attyla (1954, reż. Pietro Francisci). W wielu źródłach odkrycie jej talentu przypisuje się Elii Kazanowi, reżyserowi pochodzenia greckiego, który zdobył uznanie zarówno na Broadwayu, jak i w Hollywood. Spotkali się w 1954 i już w następnym roku Irini podpisała siedmioletni kontrakt z MGM. Ale sam Kazan nigdy nie obsadził jej ani w teatrze, ani w filmie. Tym twórcą, który w dużej mierze przyczynił się do wyniesienia greckiej Ireny na filmowy Olimp, był Cypryjczyk Michalis Kakogiannis (ang. Michael Cacoyannis), czołowy adaptator dzieł Eurypidesa oraz twórca kultowego Greka Zorby (1964).

FILMY ZIMOWE. Śmiertelnie mroźne kino

Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Zimowa sceneria najbardziej kojarzy się z komediami o tematyce świątecznej, powtarzanymi co roku w grudniu. Powstało jednak sporo filmów, w których ośnieżone i skute lodem tereny służyły do opowiedzenia historii mrocznej, pełnej napięcia i grozy. W niniejszym zestawieniu postanowiłem wyróżnić produkcje nieco już zapomniane, które mają jednak sporo do zaoferowania. Łączy je zima – czasem spokojna, czasem złowieszczo sygnalizująca swój niepokój gwiżdżącym wiatrem, wyciem wilków, obniżającą się temperaturą. Zdecydowałem się pominąć filmy komediowe, nawet cenioną przeze mnie Gorączkę złota (1925) Charlesa Chaplina. Wyróżniłem te produkcje, które mogą być odtrutką na gorącą atmosferę świąteczną, bo zamiast wywołać śmiech i optymistyczny nastrój mocno chwytają za gardło, wywołują strach, niepokój, wzruszenie. Pominąłem przykłady zbyt oczywiste, takie jak Coś (1982) Johna Carpentera i Nienawistna ósemka (2015) Quentina Tarantino.

FILMY AWANTURNICZE. W poszukiwaniu przygód








Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Na bazie francuskiej literatury przygodowej z dziewiętnastego i początku dwudziestego stulecia narodził się podgatunek kina akcji określany nad Sekwaną jako film de cape et d’épée (film płaszcza i szpady). Kształtował się on dzięki popularności takich francuskich autorów jak Aleksander Dumas, Paul Féval, Michel Zevaco. Swoją cegiełkę dołożył również włosko-angielski pisarz Rafael Sabatini, ale za właściwy początek podgatunku uważa się osiągnięcia Amerykanów z lat 1919–20. W tym sezonie powodzenie zdobył Johnston McCulley wraz ze swoją powieścią Klątwa Capistrano, którą zekranizowano rok po publikacji jako Znak Zorro. Główną rolę zagrał Douglas Fairbanks, który kontynuował passę jako D’Artagnan, Robin Hood, Czarny pirat.

W krajach anglojęzycznych gatunek otrzymał nazwę swashbuckler film i jest to pojęcie szersze, bo nie wymaga, aby atrybutem bohatera była peleryna bądź miecz. W niniejszym zestawieniu postanowiłem wyróżnić filmy o swashbucklerach – awanturnikach, którzy choć mają określone zasady moralne i zdarza się, że komuś służą, są wolni duchem, niepokorni i heroiczni, pełni inicjatywy i zapału. Ich zawadiackie usposobienie mocno daje się we znaki osobom na wysokich stanowiskach, pełnych dumy i arogancji. Takie filmy mogą się obyć bez swordfightingu (szermierki), ale jednak broń biała powinna błyszczeć gdzieś w tle jako symbol dawnych realiów. Bo kino stricte awanturnicze opowiada losy bohaterów na tle wydarzeń historycznych.

Pokaż swoje drugie oblicze... Debiuty reżyserskie aktorów


Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Ava Gardner powiedziała kiedyś: „W aktorstwie mam tylko jedną zasadę – zawierz reżyserowi, oddaj mu serce i duszę”. Nie wszyscy są jednak tacy ufni wobec reżyserów. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, jakie to trudne i odpowiedzialne zajęcie. Zdarza się, że gdy w ręce aktora trafia frapujący scenariusz, a w umyśle pojawia się koncepcja jak go zrealizować, to wtedy sam staje za kamerą. Lata spędzone na planach filmowych dały mu odpowiednią wiedzę o rzemiośle, pracy z aktorami i ekipą techniczną. Bywa, że niektórzy w nowym zawodzie odnajdują swoje powołanie, inni tylko potwierdzają swoje przypuszczenia, że jednak aktorstwo jest łatwiejsze i daje więcej satysfakcji. Przygotowałem na dziś zestawienie dziesięciu filmów, które łączy to, że znany aktor zadebiutował jako reżyser. Pominąłem przy tym zbyt oczywiste przykłady, takie jak: Noc myśliwego (1955) Charlesa Laughtona, Swobodny jeździec (1969) Dennisa Hoppera, Zwykli ludzie (1980) Roberta Redforda i Tańczący z wilkami (1990) Kevina Costnera.

