Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gary Cooper. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gary Cooper. Pokaż wszystkie posty

CZŁOWIEK Z ZACHODU. 60 lat od premiery

Man of the West
premiera: 1 października 1958
czas trwania: 100 minut
reżyseria: Anthony Mann
scenariusz: Reginald Rose na podst. powieści Willa C. Browna



Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Po zrealizowaniu pięciu westernów z Jamesem Stewartem (m.in. Winchester ’73, Naga ostroga) Anthony Mann był już uznawany za mistrza gatunku i stawiano go w jednym rzędzie z Johnem Fordem i Raoulem Walshem. Mógł zająć się innym gatunkiem, ale najwidoczniej w realiach Dzikiego Zachodu czuł się tak dobrze, że postanowił tam jeszcze kilkakrotnie wrócić. O skali talentu Manna świadczy fakt, że spod jego ręki wyszły zróżnicowane westerny. Widać to na przykładzie filmów z lat 1957–58. Nakręcona w czerni i bieli Gwiazda szeryfa (1957) z Henrym Fondą i Anthonym Perkinsem to kameralny, dojrzały film z dużym naciskiem na psychologię. Opowieść o dwóch stróżach prawa, którzy łączą siły, by zaprowadzić porządek w miasteczku. Człowiek z Zachodu (1958) jest fabularnie bardziej skomplikowany, a niektóre sceny przyprawiają o ciarki, bo w filmie z lat 50. nikt się ich nie spodziewa.

Bright Leaf. Tytoń

(1950 / 110 minut)
reżyseria: Michael Curtiz
scenariusz: Ranald MacDougall na podst. powieści Fostera Fitza Simmonsa

R I P: Lauren Bacall (1924–2014)

Przełom XIX i XX stulecia to czas odkryć i wynalazków. Działał wtedy Thomas Edison, który wprowadził liczne innowacje i usprawnienia w wielu dziedzinach. Nie o nim jednak opowiada film Michaela Curtiza. Bright Leaf (czyli Jasny Liść) portretuje środowisko potentatów tytoniowych. Południowiec Brant Royle został wraz z ojcem wyrzucony z miasta Kingsmont (w Północnej Karolinie), a ich zyskowny interes przejął despotyczny przemysłowiec, major James Singleton. Po śmierci ojca Brant powraca do miasta, by dokonać zemsty na nieuczciwym biznesmenie. Chce go zniszczyć jego własną bronią - bogactwem i dominacją rynkową. Dlatego inwestuje w maszynę do skręcania papierosów, uważając że szlugi wkrótce zepchną na bocznicę preferowane przez majora cygara.

Tropem koniokradów

Springfield Rifle (1952 / 93 minuty)
reżyseria: André De Toth
scenariusz: Charles Marquis Warren, Frank Davis na podst. opowiadania Sloana Nibleya

Po II wojnie światowej pojawiło się wielu reżyserów, którzy polem swojej działalności uczynili scenerie Dzikiego Zachodu, gdzie można się natknąć na Indian, bandytów, koniokradów, żołnierzy lub kowbojów przepędzających stada bydła. Jednym z działających wówczas twórców westernów był węgierski imigrant, André De Toth. Nie cieszył się on takim uznaniem jak chociażby John Ford lub Anthony Mann, ale oglądając film pod tytułem Tropem koniokradów można dojść do wniosku, że był sprawnym rzemieślnikiem, który doskonale radził sobie z ikonografią westernu i scenami akcji. Polski tytuł jest trafny, bo rzecz faktycznie dotyczy śledztwa w sprawie kradzieży koni, zaś występujący w oryginalnym tytule karabin Springfield spełnia ważną rolę dopiero w końcówce. Pierwszoplanową postacią jest major Alex 'Lex' Kearney wyrzucony z armii za tchórzostwo. Jego syn nie mogąc znieść hańby ojca ucieka ze szkoły, by zaciągnąć się do wojska. Aby odzyskać dobre imię Kearney bierze udział w tajnej misji, mającej na celu wytropienie koniokradów okradających wojska Unii oraz wykrycie szpiega, który sprzyja konfederatom informując ich o transporcie wierzchowców dla jankesów.

W samo południe - czas jest równie bezlitosny, co bandyci

High Noon (1952 / 85 minut)
reżyseria: Fred Zinnemann
scenariusz: Carl Foreman na podst. opowiadania Johna W. Cunninghama The Tin Star

Większość westernów pokazuje Dziki Zachód jako kraj ludzi „wyrywnych”, którzy lubią wszczynać awantury, bijatyki, strzelaniny, nie licząc się z konsekwencjami. Chociaż nazwa „dziki zachód” sugeruje, że taki świat awanturników i wszechobecnej przemocy naprawdę istniał to Fred Zinnemann i scenarzysta Carl Foreman mieli duże zastrzeżenia co do takiego obrazu dawnego Zachodu. W samo południe to western, w którym poznajemy mieszkańców Dzikiego Zachodu jako ludzi, którzy boją się walczyć nawet kiedy mają liczebną przewagę. Ludzie Zachodu w tym filmie nie są ludźmi czynu, zamiast działać wolą przesiadywać w barach albo w ciepłym i bezpiecznym domu, nie wychylając głowy na odstrzał.