ZBRODNIA, TAJEMNICA, SUSPENS. 15 najlepszych filmów Alfreda Hitchcocka


Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Nie ma drugiego reżysera takiego jak Alfred Hitchcock, który wywarłby tak ogromny wpływ na przyszłe pokolenia. Dzisiaj właściwie każdy trzymający w napięciu film można nazwać hitchcockowskim thrillerem i każdy wie, o co chodzi. Tak jakby był on twórcą tego gatunku. On jednak z thrillera, który był gatunkiem niższej klasy wydobył całą kwintesencję, ukształtował go tak mocno, że gatunek zaczął się kojarzyć z prawdziwym kinowym doznaniem, a więc generatorem suspensu, emocji i strachu. Trudno zaliczyć reżysera do mistrzów kryminału, ponieważ kryminał kojarzy się z łamigłówkami, a Hitchcocka nie interesowały łamigłówki. Chodziło mu o efekt suspensu, który jest cechą charakterystyczną thrillera. Jego zdaniem suspensu nie osiąga się finałowymi twistami, lecz stopniowaniem napięcia przez cały film, a więc wykładając powoli poszczególne karty, nawet jeśli ma to oznaczać podanie tożsamości mordercy zbyt wcześnie.

Urodzony w Londynie filmowiec nakręcił ponad pięćdziesiąt filmów w ciągu pięćdziesięciu lat (nie liczę krótkich metraży i odcinków seriali telewizyjnych). Pokaźna filmografia sugeruje, że był raczej rzemieślnikiem, a nie artystą. I rzeczywiście stworzył wiele rzemieślniczych, nie do końca przemyślanych obrazów, ale najwięcej takich można znaleźć w początkach kariery. Można to wytłumaczyć jako poszukiwanie drogi twórczej, ćwiczenie sztuki inscenizacji i kształtowanie stylu. Z około czterdziestu obejrzanych przeze mnie filmów Hitchcocka postanowiłem wybrać piętnaście. Wybór subiektywny, ale raczej pozbawiony kontrowersyjnych propozycji – większość filmów to produkcje znane i cenione przez liczne grono odbiorców. Kolejność chronologiczna – myślę, że ma ona sens, gdyż oglądając filmy w takiej kolejności dobrze widać, jak reżyser formował swój charakter i udoskonalał swój warsztat.

1. 39 kroków (The 39 Steps, 1935)


Najdoskonalszy film Hitchcocka z lat trzydziestych. Niektórzy wprawdzie doceniają jeszcze obraz Starsza pani znika (The Lady Vanishes, 1938) na motywach opowiadania The Wheel Spins Ethel Liny White, ale ten film – mimo iż warsztatowo świetny – nie dostarczył mi wielkiej porcji rozrywki. Przydługi wstęp i absurdalne zbiegi okoliczności osłabiły, moim zdaniem, poziom suspensu. 39 kroków jest według mnie produkcją bardziej spójną i przemyślaną, ale i w karierze Hitchcocka również przełomową. Wyciągając wnioski ze średnio udanego Człowieka, który wiedział za dużo (1934) powstał niemal perfekcyjny thriller szpiegowski, gdzie bohaterowie jak po sznurze podążają z punktu A do punktu B, napotykając liczne przeszkody. Wspomagając się tekstem Charlesa Bennetta reżyser sportretował postać everymana wplątanego przypadkowo w intrygę związaną z morderstwem. Relacja pomiędzy parą głównych bohaterów przypomina popularne w tamtych czasach komedie typu screwball. Po latach okaże się, że tematy przedstawione w tym filmie interesują reżysera najbardziej, bo jeszcze niejednokrotnie do nich wrócił. Ale mimo iż stworzył potem masę arcydzieł, ten skromny film z lat trzydziestych wciąż trzyma wysoki poziom. Nie można również pominąć wkładu aktorów. Madeleine Carroll i Robert Donat zupełnie inaczej wykorzystali sukces filmu. Dla aktorki, gwiazdy brytyjskiego kina, ta rola stała się przepustką do Hollywood (choć już wcześniej zaliczyła występ u Johna Forda). Natomiast Robert Donat po zagraniu hrabiego Monte-Cristo w amerykańskiej adaptacji z 1934 mógł zrobić karierę w USA, jednak występ u Hitchcocka sprawił, że aktor postanowił pozostać w Anglii. I za rolę w angielskim filmie dostał Oscara (Żegnaj, Chips, 1939).