Działa Navarony

The Guns of Navarone (1961 / 158 minut)
reżyseria: J. Lee Thompson 
scenariusz: Carl Foreman na podst. powieści Alistaira MacLeana 

Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Grecja to kraj mitów i legend, świat okrutnych bogów i herosów o niezwykłych zdolnościach. Widzowie uwielbiają mity, bo oferują przygodę pełną niezwykłych atrakcji, jakich przeciętny człowiek nie doświadczy przez całe swoje życie. Szkocki pisarz Alistair MacLean, autor bestsellerowej, debiutanckiej powieści HMS Ulysses (1955) wydał bodaj swoje najsłynniejsze dzieło The Guns of Navarone w 1957 roku. Można ten utwór postrzegać jako współczesny mit o niezwykłej odwadze i szczęściu, o pokonywaniu trudności piętrzących się jakby za sprawą boskich sił. Natomiast ekranizację tego utworu można postrzegać jako podręcznikowy przykład kina akcji z podgatunku mission impossible albo guys on a mission.

Umarli w butach

They Died with Their Boots On (1941 / 140 minut)
reżyseria: Raoul Walsh
scenariusz: Wally Kline, Æneas MacKenzie

Podpułkownik i generał George Armstrong Custer portretowany był wielokrotnie w amerykańskich filmach już od czasów kina niemego. Wcielał się w tę postać m.in. Francis Ford, starszy brat reżysera Johna Forda, w reżyserowanej przez siebie krótkometrażówce Ostatnia walka Custera (1912). Postać generała już od czasu swojej śmierci budziła kontrowersje. Żona, która dożyła 90 lat, starała się walczyć o dobre imię męża, ale fakty przemawiały przeciwko niemu. Jakby na przekór temu reżyserzy filmowi woleli pokazywać Custera z jak najlepszej strony, czyli jako wybitnego wodza, który zginął na polu chwały. Krytyczny obraz Custera pojawił się w kinie znacznie później za sprawą Małego Wielkiego Człowieka (1970) Arthura Penna. Zrealizowany na początku lat 40. historyczny western Umarli w butach, mimo kilku scenariuszowych głupot, to zdaniem wielu krytyków jeden z najlepszych filmów o słynnym dowódcy unionistów.

Przeprawa

The Passage (1979 / 100 minut)
reżyseria: J. Lee Thompson
scenariusz: Bruce Nicolaysen na podst. własnej powieści Perilous Passage

Podobnie jak w przypadku Białego Bizona J. Lee Thompson znów nie trafił w gust odbiorcy, dla którego film był przeznaczony. Na reżysera spadły gromy, bo film nie spełnił oczekiwań, okazał się inny niż być powinien. Gdy Thompson przystąpił do realizacji filmu wojennego z Anthonym Quinnem i plejadą brytyjskich aktorów to spodziewano się klasycznego akcyjniaka w stylu Dział Nawarony, gdzie Niemcy byliby tylko czarnymi pionkami przeznaczonymi do odstrzału. Zamiast tego mamy tu jednego z najbardziej wstrętnych, a jednocześnie niezmiernie karykaturalnych, portretów nazistowskiego złoczyńcy. Gdy jednak pominie się tę postać to pozostaje komiksowa i lapidarna opowieść sensacyjno-przygodowa osadzona w realiach II wojny światowej.

Viva Zapata!

(1952 / 108 minut)
reżyseria: Elia Kazan
scenariusz: John Steinbeck

Poprawiona wersja tekstu z 9 lipca 2014,
którą 8 czerwca 2018 opublikowano w serwisie film.org.pl w cyklu Czarno na białym.
 

Po trzydziestu latach dyktatorskich rządów Porfiria Diaza nadszedł kolejny trudny okres w dziejach Meksyku. Chłopskie oddziały partyzanckie Pancho Villi (na północy) i Emiliana Zapaty (na południu) walczyły z bronią w ręku, by przywrócić stabilizację w kraju, ograniczyć wpływy armii i odciąć się od zagranicznego kapitału. Rewolucja doprowadziła do kilku detronizacji. Po obaleniu Diaza prezydentem został Francisco Madero, ale na krótko – zginął w zamachu przeprowadzonym przez generała Huertę. Aby zapanował pokój, demokracja i agraryzm musieli zginąć także Zapata i Villa… O rewolucji meksykańskiej powstało wiele filmów, do najciekawszych należą włoskie quasi-westerny Kula dla generała (1966) Damiana Damianiego i Garść dynamitu (1971) Sergia Leone. Wśród amerykańskich produkcji wyróżnia się niesztampowo obsadzony dramat biograficzny Viva Zapata!, w którym rolę meksykańskiego przywódcy zagrał Marlon Brando.

