Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komedia Francuska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komedia Francuska. Pokaż wszystkie posty

Za jakie grzechy, dobry Boże?

Qu'est-ce qu'on a fait au Bon Dieu? (2014 / 97 minut)
reżyseria: Philippe de Chauveron
scenariusz: Philippe de Chauveron, Guy Laurent

Wielka Brytania i Stany Zjednoczone nie przyjęły tego filmu z zachwytem. Przeciwnie - zakazano wyświetlania go w kinach z powodu powielania przez twórców rasowych stereotypów i unikania tzw. poprawności politycznej. Polska okazała się jednak otwarta na takie kino i ta komedia stała się w naszym kraju takim samym hitem frekwencyjnym jak we Francji. Nie jest to film szkodliwy, nie namawia do rasizmu, wszyscy są tu tak samo ludzcy, mają podobne zalety i wady. Recenzje w większości są pozytywne, średnie ocen w bazach filmowych sięgają siódemki, a Tadeusz Sobolewski zaliczył tę produkcję do najlepszych filmów roku. Moim zdaniem daleko tu jednak do poziomu świetnej rozrywki. Jako miłośnikowi francuskiej komedii, wychowanemu na filmach Louisa de Funèsa, zabrakło mi tutaj dobrego humoru.

Supercondriaque, czyli Superkomedia

Przychodzi facet do lekarza (pl) / Supercondriaque (fr)
(2014 / 107 minut)
scenariusz i reżyseria: Dany Boon

Francuski tytuł filmu (Przychodzi facet do lekarza) jest kompletnie nietrafiony i pozbawiony inwencji. Supercondriaque to coś więcej niż dowcip o lekarzu i pacjencie. To kilka filmów w jednym: komedia pomyłek, rom-com, buddy movie, sensacja, a nawet pastisz filmów więziennych. Trochę tu błyskotliwego komediodramatu, trochę slapsticku, ale najwięcej jest błazenady w wykonaniu Dany'ego Boona, obecnie najlepszego komika na świecie, godnego następcy Louisa de Funèsa. W cenie jednego biletu do kina wielbiciele francuskiej komedii otrzymują znacznie więcej niż oczekiwali. Film przepełniony jest fantastycznymi pomysłami, które nieprędko wpadną w otchłań zapomnienia. Tymi pomysłami można by obdzielić wiele filmów gdyby nie to, że są one podporządkowane fabule, a nie dodane ot tak sobie.

Powrót do przeszłości, czyli o filmach dzieciństwa

Nie pamiętam zbyt dobrze lat 80. - moja pamięć najdalej sięga początku lat 90, gdy mając 11 lub 12 lat pierwszy raz wybrałem się do kina na „dorosły” film, Rok komety (1992) Petera Yatesa, który obejrzany po latach w telewizji okazał się zaskakująco słaby. Moje filmowe gusta ukształtowała telewizja, a konkretnie program 1 i 2 TVP, a także rynek kaset VHS, gdzie można było się natknąć na prawdziwe perełki. Komercyjna stacja Polsat dopiero rozpoczynała działalność, a przerywanie filmów reklamami uważane było za szczyt chamstwa. Nie było wtedy szeroko rozpowszechnionych telefonów komórkowych, internetu ani płyt DVD. W telewizji Stanisław Janicki opowiadał o starych filmach prezentując kolejnym pokoleniom widzów klasyczne pozycje chroniąc je od zapomnienia. Można było oglądać przedwojenne klasyki, takie jak Frankenstein i King Kong lub też perełki kina polskiego. Filmy z Dymszą, Bodo, Szczepkiem i Tońkiem zapełniały więc ramówkę w godzinach przedpołudniowych. Z kolei Zygmunt Kałużyński i Tomasz Raczek prowadzili cykl Perły z lamusa, gdzie również można było obejrzeć gustowne starocia, nie tak stare jednak jak propozycje Janickiego.

Nic do oclenia

Rien à déclarer (2010 / 108 minut)
reżyseria, scenariusz, dialogi: Dany Boon

Twórca przebojowej komedii Jeszcze dalej niż Północ (2008) ponownie realizuje utwór komediowy, w którym z właściwym sobie wyczuciem łączy cięty humor, skomplikowane interpersonalne zależności i konflikty oraz intrygę z motywem ksenofobii i ludzkiej głupoty. Poprzedni film Boona podniósł poprzeczkę bardzo wysoko i nie dało się jej przeskoczyć, a jednak Nic do oclenia to również smakowita rozrywka - sensowna, dowcipna, zaskakująca, pełna zniewalających pomysłów, czasem agresywna, ale w granicach rozsądku. Rzecz dotyczy zniesienia granicy francusko-belgijskiej, a głównymi bohaterami reżyser uczynił celników. Belg i Francuz mimo uprzedzeń muszą stworzyć zgrany kolektyw, by ukrócić działalność przemytników. Jak w tradycyjnym buddy movie antagoniści zmuszeni zostają do współdziałania, co może albo zwiększyć ich nienawiść albo zapoczątkować przyjaźń.

