Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sergio Sollima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sergio Sollima. Pokaż wszystkie posty

Czas wyrównać rachunki! Europejskie filmy o zemście



Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Bóg wykorzystuje jednych ludzi, aby ukarać nikczemność innych, i zanim ich unicestwi, czyni z nich w pewnym stopniu katów.
Plutarch

Zemsta to temat uniwersalny, rozumiany w każdym zakątku świata, znany już od najdawniejszych czasów. Najstarszy znany zbiór praw, tak zwany Kodeks Hammurabiego, pochodzi ze starożytnego Babilonu (z XVIII wieku przed naszą erą) i wykorzystuje prawo odwetu, co stawia znak równości pomiędzy zemstą a wymierzaniem sprawiedliwości. „Jeśli obywatel oko obywatelowi wybił, oko wybiją mu. Jeżeli kość obywatel złamał, kość złamią mu”. Zaprowadzając winnego przed sąd poszkodowany lub krewny ofiary mógł liczyć na uczciwe rozliczenie się z oprawcą. Istniało jednak pewne „ale”. W kodeksie zapisano wszakże: „Jeśli ktoś kogoś oskarżył i rzucił nań podejrzenie o zabójstwo, zaś tego mu nie udowodnił, ten, kto go oskarżył, poniesie karę śmierci”. Dlatego bezpieczniej było wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę.

Poliziottesco. Krew, pot i strach...


Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Bardzo łatwo jest mówić, że włoskie kino sensacyjne lat siedemdziesiątych jest imitacją amerykańskich filmów typu Bullitt (1968), Brudny Harry (1971) i Francuski łącznik (1971). Geneza gatunku zwanego poliziottesco jest bardziej złożona i związana jest z sytuacją polityczną i społeczną we Włoszech pod koniec lat sześćdziesiątych, po tak zwanej „gorącej jesieni”. Pewnym przełomem był koniec roku 1969, kiedy doszło do zamachu bombowego na Piazza Fontana w Mediolanie. Zginęło wówczas 17 osób, 88 odniosło obrażenia. W roku następnym powstała organizacja terrorystyczna Czerwone Brygady, która zasłynęła porwaniem i zabójstwem premiera Włoch Alda Moro w 1978. Całe lata siedemdziesiąte to był „czas ołowiu”, wystrzelono mnóstwo kul, zdetonowano wiele bomb, policja była bezradna, a obywatele żyli w ciągłym strachu.

Pewnego razu w Almerii. 10 europejskich westernów


Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

„Każda broń gra swoją własną melodię”.* Każdy spaghetti western jest inny, nawet jeśli wszystkie wyglądają podobnie. Przewijają się podobne typy postaci, identyczne są elementy ikonografii, a motyw zemsty występuje niemal wszędzie. No cóż… taki jest ten świat, można go zaakceptować lub nie. Dzięki Quentinowi Tarantino coraz więcej osób polubiło westerny, ale wciąż mało sięga po atrakcyjne starocia.

Na podstawie mitologii stworzonej w Stanach Zjednoczonych Włosi wykreowali własną mitologię wraz ze swoim panteonem bóstw i asów. Sergio Leone nie był pierwszy, ale to on znalazł sposób jak przyciągnąć do kin krajową publiczność. Fabułę samurajskiego dramatu Straż przyboczna (1961) przeniósł na meksykańsko-amerykańskie pogranicze drugiej połowy XIX wieku. Wprawił w ruch machinę, która nie zawsze działała jak należy, ale powstało dzięki niej kilka wartościowych, niezapomnianych obrazów.

Miasto przemocy

Città Violenta / Violent City (1970 / 104 minuty)
reżyseria: Sergio Sollima
scenariusz: Sauro Scavolini, Gianfranco Calligarich, Lina Wertmüller, Sergio Sollima
fabuła: Dino Maiuri & Massimo De Rita

Jeden z najbardziej reprezentatywnych poliziotteschi, chociażby ze względu na tytuł. Historia gatunku odnotowała takie tytuły jak Roma Violenta, Napoli Violenta, Milano Violenta, a w tym przypadku mamy do czynienia po prostu z miastem. Nieważne jakim. To może być np. miasto w Ameryce, skoro po ulicach biega Charles Bronson. Wszędzie panoszy się przemoc i bezprawie, a najlepsze filmy na ten temat robili Włosi, Francuzi i Amerykanie. W filmie Sergia Sollimy obecna jest cząstka każdej z tych trzech kinematografii, co widać choćby po doborze aktorów. W obsadzie jest Włoch (Umberto Orsini), Francuz (Michel Constantin) i dwóch Amerykanów o europejskich korzeniach (Charles Bronson i Telly Savalas). Muzykę przygotował Ennio Morricone, a scenę pościgu - Rémy Julienne. I jest widowisko! Nic tylko oglądać!