Zdarzenie w Ox-Bow

The Ox-Bow Incident (1943 / 75 minut)
reżyseria: William A. Wellman
scenariusz: Lamar Trotti na podst. powieści Waltera Van Tilburga Clarka

Nevada w 1885 roku. Na wieść o śmierci farmera i kradzieży bydła mieszkańcy pod nieobecność szeryfa formują oddział pościgowy. Nie wierząc w sprawiedliwe sądy obywatele zamierzają schwytać bandytów i powiesić ich bez procesu. Ponad dwudziestu ludzi wyrusza na polowanie i wkrótce znajdują trzech podejrzanie wyglądających mężczyzn podróżujących z bydłem zabitego ranczera. Wnioski nasuwają się same - to muszą być złodzieje i mordercy. Więcej dowodów nie trzeba, żadne zapewnienia i błagania nie pomogą, żadnego przebaczenia i litości nie będzie. Potrzebne jest tylko solidne drzewo nadające się na szubienicę. Wprawdzie istnieje w tym świecie demokracja, ale ona i tak nic nie zmieni, gdy sprzeciwi się siedem osób. To nadal garstka przeciwko dwudziestu samozwańczym szeryfom.

Włoskie kino gatunkowe

W kinie amerykańskim trudno jest czasem odróżnić kino autorskie od gatunkowego, bo niewielu jest twórców takich jak John Cassavetes i Jim Jarmusch (choć z czasem ich przybywa), którzy tworzyli w pełni autorskie dzieła, nie oglądając się na innych i na obowiązującą modę. W przeciwieństwie do nich wielu wybitnych amerykańskich filmowców, takich jak np. Orson Welles, Alfred Hitchcock i Stanley Kubrick, swoje artystyczne eksperymenty umieszczali w filmach, które łatwo przyporządkować do konkretnego gatunku. Welles zaliczył flirt z kinem noir, Hitchcock tworzył kryminały, thrillery i filmy szpiegowskie, zaś Kubrick spróbował swoich sił w science fiction, horrorze, dramacie historycznym i wojennym. Nie ulega jednak wątpliwości, że kręcili oni dzieła autorskie, nawet mimo tego, że Hitchcock nie pisał scenariuszy do swoich filmów - z pewnością jednak przemycił do scenariuszy własną wizję kina.

Pasja życia

Lust for Life (1956 / 122 minuty)
reżyseria: Vincente Minnelli
scenariusz: Norman Corwin na podst. powieści Irvinga Stone'a

Biograficzny dramat o van Goghu - malarzu, znanym nie tylko z ogromnego talentu i umiejętności, ale także z tego, że obciął sobie lewe ucho. Nie jest to najlepszy film Minnellego, bardziej podobał mi się jego mniej znany film, dramat wojenny The Four Horsemen of the Apocalypse (1962) z Glennem Fordem, ale rola holenderskiego malarza, Vincenta van Gogha, to chyba najlepsza kreacja aktorska Kirka Douglasa. Aktor świetnie pokazał ogromne zaangażowanie Vincenta najpierw jako kaznodziei, potem jako wybitnego malarza, zafascynowanego nowym stylem zwanym impresjonizmem. Van Gogh stał się genialny dopiero po śmierci, za życia miał pecha i wszędzie gdzie się pojawiał zrażał do siebie ludzi. Przeżył zawód miłosny, wkrótce związał się z kobietą, ale styl życia van Gogha doprowadził do rozpadu tego związku. Pieniądze, które przysyłał mu brat, Vincent przeznaczał na farby i płótna. Wkrótce poznał Paula Gauguina, innego genialnego malarza, ale ich przyjaźń nie trwała długo - znowu dały o sobie znać dziwactwa, ekscentryzm i wybuchowy charakter van Gogha, które każdego doprowadziłyby do szału.

Pewnego razu na Dzikim Zachodzie, czyli zestawienie najlepszych westernów


Dzikie prerie, konne galopady, ataki Indian, pojedynki rewolwerowców, napady na banki i pociągi, bójki w barze, strzelaniny pochłaniające wiele ofiar - to elementy jednego z najbardziej klasycznych amerykańskich gatunków, westernu. Gatunek ten stopniowo przechodził przemianę - od prostych opowieści o walce dobra ze złem poprzez rozbudowanie psychologii westernowych postaci, a kończąc na całkowitej demitologizacji bohaterów Dzikiego Zachodu. Współcześni reżyserzy przypominają od czasu do czasu jak wyglądał Dziki Zachód i chociaż wśród nowych westernów zdarzają się filmy całkiem udane to nie da się już wytworzyć takiego niepowtarzalnego klimatu, jaki cechował produkcje z klasycznego okresu Hollywood. Zebrałem około 40 westernów z lat 1939-76, które osobiście oceniam bardzo wysoko. Nie ma tu spaghetti westernów, gdyż przeniosłem je do oddzielnego wpisu. Kolejność chronologiczna.