tytuł oryginalny: The Missouri Breaks
premiera: 11 maja 1976
czas trwania: 126 minut
reżyseria: Arthur Penn
scenariusz: Thomas McGuane
50 lat temu – 11 maja 1976 –
publiczność zgromadzona w sali World Theater w Billings w stanie Montana uczestniczyła
w szampańskiej gali zorganizowanej z okazji premiery westernu Przełomy
Missouri (The Missouri Breaks) w reżyserii Arthura Penna.
472-osobowa widownia bawiła się świetnie, chociaż – jak relacjonował jeden z
reporterów – dało się wyczuć pewne rozczarowanie wynikające z tego, że po
pojedynku takich gigantów, jak Marlon Brando i Jack Nicholson oczekiwano czegoś
innego. Gdy tydzień później film trafił do szerokiej dystrybucji, recenzje
krytyków i opinie widzów też były mieszane, co przełożyło się na niższe miejsce
w rankingach popularności.
W połowie lat 70. amerykański
western znajdował się w stanie wyraźnego kryzysu, ale wciąż pojawiały się w tym
gatunku sukcesy kasowe. Wyjęty spod prawa Josey Wales w reżyserii Clinta
Eastwooda i Rewolwerowiec nakręcony przez Dona Siegela poradziły sobie
znakomicie w kinowych kasach, ale ich budżety były znacznie mniejsze. Przełomy
Missouri kosztowały 10 milionów dolarów i miały w obsadzie ekscentrycznego
Marlona Brando, co wymusiło drastyczne zmiany w scenariuszu Thomasa McGuane’a i
wynikające z tego niespójności.
Akcja filmu rozpoczyna się od samosądu: schwytany koniokrad zostaje powieszony bez procesu, co od razu określa realia świata przedstawionego. Prawa stanowionego praktycznie tu nie ma, a sprawiedliwość wymierzana jest doraźnie i siłą. W tych warunkach działa banda złodziei koni dowodzona przez Toma Logana (Jack Nicholson). Aby zminimalizować ryzyko schwytania, herszt wpada na pomysł, by kupić ranczo, które stałoby się bezpieczną bazą – miejscem, gdzie można bez wzbudzania podejrzeń przechowywać skradzione konie. Decyduje się dokonać napadu na pociąg, by zdobyć środki potrzebne na realizację tego pomysłu.
Plan początkowo przynosi efekty:
Loganowi udaje się wkupić w łaski wpływowego ranczera, Davida Braxtona (John
McLiam), a nawet nawiązać relację z jego córką (Kathleen Lloyd). Jednocześnie
jego ludzie kontynuują przestępczą działalność, co nie może pozostać bez
odzewu. Gdy bandyci wieszają nadzorcę odpowiedzialnego za schwytanie i zabicie
ich przyjaciela, Braxton sięga do kieszeni w celu wynajęcia człowieka do zadań
specjalnych. I w ten sposób na arenę wkracza Robert Lee Clayton (Marlon
Brando), łowca z Wyoming stojący poza oficjalnym systemem prawa, cechujący się
ekscentrycznym stylem bycia.
Pojawienie się Claytona sprawia,
że napięcie rośnie nie tylko przez klasyczną konfrontację dwóch osobowości,
lecz także poprzez poczucie narastającego zagrożenia. Jego działania wymykają
się jednoznacznej logice – zamiast otwartego pościgu stosuje podstęp,
przebrania i nagłe akty przemocy, które burzą poczucie równowagi. Konflikt nie
rozwija się zgodnie z klasycznymi regułami gatunku, lecz przybiera formę
nierównej, psychologicznej rozgrywki.
Ważnym elementem Przełomów
Missouri jest jego osobliwy, dezorientujący humor. Arthur Penn świadomie
rozbija powagę westernowej konwencji i melancholię typową dla czasów zmierzchu
gatunku, wprowadzając ton groteski i absurdu. Już scena napadu na pociąg ma w
sobie coś osobliwego, jakby nie pasowała do rewizjonistycznego westernu, lecz
raczej do parodii Mela Brooksa. Zamiast precyzyjnie zaplanowanej akcji oglądamy
grupę ludzi działających chaotycznie, bez wyczucia i kontroli nad sytuacją.
Sceny z udziałem Claytona ze względu na jego ekscentryczny charakter również
podszyte są komizmem, co jednak zaskakująco działa w kontekście całej historii,
bo również dzięki temu film jest mocno niepokojący i nieprzewidywalny.
Jak dobrze sugeruje tytuł, ważnym
bohaterem produkcji jest miejsce akcji – Montana przy źródłach rzeki Missouri
oraz granicy z Kanadą nadaje filmowi wyjątkowego charakteru wizualnego. Surowe,
rozległe pejzaże nie tylko budują autentyczność świata przedstawionego, ale też
wzmacniają poczucie izolacji i niepewności. Dobrze prezentuje się także muzyka
– sprawdza się do słuchania w oderwaniu od filmu, a na ekranie nie dominuje,
mimo iż osobowość kompozytora Johna Williamsa, jego talent do tworzenia
pięknych melodii i chwytliwych tematów w innych filmach często wybijają się na
pierwszy plan. Tutaj Williams pozostaje bardziej powściągliwy, dopasowując się
do tonu całości, subtelnie podkreślając nastrój bez rozbuchanego symfonizmu.
Film nie byłby tak fascynujący, gdyby nie kapitalne role dwóch pierwszoligowych gwiazdorów, których można bez wahania określić mianem najlepszych aktorów dekady. Co tutaj wyprawia bohater grany przez Marlona Brando? Strzela do kapusty, zajada się marchewkami, całuje się z koniem, zakłada babskie ciuchy, zabija faceta siedzącego na klopie i rzuca pseudo-filozoficzne sentencje, takie jak „Życie jest jak podróż pociągiem przez góry…” Overacting zastosowany przez aktora był jak najbardziej uzasadniony w przypadku tej postaci, psychopatycznego łowcy głów. Brando stworzył jednego z najbardziej nietypowych złoczyńców w historii westernu. Jednakże Jack Nicholson także jest świetny – bardziej stonowany, charyzmatyczny, kreujący postać z wyczuwalnym podskórnym napięciem, które z czasem eskaluje aż do finałowego wybuchu agresji.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)


0 komentarze:
Prześlij komentarz