SPLAT!FILMFEST 2026. Krwawy bufet filmowych atrakcji

Plakat autorstwa Izy Dudzik

W dniach 22-31 października 2026 roku fani mrocznego kina gatunkowego mieli swoje święto. Foyer Kinoteki w Pałacu Kultury i Nauki zostało udekorowane w halloweenowym stylu – nagrobki, trumny, pająki i dynie stały się symbolem tego, co czeka widzów w salach kinowych. Horrory, thrillery, czarne komedie, brutalne filmy akcji, ale też filmy dziwne, niepoprawne, oryginalne – oto cały świat ukryty pod tabliczką z napisem SPLAT!FILMFEST.

Pierwszy przegląd pod tym logotypem miał miejsce w Lublinie w 2015 roku i zaprezentowano wtedy cztery filmy. W tym roku odbyła się 12. edycja i w programie było już około 100 tytułów (łącznie z krótkimi metrażami). Tak więc, sprawnie się to rozwija, a ja jestem na pokładzie tej niezatapialnej jednostki już od trzeciej edycji (2017). W tamtych czasach jeszcze nie miałem akredytacji dziennikarskiej – miał ją kolega z redakcji Film.org.pl, Krzysztof Walecki, który obecnie jest jednym z organizatorów festiwalu, zajmując się sekcją dotyczącą filmów krótkometrażowych). Odkąd odszedł z redakcji, wchodzę na festiwal z akredytacją i dzięki temu staram się obejrzeć jak najwięcej filmów. Mój tegoroczny bilans – 19 nowości + 3 klasyki.

Poniżej linki do artykułów i recenzji napisanych w związku z 12. odsłoną SPLAT!FILMFEST:

Bonusowo recenzje dwóch filmów prezentowanych na Splacie, lecz także poza nim, w tym również w oficjalnym obiegu kinowym:

WITAJCIE W HOPE. Nadzieja na wielkie kino

HOPE (2026 / 157 minut)
scenariusz i reżyseria: Na Hong-jin

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Dziesięć lat po Lamencie (2016) Na Hong-jin powraca z monumentalnym widowiskiem science fiction, które może okazać się najbardziej dyskusyjnym przedsięwzięciem w jego karierze. Nie oznacza to jednak, że koreański filmowiec przez całą dekadę odpoczywał od kina. Pomysł na Witajcie w Hope narodził się już w 2017 roku pod wpływem niepokojących doniesień o amerykańskich bombowcach latających nad Pjongjangiem. Wielu Koreańczyków mogło wtedy odbierać te wydarzenia jako zapowiedź wojny. To poczucie zagrożenia zainspirowało reżysera do stworzenia filmu, który ubrałby współczesne lęki w kostium futurystyczny. Pierwszy szkic scenariusza powstał w 2018 roku, ale pod względem technicznym produkcja okazała się nadzwyczaj skomplikowana, więc na efekt końcowy trzeba było długo poczekać.

Śladami antycznych legend. MITOLOGIA NA EKRANIE

Alkinoos (Roy Purcell) i Arete (Marina Berti) słuchający opowieści Odyseusza w mini-serialu z 1968

Sukces Odysei Christophera Nolana przypomniał, że liczące tysiące lat opowieści są wieczne – wciąż inspirują twórców i przyciągają widzów do ekranów, a bohaterowie tych dzieł nie przestają fascynować kolejnych pokoleń. Idąc tym tropem, postanowiłem uzupełnić moją kinową panoramę o filmy mitologiczne. To niezwykle pojemny nurt, który przez dekady przybierał na ekranie bardzo różne formy – od widowiskowych produkcji o herosach, bogach i potworach, przez klasyczne ekranizacje greckich tragedii, aż po współczesne i często zaskakujące reinterpretacje antycznych mitów. Od efektownego Ulissesa z Kirkiem Douglasem, przez wybitne dokonania Michalisa Kakojanisa – Elektrę i Ifigenię – aż po kino eksperymentalne i poetyckie, reprezentowane przez Króla Edypa i Medeę Pasoliniego oraz Elektrę, moją miłość Miklósa Jancsó... A wymieniłem tylko te tytuły, które w niniejszym zestawieniu się... nie pojawiły.