2. Rebeka (Rebecca, 1940)


Czy ten film zasługiwał na Oscara w kategorii najlepszy film jest kwestią sporną. Choć nagrodę odebrał producent David Selznick, to moim zdaniem należą się brawa Akademii Filmowej za to, że dostrzegła mistrzostwo u reżysera, który dopiero zaczynał karierę w Stanach Zjednoczonych. Czas pokazał, że był to twórca nieprzeciętny, tworzący filmy wysokiej jakości i wybierający bardzo dobry materiał literacki, który daje dużo możliwości zarówno reżyserowi jak i aktorom. Daphne du Maurier to jedna z ciekawszych angielskich pisarek, a Hitchcock – być może ze względu na angielskie pochodzenie – potrafił doskonale przenieść na ekran kornwalijski klimat jej książek, łączący zmysłowość i mrok (Oberża Jamajka, mimo słabszych ocen, również jest udaną ekranizacją). W obsadzie Rebeki dominują aktorzy o brytyjskich korzeniach, przez co wpływ amerykańskiej wytwórni (Selznick International Picture) nie jest mocno dostrzegalny. Powstał stylowy i mroczny melodramat gotycki z interesującym wątkiem tajemnicy. Autorami scenariusza są Robert E. Sherwood (amerykański dramaturg z trzema Nagrodami Pulitzera) i Joan Harrison (sekretarka Hitchcocka od 1933). Z dzisiejszej perspektywy najciekawszym zabiegiem reżysera jest rezygnacja z retrospekcji, przez co tytułowa postać jest w znacznym stopniu tajemnicza i fascynująca.

3. Cień wątpliwości (Shadow of a Doubt, 1943)


Z tego co zauważyłem film nie jest zbyt doceniany przez współczesnych widzów, ale moim zdaniem reżyser pokazał tutaj absolutne mistrzostwo w kwestii techniki, kreatywności i prowadzenia aktorów. W publikacji Film Art. Sztuka filmowa. Wprowadzenie David Bordwell i Kristin Thompson potwierdzili klasę tego twórcy między innymi na przykładzie tego filmu. Wybrali pozornie banalną scenę, którą przeanalizowali, zwracając uwagę na znaczące drobiazgi. Żadne słowo nie jest wypowiedziane ot tak, by zapełnić czas ekranowy – wszystko jest przemyślane w każdym szczególe i ma głębszy sens w kontekście całego dzieła. Na pozór ten film sprawia wrażenie najmniej eksperymentalnego ze wszystkich filmów Hitchcocka z lat czterdziestych, ale opisany w scenariuszu inteligentny konflikt charakterów (który współtworzyła żona reżysera Alma Reville) był dla mistrza suspensu okazją do stworzenia złożonego formalnie thrillera. Źródłem napięcia jest kontrast pomiędzy spokojną prowincją i wkraczającym w jej świat mordercą. Ten niepozbawiony zjadliwej ironii obraz jest jak kapsuła czasu, która ujawnia cynizm, hipokryzję i niepokoje czasów wojny. Joseph Cotten zagrał tu swoją życiową rolę, a Teresa Wright, która za wszystkie (!) poprzednie role zdobyła nominacje do Oscara, ujmuje wdziękiem i naturalnością. Praca kamery doskonale podkreśla stan psychiczny bohaterów, ciągle wyczuwa się atmosferę zagrożenia i niepewności.

4. Osławiona (Notorious, 1946)


Urzeczona, Osławiona i Poniżej zwrotnika Koziorożca – te filmy oprócz nazwiska reżysera łączy nazwisko wybitnej aktorki Ingrid Bergman. Drugi tytuł jest z tego grona najlepszy, zarówno jeśli chodzi o wyrazistą kreację aktorską jak i treść filmu, na pozór sensacyjną i niewiarygodną, lecz ukrywającą psychologiczną głębię. Świat po drugiej wojnie światowej przepojony cynizmem, paranoją i nieufnością jakby na progu kolejnej wojny, której symbolem są ukryte w butelkach po winie zasoby uranu. Po jednej stronie zdrajcy, po drugiej nazistowskie kanalie, a pośrodku dwoje szpiegów krążących pomiędzy miłością i obowiązkiem. Agenturalna działalność nie ma tu nic wspólnego z przygodą, jest ciężkim doświadczeniem wywołującym przede wszystkim uczucie rozgoryczenia. Film początkowo powstawał pod nadzorem Davida Selznicka, ale Hitchcockowi szczęśliwie udało się wyzwolić spod jego wpływu i objąć posadę producenta. W efekcie tego powstało kino niezwykłe pod względem narracyjnym i stylistycznym, ale jeszcze nie w pełni dojrzałe. W latach czterdziestych twórca Osławionej podejmował się dość ryzykownych projektów, zyskując opinię ambitnego artysty, lecz jeszcze nie kompletnie ukształtowanego reżysera.