Powrót Cuchillo!

Corri Uomo Corri! (1968 / 120 minut)
scenariusz i reżyseria: Sergio Sollima

Manuel Sanchez zwany Cuchillo (czyli Nóż po hiszpańsku) to jedna z najciekawszych postaci w historii włoskich westernów. Były rewolucjonista i zręczny nożownik po utracie wiary w powstańcze ideały stał się maverickiem, politycznie niezależnym zawadiaką, szukającym łatwej okazji do zarobienia grubej forsy. Pierwszy film, w którym ów bohater się pojawił nosi tytuł La Resa dei Conti (czyli Dzień rozliczenia) i jest jednym z najlepszych spaghetti westernów jakie nakręcono. W rolę Cuchillo rewelacyjnie wcielił się Tomas Milian. Dzięki jego mistrzowskiej kreacji, nieokiełznanej energii i magnetycznej osobowości jasne jest, że 100 minut z tym bohaterem to było zdecydowanie za mało. Sergio Sollima doszedł do takiego samego wniosku, w efekcie czego zrealizował dwugodzinną kontynuację jego przygód.

Kino wielkiego kalibru

wł. Revolver / amer. Blood in the Streets (1973 / 110 minut)
reżyseria: Sergio Sollima
scenariusz: Arduino Maiuri, Massimo De Rita, Sergio Sollima

Różne czynniki decydują o tym, który film zapisze się w historii jako dzieło wybitne, klasyczne lub kultowe. Czasem decyduje o tym tematyka, czasem nazwisko reżysera lub zabawne dialogi, innym razem nowatorskie zabiegi formalne. Są jednak filmy, które zachwycają solidnym rzemiosłem i oczarowują klimatem, a jednak wielu kinomanów o nich nie słyszało. Do takich zapomnianych dzieł należy bez wątpienia włoski kryminał Sergia Sollimy pt. Revolver. To taki współczesny western o miłości, przemocy i podejmowaniu trudnych decyzji. Zaczyna się od rozpaczliwej ucieczki dwóch kryminalistów, z których jeden nie dożywa nawet początkowych napisów. Po czołówce mamy zaś kolejną ofiarę - potentat naftowy zostaje zastrzelony w Paryżu. Już na wstępie mamy więc jasno przedstawiony brutalny świat, w którym problemy rozwiązuje się za pomocą rewolweru.

Colorado, Cuchillo i świszczące kule

Colorado (pl, fr) / La resa dei conti (wł) / The Big Gundown (amer) 
(1966 / 105 minut)
reżyseria: Sergio Sollima
scenariusz: Sergio Donati, Sergio Sollima

Rok 1966 to bez wątpienia czas przełomowy dla włoskiej odmiany westernu. Obfitował on w szereg sztandarowych pozycji, z których na szczególne wyróżnienie zasługują filmy trzech Sergiów: Leone, Corbucciego i Sollimy. Ci sprawni warsztatowo filmowcy tchnęli nową jakość w upadający gatunek, który w Ameryce miał długą tradycję. Stworzyli oni obrazy odmalowujące za pomocą mrocznych barw bezkresne przestrzenie Dzikiego Zachodu i jego nieodłącznych bohaterów: rewolwerowców, łowców nagród, bandytów, jeźdźców znikąd. Gdy Richard Brooks realizował w Kalifornii i Nevadzie Zawodowców, po drugiej stronie Atlantyku, w hiszpańskiej Andaluzji, Sergio Sollima pokazał amerykańsko-meksykańskie pogranicze wcale nie gorzej niż jego amerykański kolega po fachu.

Jankes w Teksasie, czyli o filmie „Twarzą w twarz”

Faccia a faccia (1967 / 112 minut)
reżyseria: Sergio Sollima
scenariusz: Sergio Donati, Sergio Sollima

Kino wojenne lub historyczne nie ma zbyt wielu mistrzów, którzy specjalizowaliby się w tych konkretnych gatunkach, bo ich specyfika, monumentalizm i epickość sprawiają, że reżyserzy nie chcą już do tego wracać i wolą nakręcić coś skromniejszego. Inaczej jest z westernami, bo klimat Dzikiego Zachodu bardziej wciąga nie tylko widzów lecz także twórców filmowych. Tak przynajmniej było dawniej - gdy ktoś nakręcił western nie mógł się powstrzymać przed realizacją kolejnego, a potem jeszcze następnego. Dlatego reżyserów specjalizujących się w tym gatunku było mnóstwo, szczególnie w latach 50-tych i 60-tych. Jednym z mniej znanych, ale zasługujących na uwagę jest Sergio Sollima, który w drugiej połowie lat 60-tych nakręcił trzy spag-westy z Tomasem Milianem na pierwszym planie.