W zabawie udział wzięło pięć osób, oprócz mnie także ekipa Savage Sinema w niepełnym składzie, czyli Caligula, Justine i Haku oraz autor bloga Po napisach – Patryk Karwowski. Nie chodziło nam o stworzenie zamkniętego rankingu bezwzględnie najlepszych dzieł gatunku. Dlatego są tu filmy, które różnią się nie tylko stylem i podejściem do antycznych przekazów, lecz także poziomem wykonania. Każdy jednak jest na swój sposób fascynujący, tak jak niezwykle intrygująca jest klasyczna mitologia. Zawarte w nich motywy, mimo iż sformułowane tysiące lat temu, wciąż mogą inspirować filmowców i przemawiać do widzów. Zapraszamy do wspólnej podróży przez różne oblicza kina mitologicznego.

OSTRZE PRZEZNACZENIA. Klasyczne wuxia w nowoczesnym wydaniu

Blades of the Guardians: Wind Rises in the Desert (2026 / 126 minut)
reżyseria: Yuen Woo-Ping 
reżyseria scen akcji: Ku Huen-Chiu
scenariusz: Chao-Bin Su, Larry Yang na podst. Biao Ren Xianzhe Xu


Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Od 1 września 2026 można oglądać w kinach Ostrze przeznaczenia, ale niestety nie w ramach normalnej dystrybucji, lecz jako wydarzenie specjalne – zazwyczaj jeden seans dziennie w wybranych kinach. Podobnie jak w przypadku Morskich diabłów, dystrybuowanego również przez 9th Plan, rozpowszechnianie filmu jest mocno ograniczone. Szkoda, bo oba wspomniane filmy to kawał solidnej porcji rozrywki bijącej na głowę współczesne dokonania amerykańskiego kina akcji.

Blades of the Guardians to adaptacja chińskiego komiksu (manhua) pt. Biao Ren autorstwa Xianzhe Xu, który miał już swoją adaptację w formie serialu animowanego (2023-2026). Obecnie trwają prace nad aktorską wersją serialu. Akcja opowieści toczy się w okresie późnej dynastii Sui (przełom VI i VII wieku), a głównym bohaterem jest Dao Ma (Jing Wu) zajmujący się konwojowaniem ludzi i towarów – może się wydawać kimś w rodzaju łowcy nagród, ale paradoks polega na tym, że on również jest poszukiwany przez żołnierzy. Eskortując groźnego buntownika Zhi Shi Langa (Sun Yizhou), musi mierzyć się z licznymi przeciwnościami, które może pokonać dzięki umiejętnościom sztuk walki.

MODLITWA ZA UMIERAJĄCYCH. Zaraza na Dzikim Zachodzie

A Prayer for the Dying (2026 / 95 minut)
reżyseria: Dara Van Dusen
scenariusz: Dara Van Dusen na podst. powieści Stewarta O'Nana

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Debiutująca tym filmem reżyserka to wnuczka amerykańskiej aktorki Carroll Baker, znanej między innymi z westernu Biały kanion (1958). Pierwszy pełnometrażowy film Dary Van Dusen, Modlitwa za umierających, również może być sklasyfikowany jako western – scenografia, kostiumy i rekwizyty przywodzą na myśl opowieści o Dzikim Zachodzie. Film jednak może zaskoczyć widzów oczekujących klasycznego reprezentanta gatunku. Nie przypadkiem to dzieło trafiło do repertuaru Nowych Horyzontów – to typowy arthouse bliski kinu Kieślowskiego, którego sama autorka wskazywała jako źródło inspiracji.