W moim umyśle zbudowałam fałszywe obrazy i siedziałam przed nimi. Nigdy nie miałam odwagi, żeby zażądać prawdy.
Daphne du Maurier, Rebeka

5. Trema (Stage Fright, 1950)


Pierwsze barwne dzieła Hitchcocka, Sznur (1948) i Poniżej zwrotnika Koziorożca (1949), były totalną porażką w kinowych kasach. To także jedyne obrazy powstałe pod szyldem wytwórni Transatlantic Pictures, założonej przez Alfreda Hitchcocka i Sidneya Bernsteina. Nie udała się ta spółka i choć wspomniane filmy dzisiaj są oceniane lepiej, to była to porażka w pełni uzasadniona. Nadmierna teatralność oraz duże skupienie uwagi na stronie formalnej zamiast na intrydze poskutkowało bankructwem. Na szczęście kariery Hitchcocka to nie zatrzymało i kolejny swój film osadził w Londynie, między innymi w prestiżowej uczelni teatralnej Royal Academy of Dramatic Art. Chociaż dzisiaj ten film nie jest dobrze pamiętany, warto go znać, bo cechy twórczości Hitchcocka wzorowo łączą się tu w zgrabną całość. Stosując elementy melodramatu i kryminału reżyser swoim przenikliwym i ironicznym spojrzeniem portretuje obłudne społeczeństwo. Zabawne, że pokazując zakłamanie sam również oszukuje, włączając do filmu retrospekcję, która ma zmylić widza. Napięcie zostało wykreowane bardzo pomysłowo, zostały wprowadzone motywy, które są kluczem, na przykład motyw teatru symbolizujący kontakty międzyludzkie pełne nieszczerych wyznań, sztucznych słów i aktorskich trików. W filmie wystąpiła Marlena Dietrich, ale słowa uznania muszę skierować w stronę Jane Wyman, która świeżo po zdobyciu Oscara za Johnny'ego Belindę (1948) po raz kolejny zabłysnęła talentem, wiarygodnie odgrywając postać... początkującej aktorki.

6. Nieznajomi z pociągu (Strangers on a Train, 1951)


Ten film ma kilka zgrzytów, takich jak finał, w którym dla lepszego efektu zastosowano idiotyczny zwrot akcji, ale jest też wiele plusów. Motyw zaczerpnięty z powieści Patricii Highsmith i przerobiony na scenariusz przez Raymonda Chandlera czyni z tego dzieła produkcję niezapomnianą i wielokrotnie cytowaną. Jednak reżyser także udowadnia swoją kreatywność, realizując niektóre sceny po mistrzowsku, wydobywając z nich potencjał, tworząc z prostoty coś niebanalnego, co stanie się źródłem inspiracji. Odkryciem roku stał się operator Robert Burks – jego styl pracy tak przypadł do gustu reżyserowi, że postanowili kontynuować współpracę. Nie przypadkiem Burks stał za kamerą najdoskonalszych technicznie filmów Hitchcocka – gdy reżyser miał pomysł na jakieś nietypowe ujęcie, ten operator doskonale wiedział jak ten pomysł zrealizować. Razem nakręcili dwanaście filmów. Ale jeśli dzisiejszy widz coś zapamięta z Nieznajomych z pociągu, to raczej nie będą to ciekawe ujęcia, lecz wspaniała kreacja Roberta Walkera, który w roli Bruna jest postacią niezwykle intrygującą. Niestety była to jedna z ostatnich ról tego aktora, zmarł w 1951 roku. David Selznick rozbił jego małżeństwo z Jennifer Jones, co mogło mieć wpływ na jego śmierć.

