Piraci. Rozdział 4: Silver & Gold

Black Sails (2017 / 10 epizodów)
pomysł serii: Jonathan E. Steinberg, Robert Levine

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl 
jako część artykułu zbiorczego na temat serialu (link)

Wreszcie musiał nadejść ten moment, gdy kończy się pewna ekscytująca przygoda. Ten koniec został bardzo rozważnie przemyślany - od początku mówiło się o czterech sezonach. Dłużej tej historii twórcy nie zamierzają ciągnąć, lecz nie wykluczone, że sukces serialu przyczyni się do powstania innych produkcji o piratach. Tak jak sukces Wikingów dał zielone światło na realizację Upadku królestwa (od 2015) według Wojen Wikingów Bernarda Cornwella. Temat morskich wojaży i podbojów to materiał na szereg fascynujących opowieści, w których znajdzie się miejsce na multum interesujących motywów. Walka o władzę i wpływy, zdrada ideałów lub poświęcenie dla idei, trudne decyzje i ich brutalne konsekwencje. Takie tematy nigdy się nie zdezaktualizują, pozostaną wieczne.

Gdy Anglicy toczyli walki z Hiszpanami potrzebowali pomocy korsarzy. Po zakończeniu wojny stali się już taką potęgą, że nie potrzebowali dawnych sojuszników. Przeciwnie, zamierzali ich zniszczyć. Piraci w tej walce byli bez szans. Nie oznacza to jednak, że zło zostanie w końcu wytępione z Nassau. To miasto za czasów piratów rozwijało się, kwitł handel i gospodarka. Aż do czasu, gdy Anglicy postanowili to zmienić. Ich kraj to zło wcielone, największa potęga kolonialna, która nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć cel. W naturę przedstawicieli tego kraju wpisana jest hipokryzja - mogą rabować, gwałcić i zabijać, co nie przeszkadza im w osądzaniu i karaniu piratów za to, że rabują, gwałcą i zabijają.

Mimo iż piraci w tym serialu noszą angielskie nazwiska nie mają ojczyzny. Ich baza to położona na Bahamach wyspa New Providence ze stolicą w Nassau (dawniej Charles Town). Nic dziwnego, że chcieli walczyć o tę ostatnią przystań, miejsce z którym są bardzo mocno związani. Nie można wiecznie podróżować po oceanach, trzeba mieć swoje gniazdo, aby po trudach podróży odpocząć, wyleczyć rany, zabawić się. W serialu takie sentymenty są obecne, na twarzach tych ludzi maluje się tęsknota za tym, co utracili. Pojawia się iskierka nadziei, lecz coraz dobitniej wyraża się świadomość przegranej. Nad czarnymi żaglami pojawiają się czarne chmury - widmo nieuchronnego końca jest coraz bliżej.


Black Sails to jednak prequel do Wyspy skarbów Roberta Louisa Stevensona, a więc to tylko koniec pewnego rozdziału, a nie koniec historii. Historia będzie toczyć się dalej, póki będą ludzie na tyle ciekawi i wyraziści, by o nich pamiętać. Bo to, co nazywamy historią i uczymy się jej w szkole to opowieści o ludziach, których życie było barwne, obfitujące w przygody. Opowieści, w które wierzymy lub nie. Po upływie czasu przestaje mieć znaczenie, co było prawdą, a co zostało dopowiedziane przez poetów i gawędziarzy. Dla jednych gubernator Woodes Rogers będzie bohaterem, dla innych to właśnie piraci będą tymi, którzy zasłużyli na szacunek, lecz ich zdradzono i oszukano.

Dawno już skończyły się czasy klasycznych filmów płaszcza i szpady, w których licznym perypetiom towarzyszyły krótkie i nierzadko zabawne kwestie. W serialu telewizji Starz dominują długie konwersacje. Gdy rozmówca kończy zdanie widz już zapomina jaki był początek rozmowy. Niektóre sceny wyglądają zresztą nie jak rozmowy, ale jak monologi, gdyż w przeciwieństwie do dyskusji polityków nikt tu nikomu nie przerywa, czekając cierpliwie na puentę. Takie hamletowskie sceny rażą tym bardziej, gdy aktorski warsztat okazuje się mierny. Jessica Parker Kennedy (Max) wypowiada swoje kwestie w sposób syntetyczny, jak cyborg.

