Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Louis de Funes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Louis de Funes. Pokaż wszystkie posty

Powrót do przeszłości, czyli o filmach dzieciństwa

Nie pamiętam zbyt dobrze lat 80. - moja pamięć najdalej sięga początku lat 90, gdy mając 11 lub 12 lat pierwszy raz wybrałem się do kina na „dorosły” film, Rok komety (1992) Petera Yatesa, który obejrzany po latach w telewizji okazał się zaskakująco słaby. Moje filmowe gusta ukształtowała telewizja, a konkretnie program 1 i 2 TVP, a także rynek kaset VHS, gdzie można było się natknąć na prawdziwe perełki. Komercyjna stacja Polsat dopiero rozpoczynała działalność, a przerywanie filmów reklamami uważane było za szczyt chamstwa. Nie było wtedy szeroko rozpowszechnionych telefonów komórkowych, internetu ani płyt DVD. W telewizji Stanisław Janicki opowiadał o starych filmach prezentując kolejnym pokoleniom widzów klasyczne pozycje chroniąc je od zapomnienia. Można było oglądać przedwojenne klasyki, takie jak Frankenstein i King Kong lub też perełki kina polskiego. Filmy z Dymszą, Bodo, Szczepkiem i Tońkiem zapełniały więc ramówkę w godzinach przedpołudniowych. Z kolei Zygmunt Kałużyński i Tomasz Raczek prowadzili cykl Perły z lamusa, gdzie również można było obejrzeć gustowne starocia, nie tak stare jednak jak propozycje Janickiego.

Louis de Funès - zwariowany, impulsywny i dziarski Francuz

Louis Germain de Funès de Galarza (1914-83) wychowywał się w rodzinie portugalskich emigrantów, udzielał się w kabaretach i rewiach, ale do historii przeszedł jako wybitny komik filmowy, nie oszczędzający się w licznych francuskich komediach. Debiutował w 1946 roku w tak małej roli, że nie został nawet uwzględniony w napisach i przez wiele lat był mistrzem epizodu. Pierwsza ważna rola w komedii Jak włos w zupie z 1957 i od tamtej pory coraz częściej na pierwszym planie. Przełom nastąpił w 1964, kiedy zagrał główne role w aż pięciu filmach - dwa z nich, Fantomas i Żandarm z Saint-Tropez, doczekały się kontynuacji. Przez kolejne 20 lat (aż do swojej śmierci) nie zwalniał tempa, ciągle zadziwiając energią i niczym nie skrępowaną skłonnością do błaznowania, maskarady i karykatury.

Fantomas - nieuchwytny zbrodniarz

Fantomas (1964), reż. André Hunebelle
Na podstawie cyklu powieściowego zekranizowanego po raz pierwszy w 1913 roku przez Louisa Feuillade'a powstał kolejny, najbardziej znany film o tajemniczym, demonicznym Fantomasie. Tym razem reżyserem był twórca Trzech muszkieterów z 1953 roku. W filmie wystąpił Jean Marais znany z filmów „płaszcza i szpady”, a partneruje mu Mylène Demongeot, która grała rolę Milady de Winter w Trzech muszkieterach, ale nie w wersji Hunebelle'a tylko Bernarda Borderie z 1961 roku. Po takiej obsadzie widz mógłby się spodziewać widowiska sensacyjno-przygodowego. Jednak w obsadzie jest jeszcze nazwisko Louisa de Funèsa, co ewidentnie wskazuje, że mamy do czynienia z komedią. Pieniądze z budżetu trafiły nie tylko do aktorów - o dużym budżecie świadczą liczne środki transportu, wykorzystane w filmie. W scenie finałowego pościgu bohaterowie używają samochodów, motocykli, pociągu, helikoptera, motorówki i łodzi podwodnej. Louis de Funès ma lepsze role na koncie, ale i tak przyćmił tu resztę obsady. Świetnym pomysłem było obsadzenie Jeana Maraisa w podwójnej roli - dziennikarza Fandora i przestępcy Fantomasa. Dzięki temu widz może podejrzewać, że Fantomasem okaże się właśnie dziennikarz, a tu zaskoczenie - to są dwie zupełnie różne role. Sceny akcji w dzisiejszych czasach nie robią już wrażenia, ale trzeba przyznać, że scena z samochodem jadącym bez działających hamulców została całkiem nieźle wykonana i świetnie osadzona w fabule.