Nietykalni

Intouchables (2011 / 112 minut)
scenariusz i reżyseria: Olivier Nakache, Eric Toledano

Idealna pozycja na poprawę humoru, próbująca przemycić kilka gorzkich prawd o życiu. Film opowiada w przejmujący i zabawny sposób o ludzkich ułomnościach i życiowych problemach. Bogaty, owdowiały i niepełnosprawny właściciel eleganckiej posiadłości oraz nieokrzesany i gburowaty cwaniak z kryminalną przeszłością to postacie zupełnie do siebie nie pasujące, lecz jak się okazuje, mogą znaleźć wspólny język i dobrze spędzać czas ze sobą. Mogą sobie nawzajem pomóc i czegoś się od siebie nauczyć. Chciałoby się powiedzieć, że takie optymistyczne i podnoszące na duchu historie zdarzają się tylko w filmach, ale to nieprawda, bo film Nietykalni został zainspirowany prawdziwą historią, zaś Philippe i Driss to postacie autentyczne. Przerobienie ich historii na komedię wcale nie odebrało filmowi autentyzmu, bo nawet ludzie pozornie nieszczęśliwi mają prawo do śmiechu, zabaw, odrobiny szczęścia.

Prawdziwi artyści nie mówią - recenzja filmu „Artysta”

The Artist (2011 / 100 minut)
scenariusz i reżyseria: Michel Hazanavicius

Pomysłowo opowiedziany i zręcznie nakręcony komediodramat, przypominający widzom okres przełomu dźwiękowego, kiedy to gwiazdy kina niemego gwałtownie kończyły kariery, zaś na szczycie pojawiały się nowe osobowości. Kino przeszło wtedy bardzo dynamiczną przemianę - od filmów niemych do filmów z dźwiękiem. Nie wszyscy wierzyli, że dźwięk w filmie jest potrzebny, ale jednak ta nowinka techniczna bardzo szybko została zaakceptowana przez widownię. Choć filmy nadal pozostawały sztuką obrazu to wprowadzono do nich elementy akustyczne: muzykę, dialogi, odgłosy, efekty dźwiękowe. Fabuła filmu jest prosta, ale bardzo zręcznie lawiruje od komedii do romansu. Na koniec widz wychodzi z kina w dobrym nastroju, odprężony i zrelaksowany. Film Hazanaviciusa to bezpretensjonalna rozrywka, która potrafi rozbawić, chociaż śmiech na sali kinowej jest cichy, jak w niemym filmie.

Jeszcze dalej niż Północ

Bienvenue chez les Ch'tis (2008 / 106 minut)
reżyseria: Dany Boon
scenariusz: Alexandre Charlot, Dany Boon, Franck Magnier

No i znalazłem kolejny dowód na to, że najlepsze komedie robią Francuzi. Dany Boon, który jest nie tylko reżyserem, ale również współscenarzystą i odtwórcą jednej z głównych ról, stworzył znakomitą komedię obyczajową, która łączy w sobie elementy kina kumpelskiego (buddy movie), komedii romantycznej i filmu obyczajowego o zderzeniu kultury Południowców z mieszkańcami dalekiej Północy. Główny bohater, by zdobyć dobrą posadę dopuszcza się oszustwa i za karę zostaje naczelnikiem poczty w miasteczku Bergues na północy Francji. Wiadomo, że każdy wolałby mieszkać i pracować na Lazurowym Wybrzeżu - tam jest pięknie, ciepło, kolorowo, urokliwie, po prostu wspaniale. Na północy Francji nie ma takiego pięknego miejsca, a wady tego regionu są jeszcze bardziej wyolbrzymiane przez ludzi - Bergues jawi się jako kraina zimna, pozbawiona uroku, nieprzyjazna. Okazuje się, że taka nieprzyjazna kraina istnieje tylko w wyobraźni zacofanych mieszkańców - ignorantów, którzy krytykują wszystko, co jest dla nich obce i odległe. Prawda okazuje się inna niż ktokolwiek by przypuszczał. Klimat tego miejsca jak i język są może inne niż w pozostałej części kraju, ale ludzie są tacy sami, mają takie same problemy i marzenia, mają wady i zalety, w razie niepowodzeń sięgają po alkohol, zaś w czasie spotkań ze znajomymi okazują się towarzyscy i sympatyczni.