7. Wyznaję (I Confess, 1953)


Czyniąc głównym bohaterem księdza, który uwikłał się w romans z kobietą, Hitchcock zahaczył o społeczne tabu i wywołał protesty purytańskiej społeczności Stanów Zjednoczonych. A w niektórych krajach film został zakazany. To tylko wzmocniło zainteresowanie filmem, a reżyser wyjaśniał, że interesował go przede wszystkim wewnętrzny konflikt bohatera granego przez Montgomery'ego Clifta. Rozdarty jest on pomiędzy obowiązkiem społecznym i kapłańskim. Ten pierwszy nakazuje mu wydać mordercę, który przyznał się do zbrodni. Ten drugi jednak każe mu tego nie robić, bo wyznanie miało miejsce w konfesjonale. Taka postawa prowadzi do podejrzeń, niepokojów, refleksji. Wykorzystując pomysł z francuskiej sztuki Nasze dwa sumienia (Nos deux consciences, 1902) Paula Anthelma brytyjski filmowiec szukał odpowiedzi na pytanie czy istnieje jeden słuszny wybór, jedno sumienie. Siła filmu nie tkwi w stronie formalnej, ale w historii, która prowokuje do przemyśleń, lecz nie przynosi jednoznacznej odpowiedzi. Rzeczywistość jest zbyt skomplikowana, nic nie jest proste i klarowne.

8. M jak morderstwo (Dial M for Murder, 1954)


Chociaż w latach czterdziestych Hitchcock przekonał się, że reguła trzech jedności nie przyciąga do kin widzów, nawet mimo świetnej obsady, nie zamierzał z tego rezygnować. W roku 1954 ukończył dwa filmy, które od ówczesnych teatrów telewizji odróżniał tylko kolor. No może nie do końca, bo M jak morderstwo miało przyciągać wykorzystaniem techniki trójwymiarowej, lecz dzisiaj nie ona jest największą atrakcją. Reżyser starannie skoncentrował się na intrydze, badając po raz kolejny zjawisko zwane morderstwem doskonałym (tak zresztą zatytułowano udany remake Andrew Davisa). Opowieść została zaadaptowana ze sztuki teatralnej Fredericka Knotta (tego samego, który napisał później świetne Wait Until Dark).

Hitchcockowi udało się zatrudnić autora oryginału w charakterze scenarzysty i zadbał o to, by zachować charakterystyczną dla sztuki kameralność. Na ograniczonej przestrzeni rozgrywa się pełna napięcia partia szachów, gdzie ważny jest spryt, inteligencja, zdolność wyłapywania szczegółów, a także umiejętność wyciągania wniosków. To idealny przykład filmu, w którym napięcie wynika nie stąd, że trudno przewidzieć rozwiązanie, ale stąd, że odbiorca wie znacznie więcej niż bohaterowie. Wie, gdzie znajduje się wyjście z labiryntu, które jedni chcą odkryć, inni próbują w tym przeszkodzić. Nie przypadkiem ważnym rekwizytem, który zmienia całą sytuację jest klucz – prosty symbol oznaczający rozwiązanie zagadki. M jak morderstwo cechuje się wspaniałą grą aktorską i można tylko żałować, że Ray Milland już więcej nie wystąpił u tego reżysera. Warto też zwrócić uwagę na odtwórcę roli inspektora Hubbarda. Anglik John Williams wcielał się w tę postać także na Broadwayu i w telewizyjnej wersji z 1958. Z Hitchcockiem pracował przy trzech filmach kinowych i był częstym gościem w programie Alfred Hitchcock przedstawia (m.in. rola mordercy żony w odcinku Back for Christmas [1956]).

9. Okno na podwórze (Rear Window, 1954)


Na pozór wydaje się, że realizując Okno na podwórze reżyserowi przyświecał podobny zamysł, co przy filmie M jak morderstwo. Zamysł bazujący na tym, aby inspirując się krótkim dziełem literackim stworzyć coś kameralnego, lecz pełnego napięcia. Te filmy jednak się różnią, przedstawiając odmienne spojrzenie na czyn zaczynający się literą M. W produkcji zatytułowanej M jak morderstwo widz chłonie wzrokiem intrygę, jakby oglądał przedstawienie w teatrze, nieco z dystansu obserwując bohaterów miotających się w labiryncie spisków, kłamstw i podstępnych pułapek. Okno na podwórze bardziej absorbuje widza, ponieważ mamy tutaj punkt widzenia konkretnej postaci. Wcielamy się w bohatera granego przez Jamesa Stewarta i obserwujemy otoczenie z jednego miejsca, przykuci do fotela, nie mając jednak stuprocentowej pewności, czy nasze podejrzenia odnośnie sąsiada z naprzeciwka są słuszne.