Akcja toczy się w małej mieścinie w stanie Wisconsin w 1870 roku, zaś głównym bohaterem jest Jacob Hansen, pełniący jednocześnie służbę porządkową i duchową – jest szeryfem i pastorem. Jego codzienność zostaje zakłócona, gdy w okolicy zaczynają umierać zarówno zwierzęta, jak i mieszkańcy. Miejscowy lekarz podejrzewa, że przyczyną zgonów może być błonica (dyfteryt), wysoce zakaźna choroba, która grozi wybuchem epidemii. Społeczność, która i tak jest już odizolowana od cywilizacji, ma zostać wkrótce objęta kwarantanną, by powstrzymać rozprzestrzenianie się zarazy.

ODYSEJA. Koń trojański jak bomba atomowa

The Odyssey (2026 / 172 minuty)
reżyseria: Christopher Nolan
scenariusz: Christopher Nolan na podst. poematu Homera

Do domu utęskniony, o powrocie marzy,
A tam ani okrętów nie ma, ni wioślarzy,
Co by go chcieli przewieźć przez morskich fal grzbiety.
Teraz mu jedynaka zabić chcą, niestety,
W drodze do domu; właśnie o ojcowskim losie
Jeździł się dowiadywać w Sparcie i Pylosie.
(Odyseja, tłum. Lucjan Siemieński)

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Moja fascynacja mitologią grecką zaczęła się jeszcze w dzieciństwie. Mitologia (1924) Jana Parandowskiego to była jedna z ciekawszych pozycji z listy lektur szkolnych. Dla wielu polskich uczniów było to pierwsze zetknięcie z kulturą antyczną. Dużą fascynację starożytnością potrafiły także wzniecić tragedie Sofoklesa (Antygona i Król Edyp) oraz poematy Homera (Iliada i Odyseja), które ze względu na obszerność były przerabiane w szkole we fragmentach. O ostatnim z wymienionych tytułów jest teraz głośno w związku z nową filmową interpretacją autorstwa Christophera Nolana.

Spośród wcześniejszych filmowych adaptacji Odysei powstały co najmniej cztery produkcje godne polecenia. Włoski Ulisses (1954) Mario Cameriniego z Kirkiem Douglasem pozostaje produkcją pełną uroku charakterystycznego dla złotej ery peplum. Najpełniejsza pod względem wierności literackiemu pierwowzorowi jest 8-częściowa Odyseja (1968) Franco Rossiego, ale dla współczesnego widza bardziej przystępna jest 2-częściowa adaptacja telewizyjna w reż. Andrieja Konczałowskiego (1997). Istnieje jeszcze mniej oczywista interpretacja – Powrót Ringa (1965) Duccio Tessariego, w którym fabułę poematu przerobiono na spaghetti western. Jako uzupełnienie historii można też dorzucić serial Eneida (1971) Franco Rossiego, w którym pojawia się postać Sinona, obecna także w filmie Nolana. Z dzieł inspirowanych wojną trojańską i Homerowską Iliadą godne polecenia są Gniew Achillesa (1962, reż. Marino Girolami) i Troja (2004, reż. Wolfgang Petersen).

BACKROOMS. BEZ WYJŚCIA. Groza pustej przestrzeni

Backrooms (2026 / 110 minut)
reżyseria: Kane Parsons
scenariusz: Will Soodik na podst. serii Kane'a Parsonsa

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Panuje ostatnio przekonanie, że horror przeżywa renesans i to nie tylko w sensie ilościowym, ale przede wszystkim jakościowym. Nie mogę się z tym zgodzić. Filmowy horror istnieje od stu lat i w każdej dekadzie dostarczał dzieł wybitnych, oryginalnych i głęboko niepokojących. Nawet jeśli nie zawsze gatunek zdobywał prestiżowe nagrody i uznanie krytyków, to kształtował język kina i wyznaczał nowe kierunki w kinematografii. To, co dziś bywa określane mianem „nowej jakości”, jest raczej zmianą sposobu mówienia o gatunku niż faktycznym przełomem. Na współczesną dyskusję o horrorze szczególnie ważny wpływ ma Internet – to w dużej mierze dzięki niemu hitem stał się skromny (nakręcony za 750 tys. dolarów) film Curry’ego Barkera Obsesja. Podobną ścieżką podąża Kane Parsons ze swoim dziełem Backrooms. Bez wyjścia.