Pechowcy i nieudacznicy, czyli o filmach Francisa Vebera


Najlepsze komedie robią Francuzi. I do takiego stwierdzenia można dojść po obejrzeniu większości filmów Francisa Vebera (ur. 1937). To twórca o ogromnym poczuciu humoru, potrafiący robić komedie lekkie, łatwe i przyjemne w odbiorze, które na długo poprawiają humor u widzów. Pokazuje on na ekranie nieudaczników, którzy przez przypadek wplątują się w sieć intryg, konfliktów, pechowych zdarzeń, zabawnych wypadków i  pomyłek. Perypetie są różne, ale filmy te mają jedną cechę wspólną. Główny bohater nie ma powodzenia u kobiet, za to ma ogromnego pecha i jest niesamowicie roztargniony, to jednak zawsze wychodzi zwycięsko z licznych perypetii - jego nudne życie nabiera barw, a on staje się przez to bardziej pewny siebie, bardziej doświadczony. Główny bohater scenariuszy Vebera, pisanych także  dla innych reżyserów, najczęściej nazywa się François Perrin albo François Pignon. Grało go aż dziewięciu aktorów, najczęściej Pierre Richard (pierwszy raz w Tajemniczym blondynie w czarnym bucie), potem między innymi: Daniel Auteuil (w Plotce) i Gad Elmaleh (w filmie Czyja to kochanka?). Oto 10 filmów Francisa Vebera, które stanowią idealną odpowiedź na pytanie: Dlaczego Veber jest mistrzem komedii?

As nad asy

L'as des as (1982 / 100 minut)
reżyseria: Gérard Oury
scenariusz: Gérard Oury, Danièle Thompson

Gdybym miał wymienić mistrzów komedii to na pewno w czołówce znalazłby się Gérard Oury, twórca najlepszych filmów z Louisem de Funès' (Gamoń, Wielka włóczęga, Mania wielkości, Przygody rabina Jakuba). Komedią wojenną As nad asy udowadnia, że nie stracił poczucia humoru i nadal ma mnóstwo pomysłów. Podobnie jak w poprzednich filmach napisał scenariusz wspólnie ze swoją córką Danièle Thompson, nawiązując poniekąd do filmu Wielka włóczęga - w tamtym filmie chodziło o ukrywanie angielskich lotników, tu chodzi o ukrywanie Żydów.

Louis de Funès - zwariowany, impulsywny i dziarski Francuz

Louis Germain de Funès de Galarza (1914-83) wychowywał się w rodzinie portugalskich emigrantów, udzielał się w kabaretach i rewiach, ale do historii przeszedł jako wybitny komik filmowy, nie oszczędzający się w licznych francuskich komediach. Debiutował w 1946 roku w tak małej roli, że nie został nawet uwzględniony w napisach i przez wiele lat był mistrzem epizodu. Pierwsza ważna rola w komedii Jak włos w zupie z 1957 i od tamtej pory coraz częściej na pierwszym planie. Przełom nastąpił w 1964, kiedy zagrał główne role w aż pięciu filmach - dwa z nich, Fantomas i Żandarm z Saint-Tropez, doczekały się kontynuacji. Przez kolejne 20 lat (aż do swojej śmierci) nie zwalniał tempa, ciągle zadziwiając energią i niczym nie skrępowaną skłonnością do błaznowania, maskarady i karykatury.

Fantomas - nieuchwytny zbrodniarz

Fantomas (1964), reż. André Hunebelle
Na podstawie cyklu powieściowego zekranizowanego po raz pierwszy w 1913 roku przez Louisa Feuillade'a powstał kolejny, najbardziej znany film o tajemniczym, demonicznym Fantomasie. Tym razem reżyserem był twórca Trzech muszkieterów z 1953 roku. W filmie wystąpił Jean Marais znany z filmów „płaszcza i szpady”, a partneruje mu Mylène Demongeot, która grała rolę Milady de Winter w Trzech muszkieterach, ale nie w wersji Hunebelle'a tylko Bernarda Borderie z 1961 roku. Po takiej obsadzie widz mógłby się spodziewać widowiska sensacyjno-przygodowego. Jednak w obsadzie jest jeszcze nazwisko Louisa de Funèsa, co ewidentnie wskazuje, że mamy do czynienia z komedią. Pieniądze z budżetu trafiły nie tylko do aktorów - o dużym budżecie świadczą liczne środki transportu, wykorzystane w filmie. W scenie finałowego pościgu bohaterowie używają samochodów, motocykli, pociągu, helikoptera, motorówki i łodzi podwodnej. Louis de Funès ma lepsze role na koncie, ale i tak przyćmił tu resztę obsady. Świetnym pomysłem było obsadzenie Jeana Maraisa w podwójnej roli - dziennikarza Fandora i przestępcy Fantomasa. Dzięki temu widz może podejrzewać, że Fantomasem okaże się właśnie dziennikarz, a tu zaskoczenie - to są dwie zupełnie różne role. Sceny akcji w dzisiejszych czasach nie robią już wrażenia, ale trzeba przyznać, że scena z samochodem jadącym bez działających hamulców została całkiem nieźle wykonana i świetnie osadzona w fabule.