JESSE JAMES. 80 lat od premiery

tytuł oryginalny: Jesse James
premiera: 14 stycznia 1939
czas trwania: 106 minut
reżyseria: Henry King
scenariusz: Nunnally Johnson


Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl 

W latach trzydziestych, przez prawie całą dekadę, western był gatunkiem drugorzędnym, ignorowanym przez krytyków, sprawdzającym się najlepiej jako część podwójnego seansu (double feature) poprzedzająca główną atrakcję, czyli film wysokobudżetowy. Zmienił to dopiero rok 1939, kiedy powstały takie dzieła jak Jesse James, Dyliżans, Dodge City i Union Pacific – kolejność według dat premier. Dyliżans jest najwybitniejszy z nich, dlatego to o nim zwykło się mawiać, że nobilitował western z klasy B do A i sprawił, że gatunkiem zaczęli interesować się renomowani reżyserzy i aktorzy. Nieco zapomniana, ale z różnych powodów ważna dla gatunku, jest produkcja Darryla F. Zanucka o legendach Dzikiego Zachodu, braciach Franku i Jessem Jamesach.

Kino w roku 2018. Co warto zapamiętać?


Roku 2018 na pewno nie będę wspominał zbyt dobrze, bo będzie mi się kojarzył ze śmiercią mojego ojca oraz spędzaniem świąt Bożego Narodzenia w wyjątkowo przygnębiającej atmosferze... Kino odwiedzałem nieczęsto, ale mój filmowy repertuar był przemyślany. Rzadko trafiały mi się słabe filmy, chociaż nie zabrakło rozczarowań. Moja lista jest jednak dość specyficzna, bo oprócz filmów z oficjalnej polskiej dystrybucji postanowiłem wyróżnić także dzieła nie pokazywane w polskich kinach lub wyświetlane póki co tylko na festiwalach. Starałem się nie sugerować nagrodami ani popularnością filmu, lecz całkowite lekceważenie takich produkcji z pewnością nie byłoby dobrą strategią. Do rankingu trafiły więc zarówno głośne jak i mniej znane tytuły. Nie uwzględniałem jednak kina superbohaterskiego, bo filmy tego gatunku oglądam przeważnie z opóźnieniem, tzn. najczęściej z premierą telewizyjną.

HORRORY GOTYCKIE. 11 symfonii grozy



Terminem „gotyk” opisuje się różne elementy kultury: architekturę, sztukę, muzykę, literaturę, a nawet modę. Pojęcie wywodzi się od germańskiego plemienia Gotów, które w okresie późnego antyku poważnie zachwiało fundamentami Imperium Rzymskiego. Początkowo określenie „gotycki” oznaczało „barbarzyński”, „mroczny”, „destrukcyjny”. Styl gotycki to styl zupełnie odmienny od klasycznej rzymskiej architektury i sztuki, czyli oszczędna forma zamiast monumentalnych konstrukcji, prostota i półmrok zamiast przepychu i wielobarwnych malowideł.

W historii literatury przełomowe jest dzieło Horacego Walpole'a Zamczysko w Otranto (The Castle of Otranto, 1764), które otrzymało podtytuł Gotycka opowieść (A Gothic Story). W XVIII i XIX wieku na gruncie gothic fiction powstało wiele zróżnicowanych utworów, od melodramatów i kryminałów po fantastykę i opowieści grozy. Do najważniejszych powieści nurtu należą m.in. Tajemnice zamku Udolpho (The Mysteries of Udolpho, 1794) Ann Radcliffe i Dracula (1897) Brama Stokera. Gatunek filmowy, który znamy pod nazwą horror gotycki wywodzi się bezpośrednio z takiej literatury.

Splat!FilmFest 4: DACHRA



(2018 / 113 minut)
scenariusz i reżyseria: Abdelhamid Bouchnak

Co łączy Dachrę z takimi filmami jak Gwiezdne wojny, Żywot Briana, Poszukiwacze zaginionej arki, Piraci (w reż. Romana Polańskiego) i Angielski pacjent? Wszystkie te produkcje realizowane były w Tunezji. Ten gościnny na pozór kraj – wśród piasków pustyni, przydrożnych lasów i korytarzy ośrodków dla obłąkanych – skrywa mroczne sekrety, których rozum nie jest w stanie pojąć. Tunezyjska groza ludowa nie jest czymś, co w kinie występuje często, jeśli w ogóle, ale ponoć nigdy wcześniej nie powstał horror produkcji tunezyjskiej. I oto pojawiła się Dachra zrealizowana przez debiutanta Abdelhamida Bouchnaka.

Splat!FilmFest 4: WILKOŁAK



(2018 / 88 minut)
scenariusz i reżyseria: Adrian Panek

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl 

Film miał premierę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, gdzie zdobył nagrodę za reżyserię (Adrian Panek) i muzykę (Antoni Komasa-Łazarkiewicz). Wkrótce trafi do polskich kin, ale wcześniej można go obejrzeć w ramach Splat!FilmFest (2 grudnia w Lublinie i 8 grudnia w Warszawie). Produkcja była współfinansowana przez Polski Instytut Sztuki Filmowej i to są bardzo dobrze wydane pieniądze. Wilkołak Adriana Panka wbrew tytułowi nie ma nic wspólnego z Wilkołakiem (The Wolf Man, 1941) George’a Waggnera ani innymi potworami wytwórni Universal. To horror typu animal attack w stylu Sfory (The Pack, 1977) Roberta Clouse’a. Opowieść survivalową całkiem sprytnie osadzono w realiach powojennych, a głównymi bohaterami uczyniono dzieci.

Splat!FilmFest 4: THE WIND




(2018 / 86 minut)
reżyseria: Emma Tammi
scenariusz: Teresa Sutherland

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Już początek filmu jasno daje do zrozumienia, z jaką produkcją mamy do czynienia. Z taką, która przede wszystkim opowiada obrazem, a nie dialogiem. Charakterystyczne dla westernów szerokie panoramy ujawniające piękno krajobrazu łączą się z typowymi dla horroru niepokojącymi zbliżeniami i prostymi jump scare’ami. Dominuje niepokojąca cisza, podkreślana złowrogą muzyką. Podstawowe pytanie, jakie recenzent powinien sobie zadać, brzmi: Czy te artystyczne zabiegi czemuś służą, czy kryje się za nimi jakaś ciekawa idea? Odpowiedzieć mogę od razu, że zdecydowanie tak.

ANIOŁOWIE O BRUDNYCH TWARZACH. 80 lat od premiery

tytuł oryginalny: Angels with Dirty Faces
premiera: 26 listopada 1938
czas trwania: 97 minut
reżyseria: Michael Curtiz
scenariusz: Rowland Brown, John Wexley, Warren Duff

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

W samym roku 1938 miało premierę aż pięć filmów, które były podpisane nazwiskiem węgierskiego reżysera Michaela Curtiza. Wśród nich znajdują się Przygody Robin Hooda (współreż. William Keighley), jedna z najlepszych adaptacji słynnej brytyjskiej legendy. Dzisiaj znacznie większe wrażenie mógłby wywołać czarno-biały dramat gangsterski Aniołowie o brudnych twarzach. Mógłby, ale wywołuje tylko w wąskim kręgu odbiorców. Warto tę produkcję przypomnieć i dobrą okazją ku temu jest okrągła rocznica – dokładnie 80 lat temu film trafił na ekrany amerykańskich kin. To zdecydowanie coś więcej niż klasyczna opowieść o karierze i upadku gangstera. To film-kazanie, ale środki użyte do przekazu trudno nazwać tanim dydaktyzmem.