Włoskie kino gatunkowe

W kinie amerykańskim trudno jest czasem odróżnić kino autorskie od gatunkowego, bo niewielu jest twórców takich jak John Cassavetes i Jim Jarmusch (choć z czasem ich przybywa), którzy tworzyli w pełni autorskie dzieła, nie oglądając się na innych i na obowiązującą modę. W przeciwieństwie do nich wielu wybitnych amerykańskich filmowców, takich jak np. Orson Welles, Alfred Hitchcock i Stanley Kubrick, swoje artystyczne eksperymenty umieszczali w filmach, które łatwo przyporządkować do konkretnego gatunku. Welles zaliczył flirt z kinem noir, Hitchcock tworzył kryminały, thrillery i filmy szpiegowskie, zaś Kubrick spróbował swoich sił w science fiction, horrorze, dramacie historycznym i wojennym. Nie ulega jednak wątpliwości, że kręcili oni dzieła autorskie, nawet mimo tego, że Hitchcock nie pisał scenariuszy do swoich filmów - z pewnością jednak przemycił do scenariuszy własną wizję kina.

Kino globalne - 12 najlepszych filmów świata

Ostatnio częstym przedmiotem dyskusji był opublikowany przez magazyn Sight & Sound ranking najlepszych filmów świata. I po raz kolejny krytycy i ludzie filmu próbowali przekonać wszystkich, że Obywatel Kane, Osiem i pół i 2001: Odyseja kosmiczna to dzieła wybitne. A przecież w niczym nie są lepsze na przykład od Rambo czy Terminatora. Znawcy biorący udział w takich rankingach trzymają się zwykle reguły, by uwzględniać tylko te produkcje, które przytaczane są w niemal każdym opracowaniu dotyczącym historii kina. Nie widać u nich subiektywnego spojrzenia, jakie cechuje prawdziwych kinomanów, rządzi zaś metoda: „Ten film uznano za wybitny, więc trzeba koniecznie go wyróżnić”.

Dobrzy, źli i brzydcy - o najlepszych spaghetti westernach


Gdy Sergio Leone bez wiedzy Kurosawy przerobił jego Straż przyboczną (1961) na western nie mógł przypuszczać, że rozpoczyna właśnie nowy nurt w historii kina gatunkowego. Ale upływ czasu pokazał, że Leone stworzył nowy gatunek, mimo iż zaczerpnął fabułę z dalekiej Azji. Spaghetti westerny były ostro krytykowane przez recenzentów, ale chętnie oglądane przez widzów mniej więcej do roku 1968. Wtedy właśnie odnotowano gwałtowny spadek popularności gatunku. W ciągu tych pierwszych lat powstało tak wiele spaghetti westernów, że widzowie bardzo szybko się nimi znudzili. Mimo to ze zmiennym powodzeniem realizowano włoskie westerny do drugiej połowy lat 70. Wśród natłoku wielu badziewi i przeciętnych imitacji Leone można znaleźć kilka perełek, które są wciąż odkrywane przez pasjonatów kina.

Awanturnicy i poszukiwacze, czyli o filmach przygodowych


Czy istnieje jakiś przepis na dobry film przygodowy? Trudno powiedzieć, bo jak sugeruje poniższy ranking produkcje są różne, od komediowych, typowo rozrywkowych do poważnych dramatów osadzonych w historycznych czasach. Jednak większość opisanych produkcji to lekkie filmy dostarczające rozrywki i emocji, poprawiające humor. Bo im sceny na ekranie bardziej nieprawdopodobne, tym lepiej można przez nie przebrnąć, jeśli są wzbogacone o humor i ironię, które mówią nam, abyśmy nie traktowali tego na poważnie, tylko rozluźnili się i wczuli w klimat. A wtedy będziemy się świetnie bawić. I opowiadana historia nie musi być oryginalna, wystarczy „rzucić” bohaterów w wir niesamowitych wydarzeń, rozgrywających się w egzotycznych, malowniczych plenerach, fotografowanych tak, abyśmy uwierzyli, że to plenery naturalne, a nie jakiś park rozrywki. Ważny jest w tym gatunku dobór ekipy zajmującej się techniczną i wizualną stroną dzieła oraz dobór obsady, szczególnie bohaterowie pozytywni powinni być charyzmatyczni. Mile widziany jest też rozmach inscenizacyjny, a kaskaderów powinno być więcej niż twórców efektów specjalnych.