Film jest ekranizacją opowiadania Cornella Woolricha It Had to Be Murder (1942). Ten współtwórca nurtu noir (dzięki znakomitej powieści Phantom Lady) stał się również współtwórcą jednego z najsłynniejszych filmów Hitchcocka. Scenarzysta John Michael Hayes wprowadził (być może na polecenie reżysera) postacie kobiece, których w pierwowzorze nie było. Dzięki temu nie tylko Grace Kelly, ale i Thelma Ritter mogły się wykazać. Ale to James Stewart miał najtrudniejsze zadanie, bo zgodnie z koncepcją reżysera miał występować w każdej scenie. Przez sto dziesięć minut musiał utrzymać widza przed ekranem. Jego charyzma, doświadczenie, spontaniczność były nieocenione. Reżyser nie byłby jednak sobą, gdyby całą odpowiedzialność zrzucił na barki jednej osoby, więc zadbał o atrakcyjność spektaklu, stosując sporo interesujących ujęć kamery, a także przygotowując efektowny finał. Zatrudnił w tym celu Johna Fultona, który zastosował prostą sztuczkę z niebieskim ekranem.

Człowiek powinien zrobić wszystko, co możliwe, zanim umrze, jednak może umrzeć, próbując zrobić coś, co jest naprawdę niemożliwe.
Patricia Highsmith, Znajomi z pociągu

10. Niewłaściwy człowiek (The Wrong Man, 1956)


W latach 1954-59 Alfred Hitchcock zrealizował osiem filmów, z czego siedem w kolorze. Tym jedynym czarno-białym filmem z tamtego okresu jest Niewłaściwy człowiek, znany także w Polsce pod tytułem Pomyłka. Tematy, którymi reżyser najbardziej się interesował, znalazły tu swoje miejsce, ale zostały przekute w reportaż o dużym ładunku realizmu. Dlatego pod względem dramaturgicznym ten film nie robi wrażenia, a Henry Fonda jest totalnie przygaszony, stał się zwyczajną ofiarą losu bez dawnej gwiazdorskiej charyzmy. Scenariusz Maxwella Andersona powstał w oparciu o autentyczną historię Manny'ego Balestrero i dla wzmocnienia autentyzmu Hitchcock kręcił w rzeczywistych miejscach zdarzenia, w nowojorskich dzielnicach.

To jeden z najmniej rozrywkowych filmów mistrza thrillera – smutna i poruszająca opowieść o ludzkich błędach doprowadzających do rozpaczy, niszczących reputację i rodzinę. Vera Miles wcieliła się w postać żony głównego bohatera, ale nie jest tu tylko postacią towarzyszącą, lecz najbardziej tragiczną. Sytuacja ma bowiem na nią jeszcze większy wpływ niż na męża – doznaje załamania nerwowego, popada w chorobę psychiczną. To jedna z ulubionych aktorek Hitchcocka, zagrała w jego czterech filmach (dwóch kinowych i dwóch telewizyjnych – w Revenge [1955], pilotowym odcinku Alfred Hitchcock przedstawia, zagrała nieco podobną postać, która doznaje szoku pod wpływem wstrząsającego przeżycia). Niewłaściwy człowiek to jedno z tych niedocenianych dzieł Mistrza, które obejrzeć warto ze względu na połączenie wyjątkowej (w tym przypadku paradokumentalnej) formy z ponadczasowym przekazem obecnym także w Twelve Angry Men (1954) Reginalda Rose'a: Jeśli nie jesteś pewien, nie oskarżaj!

11. Zawrót głowy (Vertigo, 1958)


Alfred Hitchcock zainteresował się powieścią sygnowaną przez duet Boileau/Narcejac, jednak prawa do sfilmowania ich utworu zakupił Henri-Georges Clouzot i nakręcił rewelacyjne Widmo (1955). Pisarze postanowili wymyślić dla słynnego reżysera inną fabułę, przyczyniając się tym samym do stworzenia jednego z najbardziej niezwykłych dzieł Hitchcocka. Zawrót głowy cechuje się odrealnioną atmosferą. Ten oniryzm został wzmocniony wagnerowską partyturą Bernarda Herrmanna, odjazdową czołówką Saula Bassa, operatorską maestrią Roberta Burksa i użyciem nowatorskich trików optycznych. Aby uzyskać efekt zawrotu głowy technicy (m.in. Irmin Roberts i John Fulton) wymyślili, aby połączyć jazdę kamery do przodu (travelling) z zoomem do tyłu (back zoom). W ten sposób powstała sztuczka tak skuteczna, że potem wielokrotnie wykorzystywano ją w filmach (nazwano ją zresztą „efektem vertigo”).

Film nie spotkał się z dobrym przyjęciem ani krytyków ani widzów, dopiero po latach został doceniony. Doceniony to za mało powiedziane – dzisiaj film ma już status arcydzieła i żelaznej klasyki kina. Wpływ na to mają nie tylko innowacje techniczne, lecz również oryginalna intryga powstała na skutek zintegrowania motywu sobowtóra z wątkiem romansowym i kryminalnym. James Stewart dołożył do pakietu kolejną świetną rolę, przy okazji przekonując się  – podobnie jak w Sznurze (1948) – że jego nazwisko nie gwarantuje finansowego sukcesu. W głównej roli kobiecej miała wystąpić Vera Miles, która z powodu ciąży musiała odmówić – dzięki temu Kim Novak zagrała rolę życia. Szykowne kostiumy dla niej przygotowała niezawodna Edith Head. Doskonałe kino, będące nie tylko majstersztykiem wizualnym, ale i fatalistyczną opowieścią o miłości, która jest nienasycona i niedoskonała tak jak zbrodnia. Ale także o pokonywaniu lęków, o walce z samym sobą.

12. Północ północny zachód (North by Northwest, 1959)


Na pierwszy rzut oka trudno mówić o oryginalności, gdyż po raz kolejny twórca 39 kroków zrealizował motyw everymana wplątanego w intrygę szpiegowską i niesłusznie oskarżonego o morderstwo. Ale ten film zrobiony jest z taką werwą, polotem i maestrią, że może być postrzegany jako protoplasta współczesnych filmów akcji. Ernest Lehman w swoim scenariuszu wspaniale zbudował napięcie, nawarstwiając intrygę, potęgując problemy, dynamizując akcję. Nie zrezygnował z wątków komediowych i romantycznych, przygotowując fundament pod rozrywkowe kino akcji z Jamesem Bondem. Nie ma tu symboliki ani psychologii, jest dowcip, przygoda i emocje. Praca operatora Roberta Burksa, projekty scenografów i dekoratorów, a także pomysły Arnolda Gillespiego, znanego z ulepszania technik trikowych, uczyniły ten film dziełem atrakcyjnym wizualnie, wręcz perfekcyjnym. Montażysta George Tomasini zadbał o to, by zawiła intryga stała się czytelna dla widza. A muzykę Bernarda Herrmanna celnie podsumował jeden z krytyków: „To kalejdoskopowe orkiestrowe fandango”.

Północ północny zachód to jedyny film Alfreda Hitchcocka nakręcony dla wytwórni Metro-Goldwyn-Mayer, a zarazem jeden z największych hitów kasowych reżysera. Na powodzenie filmu złożyło się wiele czynników. W porównaniu z poprzednimi obrazami jest to dzieło dynamiczne i wyrafinowane. Akcja pędzi do przodu w imponującym tempie, przemierzając po drodze wiele malowniczych obszarów, od Nowego Jorku przez Chicago do Dakoty Południowej, gdzie znajduje się Góra Rushmore. Fabuła także jest atrakcyjna – stawia nudnego pracownika reklamy w sytuacji, która wydobywa go z tłumu, testuje charakter i osobowość. Relacje pomiędzy tym bohaterem, granym przez Cary'ego Granta, a jego partnerką Evą Marie Saint nie są stabilne, zależą bowiem od stale zmieniającej się sytuacji. Reżyser osiągnął wyżyny swoich możliwości, prowadząc intrygę z lekkością, finezją i humorem. Stworzył coś na kształt przygodowego mitu o alternatywnej Ameryce. Tu też dzieje się zło – przemoc i podstęp są czymś naturalnym. Nikczemność musi jednak zostać ukarana, a odwaga, spryt i wytrwałość – nagrodzone.

Norman roześmiał się, odwrócił, a potem wpadł w ciemność głębszą i bardziej pogrążającą niż bagna.
Robert Bloch, Psychoza

13. Psychoza (Psycho, 1960)

Ten film to coś więcej niż przykład geniuszu reżysera. Psychoza jest wszakże dowodem na to, że Hitchcock wyprzedzał swoją epokę. W poprzednich dwóch filmach reżyser też wprawdzie wykazał się nieszablonowym podejściem, ale to dzieło z 1960 było obrotem o 180 stopni. Chcąc przebić sukces Widma (1955) mistrz suspensu sięgnął po stare narzędzia, które ulepszył, kreując na pozór archaiczny, lecz w istocie pionierski thriller. Z inspiracji postacią Eda Geina i powieścią Roberta Blocha powstał Norman Bates. Dziś już zaliczany do czołówki filmowych psychopatów, mający także wiele wspólnego z Codym Jarrettem z Białego żaru (1949) – obaj to paranoicy z kompleksem matki. Do napisania scenariusza zatrudniono niedoświadczonego Josepha Stefano. Operatorem został John L. Russell, z którym Mistrz pracował przy serialu Alfred Hitchcock przedstawia. Z kolei grafik Saul Bass nie tylko zaprojektował czołówkę, ale pomógł też rozplanować „ujęcie po ujęciu” kluczową dla fabuły scenę morderstwa pod prysznicem. Natomiast kompozytor Bernard Herrmann wydobył ze skrzypiec tak wysoką tonację, że niektórzy muzycy mieli problem z rozpoznaniem źródła dźwięku. Wszyscy przyczynili się do tego, że podczas seansu publiczność była oszołomiona.

Film bardzo silnie oddziałuje na emocje, jest niesamowicie sugestywny, ale momentami też bardzo subtelny. Reżyser rozprawia się z tematem winy i kary, tworząc pełen napięcia thriller psychologiczny, w którym akcja toczy się wolno skręcając coraz bardziej w mroczniejsze rejony. Trudno zapomnieć Anthony'ego Perkinsa w roli Normana Batesa – jego szaleństwo skrywa się za maską normalności, lecz mimika, gesty i spojrzenia odkrywają niepokojące niuanse charakteru. Janet Leigh także jest świetna, lecz niestety jej rola jest często umniejszana. To znaczy umniejszana jest dzisiaj, bo w tamtych czasach to właśnie aktorka zdobyła większe uznanie. Dowodzi tego Złoty Glob i nominacja do Oscara, co przy braku wyróżnienia dla Perkinsa wygląda z dzisiejszej perspektywy dość kuriozalnie. Nie ma sensu jednak rozstrzygać, kto był lepszy, ponieważ ten film to idealny przykład mistrzowskiej wręcz koordynacji. Każdy biorący udział w produkcji wywarł na niego duży wpływ. Kunszt reżysera polegał w głównej mierze na tym, że potrafił zgrać wszystkie elementy w jedną całość, nie lekceważąc żadnego aspektu.

14. Ptaki (The Birds, 1963)


Po raz trzeci Daphne du Maurier dostarczyła Hitchcockowi materiału do filmu. Posiłkując się jej intrygującym opowiadaniem reżyser chciał nakręcić apokaliptyczny horror o zagrożeniu nadciągającym z nieoczekiwanej strony. Podobnie jak w przypadku Psychozy zamierzał wywołać na widzach mocne wrażenie, niemalże szoku, ale stosując zupełnie inne chwyty. Już nie człowiek stanowi zagrożenie, ale natura pod postacią niepozornie wyglądających ptaków. Ten pomysł wiązał się z użyciem nowatorskich efektów nie tylko wizualnych, ale i dźwiękowych. Muzyka to kakofonia ptasich odgłosów, wykreowana przez Remiego Gassmanna i Oskara Salę, ekspertów od elektro-akustycznego instrumentu zwanego Trautonium. Przy tworzeniu unikalnej warstwy dźwiękowej pomagał Bernard Herrmann. Natomiast w warstwie wizualnej zdecydowano się połączyć ujęcia z udziałem prawdziwych ptaków (tresowanych przez Raya Berwicka) z licznymi efektami specjalnymi. Dwaj artyści-malarze ze stajni Walta Disneya – Ub Iwerks i Albert Whitlock (którego Hitchcock znał jeszcze z okresu brytyjskiego) – przygotowali projekty, z których powstało ponad trzysta zdjęć trikowych. Scenariusz napisał Evan Hunter, autor licznych powieści kryminalnych pod pseudonimem Ed McBain (wiele jego utworów było publikowanych pod szyldem „Giallo”). Ptaki Hitchcocka to film mający kolosalne znaczenie dla historii kina – szczególnie w latach siedemdziesiątych można było to odczuć, gdy realizowano coraz więcej filmów o agresywnych zwierzętach.

