Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christopher Nolan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christopher Nolan. Pokaż wszystkie posty

ODYSEJA. Koń trojański jak bomba atomowa

The Odyssey (2026 / 172 minuty)
reżyseria: Christopher Nolan
scenariusz: Christopher Nolan na podst. poematu Homera

Do domu utęskniony, o powrocie marzy,
A tam ani okrętów nie ma, ni wioślarzy,
Co by go chcieli przewieźć przez morskich fal grzbiety.
Teraz mu jedynaka zabić chcą, niestety,
W drodze do domu; właśnie o ojcowskim losie
Jeździł się dowiadywać w Sparcie i Pylosie.
(Odyseja, tłum. Lucjan Siemieński)

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Moja fascynacja mitologią grecką zaczęła się jeszcze w dzieciństwie. Mitologia (1924) Jana Parandowskiego to była jedna z ciekawszych pozycji z listy lektur szkolnych. Dla wielu polskich uczniów było to pierwsze zetknięcie z kulturą antyczną. Dużą fascynację starożytnością potrafiły także wzniecić tragedie Sofoklesa (Antygona i Król Edyp) oraz poematy Homera (Iliada i Odyseja), które ze względu na obszerność były przerabiane w szkole we fragmentach. O ostatnim z wymienionych tytułów jest teraz głośno w związku z nową filmową interpretacją autorstwa Christophera Nolana.

Spośród wcześniejszych filmowych adaptacji Odysei powstały co najmniej cztery produkcje godne polecenia. Włoski Ulisses (1954) Mario Cameriniego z Kirkiem Douglasem pozostaje produkcją pełną uroku charakterystycznego dla złotej ery peplum. Najpełniejsza pod względem wierności literackiemu pierwowzorowi jest 8-częściowa Odyseja (1968) Franco Rossiego, ale dla współczesnego widza bardziej przystępna jest 2-częściowa adaptacja telewizyjna w reż. Andrieja Konczałowskiego (1997). Istnieje jeszcze mniej oczywista interpretacja – Powrót Ringa (1965) Duccio Tessariego, w którym fabułę poematu przerobiono na spaghetti western. Jako uzupełnienie historii można też dorzucić serial Eneida (1971) Franco Rossiego, w którym pojawia się postać Sinona, obecna także w filmie Nolana. Z dzieł inspirowanych wojną trojańską i Homerowską Iliadą godne polecenia są Gniew Achillesa (1962, reż. Marino Girolami) i Troja (2004, reż. Wolfgang Petersen).

Rozrywka w potrójnej dawce, czyli o filmowych trylogiach

Premiera najnowszej części przygód rycerza Gotham, Batmana, oraz wysyp recenzji tegoż filmu przyczyniły się do tego, że choć obejrzałem film Mroczny rycerz powstaje, to zamiast długiej recenzji zdecydowałem się zrobić ranking najlepszych według mnie trylogii filmowych. Trylogia cechuje się tym, że trzy filmy łączy jeden lub kilku bohaterów, przeżywających podobne perypetie i przygody. Dlatego w swoim zestawieniu pominąłem „trylogię” gangsterską Fernanda Di Leo (link), ponieważ nie ma w niej postaci, która łączyłaby wszystkie części. W rankingu są zarówno trylogie, które od początku były planowane na trzy części, jak i takie, których każda część może stanowić oddzielną całość. Jest nawet cykl, do którego nakręcono część czwartą, ale jej jakość i poziom spowodowały, że trudno mi ją zaakceptować (nie mam tu jednak na myśli serii Obcy, bo akurat w tym przypadku uważam część czwartą za udaną). Moje zestawienie, jak zresztą każde inne, jest subiektywne.

Incepcja

Inception (2010 / 148 minut)
scenariusz i reżyseria: Christopher Nolan

Czy ktoś zastanawiał się nad tym, że świat w którym żyjemy może okazać się snem? Czy osoba popełniająca samobójstwo myśli, że po śmierci obudzi się w innym, lepszym świecie? Takie pytania pewnie zadawał sobie reżyser filmu Christopher Nolan i na ich podstawie wymyślił interesującą historię o tajemnicach ludzkiej podświadomości. Tematyka snów pozornie wydaje się trudna do realizacji, gdyż wymaga ogromnej wyobraźni i niezwykłej wrażliwości wizualnej, ale z drugiej strony temat nie jest trudny, ponieważ każdą bzdurę w scenariuszu można uzasadnić słowami: „sny są zwykle bzdurne i nielogiczne”. Nolan jednak nie poszedł na łatwiznę i stworzył oryginalny świat, rządzący się własnymi prawami, a znajomość tych praw pozwala przetrwać bohaterom. Momentami film jest tak skomplikowany, że nie wiadomo, czy to co oglądamy na ekranie jest logicznie umotywowane, czy może są to zwykłe błędy w scenariuszu. Czasami ma się wrażenie, że reżyser wpadł we własne sidła, tworząc skomplikowaną fabułę sam się zagubił.

W potrzasku, czyli o filmowych thrillerach


Thriller to specyficzny gatunek. Trudno rozpoznać go na pierwszy rzut oka. Zwykle dopiero po pewnym czasie można stwierdzić czy film jest thrillerem. Przynależność do tego gatunku nie zależy od tematyki czy fabuły, ale raczej od stylu. Podstawowe elementy thrillera to:

- zwykły człowiek, nie przeszkolony do walki z przestępczością, musi stanąć w obliczu niebezpieczeństwa, sam musi zmierzyć się ze złem, nie może liczyć na pomoc np. policji, często nawet nikt mu nie wierzy;
- tajemnica zbrodni (morderstwo, porwanie itp.);
- motyw odcięcia od świata (tajemnicze miasteczko, dom na odludziu, jakaś inna zamknięta przestrzeń, z której trudno się wydostać);
- wyścig z czasem (bohater ma niewiele czasu na rozwiązanie problemu);
- mroczny klimat, atmosfera zagrożenia.