Pokazywanie postów oznaczonych etykietą William Wyler. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą William Wyler. Pokaż wszystkie posty

I Wish I Was in Dixie, czyli witajcie w krainie SOUTHERN GOTHIC!

Letnie upały przeminęły, ale w ten listopadowy weekend blogosfera zapłonie od słońca południowych stanów Ameryki. Opowiemy wszakże o pewnym specyficznym nurcie w historii kina, który wywodzi się z literatury takich autorów jak Erskine Caldwell i William Faulkner. Southern Gothic to gatunek łączący w sobie elementy czarnego romantyzmu, naturalizmu i groteski, osadzony w regionie zwanym Dixie Land (popularna konfederacka pieśń z czasów wojny secesyjnej nosi tytuł I Wish I Was in Dixie). Zamiast nawiedzonych gotyckich zamków mamy tu amerykańską kulturę nawiedzaną koszmarami przegranej przez Konfederację wojny. Pokłosiem powojennego kryzysu była bieda, także ta intelektualna, w wyniku której wartości kulturowe południowców tylko nieznacznie wzbogaciły się od XIX wieku. To świat przepełniony bigoterią, nienawiścią do obcych, bezcelową przemocą.

Głęboki sen o śmierci. Filmy NOIR z lat 40.


 
Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

W moim subiektywnym odczuciu najciekawszym okresem w historii amerykańskiego kina są lata czterdzieste. Głównym powodem takiej opinii jest seria czarnych kryminałów, które łączy bardzo spójna wizja świata obrazująca mroczną prawdę o człowieku. O tym, że jest to wizja bliska rzeczywistości świadczy koszmar drugiej wojny światowej, który otoczył istotę ludzką całunem fatalizmu, atmosferą strachu i paranoi oraz nieprzyjemnym zapachem rozkładu i śmierci. Powszechnie uważa się, iż pierwszy raz pojęcie film noir zostało użyte przez Nino Franka, Włocha piszącego do francuskiej prasy. Zainspirowany cyklem wydawniczym Serie Noir (pod którym we Francji wydawano amerykańskie powieści kryminalne) zauważył w filmach zza oceanu pewną tendencję do kreowania pesymistycznych opowieści łączących tematykę sensacyjną z melodramatem i thrillerem psychologicznym.

Najlepsze lata naszego życia

The Best Years of Our Lives (1946 / 172 minuty)
reżyseria: William Wyler
scenariusz: Robert Emmet Sherwood na podst. powieści MacKinlaya Kantora Glory for Me

„Wojna nauczyła nas lepiej rozumieć świat. Po zobaczeniu trupów obozu w Dachau nie jesteśmy już tymi samymi ludźmi. I dlatego musimy stwierdzić, że Hollywood nie odzwierciedla świata i czasów, które przeżywamy”. Te słowa wypowiedziane przez Williama Wylera stanowią idealne podsumowanie „złotej ery Hollywood” (1930-50). Konsekwencją drugiej wojny światowej było nie tylko powstanie licznych filmów o tematyce wojennej, ale także rozwijanie się nurtu realistycznego w kinie amerykańskim. To i tak był tylko margines, bo głównym celem producentów pozostało dostarczanie widzom rozrywki. Dlatego warto zwrócić uwagę na wąskie grono powojennych obrazów, w których twórcy starali się przekazać gorzką, ale szczerą prawdę o rzeczywistości, o ludziach i ich problemach.

Biały kanion

The Big Country (1958 / 165 minut)
reżyseria: William Wyler
scenariusz: James R. Webb, Sy Bartlett, Robert Wilder na podst. powieści Donalda Hamiltona oraz adaptacji Jessamyn West i Roberta Wylera

William Wyler zrobił 34 westerny, w tym aż 30 w latach 20-tych. Nie jest uważany za mistrza gatunku, gdyż większość jego westernów to filmy dawno już zapomniane. Aby Biały kanion nie podzielił ich losu Wyler zrobił z niego dzieło epickie i ponadczasowe, które można położyć na półce obok najwybitniejszych osiągnięć gatunku, a nawet obok jego oscarowej, monumentalnej produkcji pt. Ben Hur. Tak na marginesie dodam, że Ben Hur, który wygląda jakby powstawał co najmniej trzy lata został ukończony już rok po Białym kanionie. To przykład na to, jak system wytwórni ryczącego lwa (MGM) był skuteczny i efektywny - reżyser przyjeżdżał na plan filmowy, gdy wszystko już było przygotowane i pozostawała jedynie praca z aktorami i gotowym już scenariuszem. W Białym kanionie Wyler sprawdza umiejętności Charltona Hestona, a także powraca do współpracy z Gregorym Peckiem, z którym nakręcił wcześniej Rzymskie wakacje i który został także producentem omawianego westernu.

Audrey Hepburn - zdolna i urocza

Urodzona w Belgii, Audrey Hepburn (1929-93) to bardzo utalentowana aktorka, gwiazda lat 50. i 60., pełna wdzięku, charyzmatyczna, urocza, piękna - to wszystko sprawia, że przykuwa uwagę do ekranu. Oprócz urody posiadała także nieprzeciętny talent, warsztat aktorski i umiejętności pozwalające jej wcielać się w różnorodne postaci. Świetnie radziła sobie w rolach komediowych, romantycznych, dramatycznych, doskonale wyglądała zarówno w kostiumie z epoki, jak kreacjach współczesnych. Jednak nawet najlepsza aktorka nie uratuje filmu, kiedy reszta ekipy nie robi nic, by wynieść film ponad przeciętność. Przykłady: Zabawna buzia (Funny Face, 1957) Stanleya Donena i Kiedy Paryż wrze (Paris - When It Sizzles, 1964) Richarda Quine'a - oba rozgrywające się w Paryżu, podpisane przez dobrych reżyserów, którzy postanowili sprawdzić, czy udział charyzmatycznej gwiazdy wystarczy, by odnieść sukces. Może i kina udało się wypełnić po brzegi, ale po latach widać, że wartość tych dzieł wyraźnie zmalała.

Waleczni przeciw legionom, czyli o filmach historyczno-kostiumowych



Filmy historyczno-kostiumowe to z reguły gigantyczne przedsięwzięcia, które mają na celu przybliżyć widzom dawne konflikty zbrojne (sprzed wieku XX-tego), zaś w centrum uwagi są zwykle żołnierze, dla których żywiołem jest wojna, zaś atrybutem miecz (lub broń palna). Toczą oni walkę o swoją wolność, bronią swojego kraju przed wrogami, liczą się z tym, że mogą z tej walki nie wyjść żywi. Poniżej przedstawię ranking moim zdaniem najlepszych dwudziestu filmów historycznych - są to filmy zrealizowane z dużym rozmachem, imponującym nakładem finansowym, monumentalną scenografią i sprawnie poprowadzoną akcją, osadzoną w historycznych realiach. Dzięki tym filmom możemy przenieść się na kilka godzin do nieistniejących już miejsc, gdzie toczyły się krwawe bitwy, a ludzie umierali w przekonaniu, że ich imiona zostaną zapamiętane, a ich śmierć nie pójdzie na marne.