15. Szał (Frenzy, 1972)


Wiele osób uważa, że ostatnim wybitnym osiągnięciem Alfreda Hitchcocka jest Marnie (1964), thriller psychologiczny z 'Tippi' Hedren i Seanem Connerym. Istotnie, film robi wrażenie, ale moim zdaniem znacznie lepsze jest przedostatnie dzieło Mistrza pod tytułem Szał. Brytyjski filmowiec nakręcił ten utwór w rodzinnym Londynie, wykorzystując pomysł, który przerabiał już w epoce kina niemego (zrealizował wtedy Lokatora [1927], inspirowanego morderstwami Kuby Rozpruwacza). Bazując na powieści Arthura La Berna i scenariuszu Anthony'ego Shaffera (brata bliźniaka autora Amadeusza) Hitchcock raz jeszcze mógł pokazać swój profesjonalizm. Lata siedemdziesiąte to już czas kina ostrzejszego, bardziej kontrowersyjnego. Reżyser zdawał sobie z tego sprawę, dlatego jego film o mordercy kobiet nie jest aż tak subtelny jak pozycje z klasyki kina. Wprawdzie jest tu pewna wytworność, która przypomina klasyczne kryminały angielskie, ale galeria bohaterów bliższa jest brutalnej rzeczywistości niż kinowej tradycji. Protagonista nie wzbudza takiej sympatii jak postacie Jamesa Stewarta czy Cary'ego Granta, co nie jest winą aktora, lecz charakteru postaci. Jest to bowiem socjopatyczna osobowość. Z kolei kobietom daleko do Grace Kelly czy 'Tippi' Hedren – brakuje im tego magnetyzmu. Główny antagonista jest całkowicie amoralną postacią, a makabryczny humor będący ważną składową spektaklu wprowadził pewien dyskomfort. Film został pozytywnie oceniony przez krytyków. Całkiem słusznie, ponieważ jest to piękne pożegnanie reżysera z gatunkiem, któremu poświęcił niemal pół wieku życia.

BONUS

Alfred Hitchcock przedstawia (Alfred Hitchcock Presents, 1955–1962)


W polskiej wersji językowej sygnowany nazwiskiem Hitchcocka program telewizyjny może zostać nazwany serialem kryminalnym, ale we wprowadzeniu do pilotowego odcinka sam Mistrz określa ten projekt jako „series of stories of suspense and mystery” (seria opowieści z napięciem i tajemnicą). Są to charakterystyczne dla ówczesnej telewizji opowieści umoralniające. Nie oznacza to, że w każdym odcinku przestępca został zdemaskowany. Jeśli zakończenie było niejednoznaczne to Hitchcock jako gospodarz programu musiał w epilogu dodać komentarz sugerujący, że zbrodniarza spotkała zasłużona kara. W pierwszym odcinku (Revenge) tematem jest bezcelowość zemsty, która podobna jest do prawdziwej zbrodni i zasługuje na podobną karę. Chciałbym jednak wyróżnić dwa inne odcinki reżyserowane przez Hitchcocka.

The Case of Mr. Pelham (1955) z Tomem Ewellem, protagonistą Słomianego wdowca (1955), to adaptacja opowiadania Anthony'ego Armstronga. Dziwaczna historia pana Pelhama, niepozornego z wyglądu człowieka, którego życie zostaje wywrócone do góry nogami, gdy dowiaduje się o istnieniu tajemniczego sobowtóra. Odcinek (według scenariusza Francisa Cockrella) jest dość nietypowy jak na tego reżysera, bo wyczuwa się tu ingerencję nadnaturalnych sił, jak w filmach o ukrytej inwazji, regularnie kręconych w latach pięćdziesiątych. W gruncie rzeczy jest to poruszająca opowieść na temat lęku przed utratą tożsamości i kontroli nad własnym życiem. Historia ma jednak zabawną konkluzję – w epilogu gospodarz programu zabierany przez dwóch typów krzyczy: „Jestem Alfredem Hitchcockiem i mogę to udowodnić”.

Drugi odcinek, na który chciałbym zwrócić uwagę nosi tytuł The Perfect Crime (1957) i jest niezwykle rzadkim okazem, gdyż to jedyny występ Vincenta Price'a u Alfreda Hitchcocka. Ten znakomity aktor wcielił się w tym 25-minutowym epizodzie w postać zarozumiałego detektywa, który jest przekonany o swojej nieomylności. Ale pewien mężczyzna próbuje mu udowodnić, że ostatnio wysłał na śmierć niewinnego człowieka. Scenariusz (na podstawie opowiadania Bena Redmana) napisał Stirling Silliphant, który jest także autorem jednego z najbardziej niezwykłych epizodów w serii (The Glass Eye w reżyserii Roberta Stevensa). Odcinek The Perfect Crime to opowieść o tym, że morderstwo nie może być czymś doskonałym, bo sam pomysł odebrania komuś życia jest wytworem niedoskonałego umysłu, nie potrafiącego zapanować nad emocjami. To również historia o tym, że zbytnia pewność siebie osłabia zmysł obserwacji, powoduje że nie zauważa się istotnych szczegółów, które mogą zupełnie zmienić sposób postrzegania.

0 komentarze:

Prześlij komentarz