Mężczyźni bardziej przekonująco wypadli w tej historii, niektórym wystarczyło tylko groźne spojrzenie. Przykładem może być Israel Hands (David Wilmot), nowa postać w tym uniwersum. Postać autentyczna, której losy złączono tu z fikcyjnym Johnem Silverem, w rzeczywistości pływała u boku Edwarda Teacha, w którego wcielił się Ray Stevenson. Pisząc o poprzednim sezonie miałem nadzieję, że słynny Czarnobrody zostanie lepiej wykorzystany przez scenarzystów. Niestety, autorzy mieli inne plany związane z tym bohaterem. Zasugerowali się przekazami, według których Teach, w odróżnieniu od większości słynnych piratów, nie był okrutnikiem. Zaprezentowali go więc jak ofiarę, a nie złoczyńcę. Wiadomo, że nie dożył późnej starości, ale jego koniec w tym serialu jest z pewnością zaskakujący dla widza.
.

Najlepiej wypadł Luke Arnold w roli Długiego Johna Silvera i tak pewnie miało być. Głównym motywem jest właśnie ewolucja tej postaci. W trakcie jednej z ciekawszych konwersacji Silver mówi do Flinta, że zanim go poznał jego życie nie miało znaczenia. Opowiedział wtedy jakąś historię z przeszłości, ale nie była ona prawdziwa. Nie zmyślił jej dlatego, aby kogoś oszukać, lecz dlatego, by nadać swojemu życiu jakiś sens. Dopiero gdy trafił na piracki okręt zaczęła się kształtować jego historia, dopiero wtedy mógł złapać wiatr w żagle i ruszyć ku swojemu przeznaczeniu. Wszystko, co było przedtem nie miało już znaczenia. Poznał nowych przyjaciół, na czele z kapitanem Flintem. Poznał także miłość swojego życia. Plusem serialu jest to, że wątki miłosne (John i Madi, Woodes i Eleanor) przedstawiono bez sentymentów, z dużą dozą wiarygodności. Należy podkreślić, że sceny seksu ograniczono do niezbędnego minimum.

Nie udało się utrzymać tendencji zwyżkowej, to znaczy nie udało się przebić trzeciego sezonu, który od pierwszego do ostatniego odcinka stanowił zwartą, kapitalnie opowiedzianą historię. Seria finałowa ma swoje mocne strony. Karaibska przygoda wpłynęła na niektóre charaktery bardzo pozytywnie. John Silver i kapitan Flint z każdym kolejnym sezonem stawali się bliżsi widzom, wzbudzali coraz większą sympatię. Inaczej niż na przykład Billy Bones, którego morskie fale wyrzuciły na ciemną stronę, czyniąc go inspiratorem chaosu i anarchii. Są też takie postacie, na które dopiero czeka przygoda, np. Mary Read, pojawiająca się w ostatnim odcinku. Po cichu liczę na spin off z udziałem Mary Read i Anne Bonny, choćby dlatego, że druga z wymienionych postaci, występująca w serialu od samego początku, nie została w pełni wykorzystana przez scenarzystów.

Myślę, że finał zaskoczy nawet tych, którzy znają powieść Stevensona. Atutem finałowego odcinka jest jego dwuznaczność. Zwykle podczas pisania ostatniego epizodu autorzy starają się jasno i logicznie zamknąć wszystkie wątki, by widz był w pełni usatysfakcjonowany. Jonathan E. Steinberg i Robert Levine, czyli osoby odpowiedzialne za cały serial, postawili na ambiwalentność, sugerując że może istnieć drugie dno. Dało to odpowiedni efekt, gdyż spowodowało szereg dyskusji wśród fanów serialu. Między Black Sails i książką Stevensona pozostała luka, którą widz sam może wypełnić. Potem pozostaje już tylko czekanie na serialową adaptację Wyspy skarbów.

Jako całość jest to bez wątpienia udana produkcja. Będzie się ją wspominać jako jeden z najlepszych seriali o piratach. Właściwie to niewiele w historii telewizji jest dobrych produkcji o tej tematyce. Przypominam sobie tylko atrakcyjne włoskie miniseriale: Sandokan (1976) Sergia Sollimy oraz Szpiedzy i piraci (Caraibi, 1999) Lamberta Bavy. Ale ze względu na niewielką ilość odcinków można je traktować jak rozbudowane filmy. Black Sails to produkcja innego rodzaju, poza tym powstała w czasach, gdy rocznie powstaje multum kapitalnych seriali, a mimo to nie pozostaje w tyle, stanowiąc godną konkurencję dla najlepszych.

1 komentarze:

  1. Kurcze, chciałbym z tobą podyskutować o Black Sails, ale ten serial dopiero przede mną. Inaugurację planuję na majowy weekend i wiem, że będę zadowolony, bo tematykę uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń